23.06.2024, 21:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.06.2024, 21:13 przez Charles Mulciber.)
Charlie nie miał pojęcia o tym, jak dokładnie jest badany, oceniany przez, wydawałoby się, przypadkowego klienta. Laurent o niesamowitym spojrzeniu skupił się na sprzedawcy, który jednak nie zamierzał z tego powodu zapomnieć o swoich obowiązkach.
- Jarczuk? - Powtórzył Charles po kliencie. W słowie wybił się norweski akcent, nieco dziwacznie brzmiąc między angielskimi słówkami, wypowiedzianymi niemal bezbłędnie. - Nigdy wcześniej takiego nie widziałem. Ledwie o nich słyszałem! Są chyba dość rzadkie, prawda? - Pociągnął rozmowę, zerkając na wielką bestię. Czymkolwiek naprawdę była, nie wydawała się aż tak... zła. Groźna, owszem, lecz poza tym, była tylko zwierzęciem. - Wuj nie wspominał o klientach z tak niesamowitymi towarzyszami. - Mówił Charlie, pakując do papierowej torby to, co widniało na liście zamówienia.
Spostrzegł, że musiałby otworzyć skrzynię spakowaną na Lammas, by uzupełnić zamówienie. Tyle z tym kłopotu! Po raz kolejny gestem dłoni popędził imbryk, by zaparzył herbatę dla gościa. Magia bezróżdżkowa była bardziej przydatna, niż kiedykolwiek mógłby sądzić.
- Wuja nie ma dzisiaj od rana. - Zaraportował, podnosząc wzrok na Laurenta. Doprawdy, te oczy były niesamowite! - I wątpię, by pojawił się o tej porze. Zamówienie, jeśli było przygotowane, ale nie odebrane, mogło zostać rozłożone na półki. Przepraszam pana, dopiero wdrażam się w fach i poznaję klientów. Jestem Charles, syn Richarda, brata Roberta.
- Jarczuk? - Powtórzył Charles po kliencie. W słowie wybił się norweski akcent, nieco dziwacznie brzmiąc między angielskimi słówkami, wypowiedzianymi niemal bezbłędnie. - Nigdy wcześniej takiego nie widziałem. Ledwie o nich słyszałem! Są chyba dość rzadkie, prawda? - Pociągnął rozmowę, zerkając na wielką bestię. Czymkolwiek naprawdę była, nie wydawała się aż tak... zła. Groźna, owszem, lecz poza tym, była tylko zwierzęciem. - Wuj nie wspominał o klientach z tak niesamowitymi towarzyszami. - Mówił Charlie, pakując do papierowej torby to, co widniało na liście zamówienia.
Spostrzegł, że musiałby otworzyć skrzynię spakowaną na Lammas, by uzupełnić zamówienie. Tyle z tym kłopotu! Po raz kolejny gestem dłoni popędził imbryk, by zaparzył herbatę dla gościa. Magia bezróżdżkowa była bardziej przydatna, niż kiedykolwiek mógłby sądzić.
- Wuja nie ma dzisiaj od rana. - Zaraportował, podnosząc wzrok na Laurenta. Doprawdy, te oczy były niesamowite! - I wątpię, by pojawił się o tej porze. Zamówienie, jeśli było przygotowane, ale nie odebrane, mogło zostać rozłożone na półki. Przepraszam pana, dopiero wdrażam się w fach i poznaję klientów. Jestem Charles, syn Richarda, brata Roberta.