24.06.2024, 00:53 ✶
Odwzajemnił uśmiech Brenna, ale brakowało w nim tej zwyczajowej radosnej nuty, był pusty - ale czy ktoś spodziewał się czegoś innego od osoby uczestniczącej w pogrzebie? I choć wiedział, że utrata Jasona nie sprawiła, że przestał widzieć radość w tym świecie, to jednak obecność tutaj i świadomość jego straty skutecznie przygaszała jakiekolwiek objawy wesołości.
- Tak, są piękne szkoda tylko, że ich znaczenie jest związane ze śmiercią - nie chciał jej zanudzać florystycznymi opowiadaniami w tym momencie ale kwiaty które przyniósł w wielu miejscach traktowane były nie lepiej niż chwasty. Gdyby jednak nie wybrał się w podróże swe to też by zapewne tak myślał - ciekawym było jak wiele człowiek nie wie o świecie jeżeli posiada zamknięty umysł.
Thomas zaczął myśleć nad tym, że pogrzeby zawsze wywołują taką wisielczą atmosferę, że łzy pchają się do oczu, że jedyne na co stać ludzi to wynoszone uśmiechy - nie chciałby tego. Gdy jego wędrówką po tym świecie się zakończy nie chciałby, żeby inni rozpaczali, nawet gdyby było to przedwcześnie to zapewne zginąłby robiąc to co kocha lub to w co wierzył. Chciałby aby w tej ostatniej interakcji z nim ludzie nie rozpaczali, ale byli weseli. Potrząsnął głową pozbywając się tych myśli z głowy - przecież nie będzie układał teraz planu swojego pogrzebu. Zrobi to na spokojnie kiedy indziej i zapisze w swojej woli, ale zanotował mentalnie aby pamiętać o balonach dla dzieci.
Jedno wiedział za to na pewno, że nim to wszystko się skończy, będą świadkami zbyt wielu pogrzebów - zresztą już dzisiaj byli.
Popatrzył w bok na Brenna, to nie był ten sam efekt co z jego siostrą, panna Longbottom była niewiele niższa niż on.
- Nie obiecuj zemsty - powiedział delikatnie kładąc jej dłoń na ramieniu w geście sam nie wiedział, pocieszenia, pokazania, że nie jest w tym sama? Nie był pewien, po prostu czuł, że tak było trzeba. Sam chętnie ruszyłby za tymi, którzy tak urządzili Jasona, aby spotkała ich zasłużona kara. - On wiedział co robimy i myślę, że ani przez chwilę nie myślał, że jego poświęcenie było daremne. Zrobił to co uważał za słuszne, nie ważne jak trudne to było. - wypuścił powietrze i wrócił wzrokiem do świeżego grobu. Teraz już nie tylko pogrążał się w myślach, ale też i wylewał je na głos, dzieląc się z Brenną swoimi przemyśleniami. - Nic lepszego nie możemy zrobić niż dalej podążać tą samą ścieżką co on i pokazać mu, że jego poświęcenie nie było daremne i miało sens... - sam już nie wiedział czy bredzi ja kw marlinie czy mówi z sensem, więc po prostu zamilkł.
- Tak, są piękne szkoda tylko, że ich znaczenie jest związane ze śmiercią - nie chciał jej zanudzać florystycznymi opowiadaniami w tym momencie ale kwiaty które przyniósł w wielu miejscach traktowane były nie lepiej niż chwasty. Gdyby jednak nie wybrał się w podróże swe to też by zapewne tak myślał - ciekawym było jak wiele człowiek nie wie o świecie jeżeli posiada zamknięty umysł.
Thomas zaczął myśleć nad tym, że pogrzeby zawsze wywołują taką wisielczą atmosferę, że łzy pchają się do oczu, że jedyne na co stać ludzi to wynoszone uśmiechy - nie chciałby tego. Gdy jego wędrówką po tym świecie się zakończy nie chciałby, żeby inni rozpaczali, nawet gdyby było to przedwcześnie to zapewne zginąłby robiąc to co kocha lub to w co wierzył. Chciałby aby w tej ostatniej interakcji z nim ludzie nie rozpaczali, ale byli weseli. Potrząsnął głową pozbywając się tych myśli z głowy - przecież nie będzie układał teraz planu swojego pogrzebu. Zrobi to na spokojnie kiedy indziej i zapisze w swojej woli, ale zanotował mentalnie aby pamiętać o balonach dla dzieci.
Jedno wiedział za to na pewno, że nim to wszystko się skończy, będą świadkami zbyt wielu pogrzebów - zresztą już dzisiaj byli.
Popatrzył w bok na Brenna, to nie był ten sam efekt co z jego siostrą, panna Longbottom była niewiele niższa niż on.
- Nie obiecuj zemsty - powiedział delikatnie kładąc jej dłoń na ramieniu w geście sam nie wiedział, pocieszenia, pokazania, że nie jest w tym sama? Nie był pewien, po prostu czuł, że tak było trzeba. Sam chętnie ruszyłby za tymi, którzy tak urządzili Jasona, aby spotkała ich zasłużona kara. - On wiedział co robimy i myślę, że ani przez chwilę nie myślał, że jego poświęcenie było daremne. Zrobił to co uważał za słuszne, nie ważne jak trudne to było. - wypuścił powietrze i wrócił wzrokiem do świeżego grobu. Teraz już nie tylko pogrążał się w myślach, ale też i wylewał je na głos, dzieląc się z Brenną swoimi przemyśleniami. - Nic lepszego nie możemy zrobić niż dalej podążać tą samą ścieżką co on i pokazać mu, że jego poświęcenie nie było daremne i miało sens... - sam już nie wiedział czy bredzi ja kw marlinie czy mówi z sensem, więc po prostu zamilkł.