Nie było to może bardzo wygodne. Obserwowanie z takiej odległości mogło nie przynieść zamierzonych efektów, jednak robiła co w swojej mocy, aby przyjrzeć się uważnie składnikowi, który miał kupić Umbriel. Wydawało jej się, że typ przyniósł mu faktycznie to, czego potrzebował. Nie chciał go oszukać. Przynajmniej nie na samym początku.
Zauważyła, że nie jest szczególnie zadowolony z tego, z kim przyszło mu prowadzić interesy. No jasne, Degenhardt ostatnio miał opinię raczej mocno kontrowersyjną, o ile w ten delikatny sposób można było ująć to, że wszyscy zdawali sobie sprawę z tego, że jest mordercą. Naprawdę wspaniały upadek wielkiego artysty. Yaxley nie popierała tego zachowania, sama nie rozumiała po co ludzie bawią się w tą całą wojnę o to, kto ma jaką krew. Nie była tutaj jednak po to, aby go karcić. Miała do załatwienia biznes, jeden z wielu i tym się kierowała. Pewnie by było jej wstyd, że pomaga komuś takiemu jak on, jednak pieniądze nie spadały z nieba, tak samo jak szacunek innych czystokrwistych. Ktoś musiał dbać o to, aby jej rodzina nie straciła swojej pozycji, padło na nią. Rozumiała, jak wygląda świat i co się liczy. Gdyby spotkali się w trakcie jakiegoś zamieszania, gdyby Umbriel na jej oczach próbował zranić kogoś z jej bliskich przyjaciół, którzy walczyli z takimi jak on pewnie nawet przez sekundę by się nie zawahała by go zabić, ale to nie była taka sytuacja.
Była tutaj, aby pomóc dobić mu targu. Na odległość.
Słyszała uniesione głosy dochodzące z ich stolika. Widziała, że negocjacje nie idą gładko. Na domiar złego tym wszystkim zaczęli interesować się też inni obecni w tym wspaniałym przybytku. Szlag, brakowało tylko tego, żeby przyszedł tutaj patrol, jeszcze ktoś znajomy. Na pewno połączyli by fakty. W końcu ona znała się na składnikach zwierzęcych, dziwnym trafem Umbierl miał na swoim stole jeden z bardzo rzadkich okazów. Każdy by się domyślił, że nie znalazła się tutaj przypadkiem.
Co mogła zrobić? Musiała odwrócić od nich uwagę. Próbowała jednak najpierw złapać wzrok Umbriela, żeby przekazać mu, że przedmiot, który miał zakupić, był dokładnie tym, czego potrzebował.
Chwilę później podniosła się ciężko z krzesła i ruszyła w stronę lady. W dłoni dzierżyła szklankę z bimbrem, której nie tknęła. Przechodziła obok stolika, przy którym siedzieli nieco podkurwieni mężczyźni, Umbriel i ten drugi. Zupełnie przypadkiem, wylała zawartość swojej szklanki na tego typa, który siedział naprzeciwko Degenhardta.
- Na Merlina, przepraszam pana, straszna ze mnie ciamajda... - Zaczęła rozmowę udając jak jej bardzo przykro, że doszło do tego nieporozumienia.