24.06.2024, 00:30 ✶
Szeptucha oparła się rękoma o blat drewnianego stołu. Zapatrzyła na Ambrosię czarnymi, błyszczącymi oczami.
- Przyszłość nigdy nie jest tak jasna, jak może się wydawać – odpowiedziała powoli. Coś tam wtedy widziała, jakieś wizje mamiły jej oczy, ale odkryć znaczenie… Odwróciła głowę w stronę płonącego kominka. O, odkryć znaczenie to było co innego.
Pokręciła głową. Zadrgały jej ciemne, skołtunione włosy.
- Wiesz, że wszystkie przepowiednie stają się zrozumiałe, dopiero gdy się spełnią? – Tamtego dnia widziała kamień toczący się po jałowej ziemi, dostrzegła bramę o ostrych jak brzytwy brzegach. Ale czy rozumiała na co patrzy? Oto i największa tajemnica jasnowidzenia. Widzieć przebłysk przyszłości. Nic nie zrozumieć, nawet jeśli to przestroga. Wypełnić co do joty. Walczyć z przepowiednią i spełnić ją przypadkiem. Wcale nie przypadkiem. Nie wtrącać się a jednak się wtrącić niewtrącaniem. Czyżby wszystko było gdzieś tam już zapisane? Jak opowiedzieć o wizji i nie przekręcić jej sensu? Jak ją zrozumieć? Czy w ogóle można? – Ja dużo widzę.
Siorpnęła trochę naparu.
- Naprawdę sądzisz, że ten czarnoksiężnik jest tak potężny by rzucić wyzwanie siłom rządzącym tym światem i zwyciężyć? Mylisz potęgę z pychą. On jeszcze sam nie zna ceny, którą przyjdzie mu zapłacić za to, co zrobił – na jej wargach zadrgało coś, jak cień niepokojącego uśmiechu.
Szeptucha zawiesiła spojrzenie na oplatających kubek palcach Ambrosii.
– On tam wszedł i coś stamtąd wyszło – przypomniała, myśląc o Widmach. Bądź co bądź, całkiem namacalnie grasowały po kniei. A potem pokręciła głową. – Świat sobie poradzi. Wróci na swoje miejsce – dodała na zakończenie. I to już powiedziała trochę innym głosem, bardziej miękkim, nienawykłym do mówienia czegoś optymistycznego.
Kobieta nie za bardzo mogła pomóc w Ambrosii z szukaniem odpowiedzi, bo sama ich nie znała.
- Przyszłość nigdy nie jest tak jasna, jak może się wydawać – odpowiedziała powoli. Coś tam wtedy widziała, jakieś wizje mamiły jej oczy, ale odkryć znaczenie… Odwróciła głowę w stronę płonącego kominka. O, odkryć znaczenie to było co innego.
Pokręciła głową. Zadrgały jej ciemne, skołtunione włosy.
- Wiesz, że wszystkie przepowiednie stają się zrozumiałe, dopiero gdy się spełnią? – Tamtego dnia widziała kamień toczący się po jałowej ziemi, dostrzegła bramę o ostrych jak brzytwy brzegach. Ale czy rozumiała na co patrzy? Oto i największa tajemnica jasnowidzenia. Widzieć przebłysk przyszłości. Nic nie zrozumieć, nawet jeśli to przestroga. Wypełnić co do joty. Walczyć z przepowiednią i spełnić ją przypadkiem. Wcale nie przypadkiem. Nie wtrącać się a jednak się wtrącić niewtrącaniem. Czyżby wszystko było gdzieś tam już zapisane? Jak opowiedzieć o wizji i nie przekręcić jej sensu? Jak ją zrozumieć? Czy w ogóle można? – Ja dużo widzę.
Siorpnęła trochę naparu.
- Naprawdę sądzisz, że ten czarnoksiężnik jest tak potężny by rzucić wyzwanie siłom rządzącym tym światem i zwyciężyć? Mylisz potęgę z pychą. On jeszcze sam nie zna ceny, którą przyjdzie mu zapłacić za to, co zrobił – na jej wargach zadrgało coś, jak cień niepokojącego uśmiechu.
Szeptucha zawiesiła spojrzenie na oplatających kubek palcach Ambrosii.
– On tam wszedł i coś stamtąd wyszło – przypomniała, myśląc o Widmach. Bądź co bądź, całkiem namacalnie grasowały po kniei. A potem pokręciła głową. – Świat sobie poradzi. Wróci na swoje miejsce – dodała na zakończenie. I to już powiedziała trochę innym głosem, bardziej miękkim, nienawykłym do mówienia czegoś optymistycznego.
Kobieta nie za bardzo mogła pomóc w Ambrosii z szukaniem odpowiedzi, bo sama ich nie znała.