Nie mogła go słuchać. Nic nie rozumiał, może trochę było w tym jej winy, bo nie wytłumaczyła mu praktycznie nic, jednak nie zrobiła tego bez powodu. Zbyt dobrze znała swojego brata, wiedziała, że Astaroth też jest impulsywny, że mogłoby się to skończyć źle. Chodziło o jego dobro. Mimo wszystko strasznie ją irytowało to jego pierdolenie.
Strasznie łatwo przychodziło mu ocenianie jej zachowania. Jasne, miał swoje problemy, mógł czuć się wykluczony przez to, że chciała go trzymać od tego wszystkiego z daleka, ale robiła to dla jego bezpieczeństwa. Nie chciała ryzykować jego nieżycia, nie chciała, żeby umarł na amen. Jego słowa były okrutne, cięły mocniej niż nóż, powodowały w niej zwątpienie, ale nie miała zamiaru się złamać, nie kiedy była tak bliska osiągnięcia swojego celu.
- Mam nadzieję, że kiedyś to zrozumiesz. Spierdalam stąd, bo nie mogę tego słuchać, gnij sobie w tej jaskini i użalaj się nad sobą, nie zamierzam brać w tym udziały. Ten jeden raz nie chodzi o ciebie. - Wysyczała jeszcze przez zęby, kiedy pospiesznie ruszyła w kierunku wyjścia z groty. Musiała się uspokoić, nie chciała mu powiedzieć niczego nieprzyjemnego, chociaż na język cisnęły się jej naprawdę różne słowa. Nie zamierzała jednak zachowywać się, jak on. Nie krzywdziła ludzi, żeby poczuć się lepiej. Nie działała w ten sposób.
Wytłumaczy mu to wszystko, jak wreszcie zakończy ten problem. Może wtedy jej wybaczy to, że nie podzieliła się z nim wszystkimi informacjami, jeśli nie, to trudno, jakoś będzie musiała z tym żyć.