- Jakby to był pierwszy raz... - wymruczał w odpowiedzi na niewybredny komentarz co do tego jak wyglądał. No ale Alexander miał rację - nie czuł się dobrze. Może nie czuł się fatalnie, ale samopoczucie miał wisielcze, a narkotyki pomagały tylko do momentu, w którym odczuwał ich efekty. Teraz wszystko wydawało się być jeszcze bardziej ponure. Te teksty o wezwaniu uzdrowiciela... Ha, każdy uzdrowiciel by go zwyczajnie wyśmiał.
- Przestań panikować. Jakbym miał od tego umrzeć, to bym się udusił kilka godzin temu. - To nie było pocieszające, pewnie wrzucało w głowę Alexa jeszcze więcej dramatycznych scenariuszy, ale to była prawda. Teraz zagrożenia już nie było. Był jedynie głód. Głód mogący niedługo przerodzić się w ból, jeżeli nie przestanie brać tak regularnie. Gdyby tylko jego życie było łatwiejsze... Eh. Nie musiał zrzucać na niego tego ciężaru. Ścisnął usta w wąską linię, po czym odwrócił się do niego jednak. Chciał zabrzmieć miękko, nie miał pojęcia czy mu się to uda. - Jest okej, naprawdę jest okej.
Nie zabrzmiał miękko. Zabrzmiał... cicho. Ale cisza też była okej, bo on często mówił w ten sposób. Nie odpływał, on po prostu był sobą. Widząc go na klęczkach, wsunął palce w jego włosy i pogłaskał go delikatnie. Mimo tragikomicznej scenki jaką odegrał przed Lammas, tej w której darł się na temat swojej wyższości i władzy nad jego pożądaniem, nie zrobił nic nieodpowiedniego. Użył jedynie słów, sugestywnych, ale na pewno nie tak nachalnych jak wcześniej.
- Dobrze wiesz jak możesz mi pomóc. - Przerobili ten temat na podłodze jego wozu, jakieś dwa miejsce temu. - I tak, rozumiem dlaczego nie chcesz tego zrobić. - Dał mu tyle powodów, żeby powoli robiło mu się wstyd. Był chory, powinni go gdzieś pewnie zamknąć, ale nikt go nie zamknie. Gdyby państwo zdecydowało się ograniczyć mu wolność, wysłaliby go na tę przerażającą wyspę pożerającą dobre wspomnienia. - Co chciałeś mi powiedzieć zanim nam przerwał?
Nie zabrał dłoni z jego głowy.
- Przestań panikować. Jakbym miał od tego umrzeć, to bym się udusił kilka godzin temu. - To nie było pocieszające, pewnie wrzucało w głowę Alexa jeszcze więcej dramatycznych scenariuszy, ale to była prawda. Teraz zagrożenia już nie było. Był jedynie głód. Głód mogący niedługo przerodzić się w ból, jeżeli nie przestanie brać tak regularnie. Gdyby tylko jego życie było łatwiejsze... Eh. Nie musiał zrzucać na niego tego ciężaru. Ścisnął usta w wąską linię, po czym odwrócił się do niego jednak. Chciał zabrzmieć miękko, nie miał pojęcia czy mu się to uda. - Jest okej, naprawdę jest okej.
Nie zabrzmiał miękko. Zabrzmiał... cicho. Ale cisza też była okej, bo on często mówił w ten sposób. Nie odpływał, on po prostu był sobą. Widząc go na klęczkach, wsunął palce w jego włosy i pogłaskał go delikatnie. Mimo tragikomicznej scenki jaką odegrał przed Lammas, tej w której darł się na temat swojej wyższości i władzy nad jego pożądaniem, nie zrobił nic nieodpowiedniego. Użył jedynie słów, sugestywnych, ale na pewno nie tak nachalnych jak wcześniej.
- Dobrze wiesz jak możesz mi pomóc. - Przerobili ten temat na podłodze jego wozu, jakieś dwa miejsce temu. - I tak, rozumiem dlaczego nie chcesz tego zrobić. - Dał mu tyle powodów, żeby powoli robiło mu się wstyd. Był chory, powinni go gdzieś pewnie zamknąć, ale nikt go nie zamknie. Gdyby państwo zdecydowało się ograniczyć mu wolność, wysłaliby go na tę przerażającą wyspę pożerającą dobre wspomnienia. - Co chciałeś mi powiedzieć zanim nam przerwał?
Nie zabrał dłoni z jego głowy.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.