06.01.2023, 20:02 ✶
Był zapewne ostatnim, który miał prawo oceniać kogoś po wzroście, nie oznacza to jednak, że nie potrafił dziewczynie dopiekać jakoś inaczej, szczególnie gdy w grę wchoidzła rywalizacja na boisku. Idiotyczna, bo przecież grali w tej samej drużynie, a jednak istniejąca gdzieś pomiędzy tą dwójką, komplikująca ich i tak zagmatwane odczucia względem siebie. Zresztą oboje byli w gorącej wodzie kompani, do tego spotykali się z docinkami nad wyraz często. Thomas w końcu jako mugolak nie miał łatwego życa, przez co czasem reagował na niekture sytuacje dość agresywnie, szczególnie jako młodzik w szkole pęłnej dzieciaków, ktore potrafiły być całkiem brutalne. Dopiero z czasem zaczął nabierac ogłady.
- Wiesz co, nigdy nie myślałaem o tym jak polowaniu, ale sporo ma to wspólnego. Wiesz, szukanie dowodów i potencjalnego sprawcy jest niczym jak tropienie, samo złapanie podejrzanego też wymaga czatownia i zaganiania w płapki, potem jednak nadchodzi czas przesłuchań, papierkowej roboty i tu chyba pojawia się największa róznica. Złapanie kogś wcale nie oznacza końca roboty. Raczej jej środek - mówił, w duchu ciesząc się, że ma okazje do porozmawiania z kimś o swojej pracy. - Co do zaś zabijania... - Zamilkł na chwilę i przybrał niezręczny usmiech. - Wiesz, to nie jest taka czysta robota, co prawda nie biegam za czarnoksiężnikami i nie wymierzam im kary, ale chyba każdy kto skończył jako stróż prawa ma kogoś na sumieniu - wyznał, choc widać było po nim, że temat sprawia, że czuje się nieswojo i że nie chce dalej w to wszytsko brnąć.
- Pamiętam, treningi rano, treningi wieczorem i w weekendy. A w międzyczasie wspólne przeglądanie magazynów o qudditchu w pokoju wspólnym, długie dyskusje o graczach zawodowych i o miotłach. Rzadziej o strategii, bo jakoś mało kto zwykle chciał o niej słuchać. Naprawdę były to miłe czasy - przyznał, z przyjemnym ciepłem w sercu. Żyli rywalizacją między domami, meczami oraz czystą przyjemnością gry. I choc nie była to jedyna rzecz wokół której kręciłlo się ich zycie, była zdecydowanie ważnym aspektem.
- Wcale mu się zresztą nie dziwię, bylismy zgrają, która robiła mu tylko pod górkę, szczególnie nasza dwójka. - Zasmiał się na wspomnienie, po czym pokręcił głową. - Dziwne, że nigdy nie podjął próby morderstwa, choć mam wrażdenie, że był tego bliski, szczególnie gdy niemal nie rozwaliliśmy jednego meczu. - Znów dało się uśłyszeć śmiech, choć lekko zduszony, ze wględu na to, że nadal stali na środku ruchliwej ulicy.
- Przestań, wyglądasz doskonale i zdecydowanie daleko ci do staruszki! - Rzucił bez chwili zawachania, po czym sam poczuł mrowienie policzków, gdy zauważył na tych Ger ślad czerwieni. Nie wiedział co się z nim dzieje, choć miał pewne bardzo głupie podejrzenie.
- Mam wrażenie, że nikt się po nas nie spodziewał, że kiedykolwiek będziemy robić coś nudnego i bezpiecznego. Przynajmniej ci, którzy nas zanli musieli wiedzieć, że skończymy w jakiejś pracy z wyraźną dawką adrenaliny - przyznał, kręcoś głową z pewnym politowaniem dla siebie i Ger.
Na chwilę stracił zdolność mówienia, gdy stojąca przed nim kobieta przyznała że pasuje jej jego aktualny stan niezwiazania, odzyskał ją jednak w chwili, gdy zostało wyjaśnione, że nie do końca o taki, a nie inny fakt bycia wolnym chodziło. Szkoda, że wraz z nia nie wróicł jego normalny kolor twarzy, który prawdopodonie bardzo dobrze pasowałby so szat Gryffindoru.
- Mi też pasuje - wyrzucił, zanim nie zapatrzył się na Ger, znów tonąc w krótkirj ciszy. Spojrzał jej na chwilę w tęczówki, by w końcu znów wdobyc z siebie głos. Nie do końca wiedział co się własnie dzieje, ale w jakiś poplątany sposób czuł, że mu się to coś posobało. - Po ósmej? Przed Mnisterstwem? Będę musiał jeszcze złozyć raport w biórze, a potem możemy gdzieś iść - mówił, trochę nie wierząc w dziejszy bieg przypadków.
- Wiesz co, nigdy nie myślałaem o tym jak polowaniu, ale sporo ma to wspólnego. Wiesz, szukanie dowodów i potencjalnego sprawcy jest niczym jak tropienie, samo złapanie podejrzanego też wymaga czatownia i zaganiania w płapki, potem jednak nadchodzi czas przesłuchań, papierkowej roboty i tu chyba pojawia się największa róznica. Złapanie kogś wcale nie oznacza końca roboty. Raczej jej środek - mówił, w duchu ciesząc się, że ma okazje do porozmawiania z kimś o swojej pracy. - Co do zaś zabijania... - Zamilkł na chwilę i przybrał niezręczny usmiech. - Wiesz, to nie jest taka czysta robota, co prawda nie biegam za czarnoksiężnikami i nie wymierzam im kary, ale chyba każdy kto skończył jako stróż prawa ma kogoś na sumieniu - wyznał, choc widać było po nim, że temat sprawia, że czuje się nieswojo i że nie chce dalej w to wszytsko brnąć.
- Pamiętam, treningi rano, treningi wieczorem i w weekendy. A w międzyczasie wspólne przeglądanie magazynów o qudditchu w pokoju wspólnym, długie dyskusje o graczach zawodowych i o miotłach. Rzadziej o strategii, bo jakoś mało kto zwykle chciał o niej słuchać. Naprawdę były to miłe czasy - przyznał, z przyjemnym ciepłem w sercu. Żyli rywalizacją między domami, meczami oraz czystą przyjemnością gry. I choc nie była to jedyna rzecz wokół której kręciłlo się ich zycie, była zdecydowanie ważnym aspektem.
- Wcale mu się zresztą nie dziwię, bylismy zgrają, która robiła mu tylko pod górkę, szczególnie nasza dwójka. - Zasmiał się na wspomnienie, po czym pokręcił głową. - Dziwne, że nigdy nie podjął próby morderstwa, choć mam wrażdenie, że był tego bliski, szczególnie gdy niemal nie rozwaliliśmy jednego meczu. - Znów dało się uśłyszeć śmiech, choć lekko zduszony, ze wględu na to, że nadal stali na środku ruchliwej ulicy.
- Przestań, wyglądasz doskonale i zdecydowanie daleko ci do staruszki! - Rzucił bez chwili zawachania, po czym sam poczuł mrowienie policzków, gdy zauważył na tych Ger ślad czerwieni. Nie wiedział co się z nim dzieje, choć miał pewne bardzo głupie podejrzenie.
- Mam wrażenie, że nikt się po nas nie spodziewał, że kiedykolwiek będziemy robić coś nudnego i bezpiecznego. Przynajmniej ci, którzy nas zanli musieli wiedzieć, że skończymy w jakiejś pracy z wyraźną dawką adrenaliny - przyznał, kręcoś głową z pewnym politowaniem dla siebie i Ger.
Na chwilę stracił zdolność mówienia, gdy stojąca przed nim kobieta przyznała że pasuje jej jego aktualny stan niezwiazania, odzyskał ją jednak w chwili, gdy zostało wyjaśnione, że nie do końca o taki, a nie inny fakt bycia wolnym chodziło. Szkoda, że wraz z nia nie wróicł jego normalny kolor twarzy, który prawdopodonie bardzo dobrze pasowałby so szat Gryffindoru.
- Mi też pasuje - wyrzucił, zanim nie zapatrzył się na Ger, znów tonąc w krótkirj ciszy. Spojrzał jej na chwilę w tęczówki, by w końcu znów wdobyc z siebie głos. Nie do końca wiedział co się własnie dzieje, ale w jakiś poplątany sposób czuł, że mu się to coś posobało. - Po ósmej? Przed Mnisterstwem? Będę musiał jeszcze złozyć raport w biórze, a potem możemy gdzieś iść - mówił, trochę nie wierząc w dziejszy bieg przypadków.