wóz fiery // 6 sierpnia, po weselu Blacków
Po powrocie do Fantasmagorii, Flynn kompletnie nie mógł zasnąć. Prześladowały go różne myśli - o Alexandrze, o zimnie pomiędzy nimi, ale też o zapłakanym Prewettcie, któremu nawet mimo tych wszystkich rzeczy... naprawdę nie życzył źle. No ale co miał zrobić? Iść do niego? Miał wrażenie, że ich dalszy kontakt tylko ich ranił, nie przynosił niczego nowego i dobrego, a jedynie zamykał ich w tym, czego się bali i nienawidzili, cofał ich w rozwoju do czasów, jakich żaden z nich nie chciał pamiętać. Szczera chęć do bycia z nim blisko rozmywała się w obliczu złych emocji - jak miał stać się remedium na jego bolączki i przyjacielem, skoro przysparzał mu jedynie coraz więcej problemów? W niektórych sytuacjach wypadało się po prostu poddać - tak też zrobił teraz. Nie użył lusterek i nie skontaktował się z bratem. Nie poszedł sprawdzić, czy z Laurentem wszystko było w porządku. Nie miał zamiaru leżeć w tym wozie i dusić się z rozpaczy nad tym wszystkim, nie miał już kurwa siły. Czego nie zrobi, ich dwójka będzie go nienawidziła. Jeżeli nie teraz, to zaraz.
Zacisnął oczy, cudem powstrzymując wydobywający się z jego ust szloch. Jego siostra musiała bawić się teraz świetnie na weselu, może zostanie na poprawinach. Dla niego jedyną możliwą zabawą było ukołysanie się do snu - tak też więc zrobił. Po swojemu, w najgorszy możliwy sposób - podgrzewając kroplę heroiny na kawałku folii. Gonił tak tę kroplę, aż całkowicie go nie odcięło. Wpierw przyszła euforia, później nicość.
Nie śnił tej nocy nic, poza emocjami. Nigdy nie widział w swojej głowie obrazów i po lipcowym doświadczeniu z Cainem nieco nad tym ubolewał, ale zwykle słyszał przynajmniej w głowie jakieś dźwięki. Tym razem - jedynie uniesienie, powoli przeradzające się w napięcie i głód. Kiedy się obudził, był zlany potem i ciężko mu się oddychało. Wybudził się z tej płycizny dopiero kiedy ktoś kolejny raz z rzędu szturchnął jego ramię. Przestał to liczyć, był zbyt zobojętniały na jakiekolwiek bodźce inne niż mrowienie we łbie, tak charakterystyczne, ale ciężkie do opisania. Nie trzeba było widzieć zapalniczki i woreczka leżących na podłodze - od razu było po nim widać, że słabo kontaktuje. Wdarł się do tego wozu, żeby przenieść tutaj swój barłóg - podłoga była zawalona, brudne ubrania leżące teraz obok eleganckiego garnituru, który powinien oddać, żeby odzyskać kaucję, ale tego nie zrobił, ta książka trzymana od czerwca, jego sprzęt, jego kurtka ze wszytą w kieszeń wsiąkiewką.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.