24.06.2024, 08:39 ✶
Gdyby Brenna miała zaufanie do swoich współpracowników, pewnie nie tkwiłaby w nielegalnej organizacji. Było pewnym paradoksem jej natury, to jak bardzo była otwarta na ludzi, i jednocześnie przy tym jak mocno analizowała każdy szczegół ich życiorysów, słów i zachowań.
Nie podejrzewała dotąd Oriona o konszachty że śmierciożercami, ale uważała go już za kogoś, kto bardzo ściśle trzyma się litery prawa i jest bardzo oddany Ministerstwu, a przez to myśl o jego werbunku do ruchu oporu nie powstała nawet w jej głowie. Jego pojawienie tutaj wywołało już podejrzliwości, bo nie znając dobrze Harta i jego kontaktów, nie miała pojęcia, co Bulstrode mógł tutaj robić. Najwyraźniej jednak wpadli na ten sam pomysł: skoro śledztwa nie prowadzono w kierunku porwania czy zabójstwa, skoro nie uznano, że to sprawa dostatecznie poważna dla aurorów, mogło być tutaj coś, co przegapiono.
Całe szczęście, że żadne z nich nie wypaliło odruchowo zaklęciem.
- Gdyby był mugolakiem, może prędzej uznano by, że warto to sprawdzić dokładniej pod kątem zaangażowania… osób trzecich - powiedziała, wahając się przez moment, ile mu powiedzieć. Bo przy okazji mogła niechcący pokazać, że sama o pewnych sprawach wie znacznie więcej niż powinna. - Uważał, że ktoś z jego współpracowników donosi drugiej stronie. Jakieś braki w dokumentach wzbudziły w nim podejrzenia - wyznała w końcu. - Nie zgłosił tego oficjalnie, bo cóż, jeśli ktoś z nich faktycznie donosi drugiej stronie, to mógłby tak jakby się o tym zgłoszeniu dowiedzieć i Hart znikłby w tajemniczych okolicznościach... dokładnie jak ostatecznie się stało - dodała, z pewnym trudem powstrzymując grymas, który omal nie wypłynął na jej twarz.
Basil zaufał złej osobie.
I miała tu na myśli także siebie, bo gdyby uparła się tamtego dnia mu towarzyszyć albo być chociaż w pobliżu, może skończyłoby się to inaczej.
Mężczyzna był już pewną podpowiedzią, podobnie jak to, że wiedziała, że pracował w sądownictwie. Wciąż jednak potencjalnie podejrzanych było zbyt wielu.
- Moim zdaniem miał rację, ale chciał wyciągnąć informacje z kogoś, kto był za to odpowiedzialny. Może trzasnął go zaklęciem, może coś mu podał, może ktoś podszył się pod tę osobę, ale skoro nie ma śladów włamania i przemocy... wpuścił tu kogoś sam - mruknęła, rozglądając się po pomieszczeniu. Panował tu bałagan, ale nie wyglądał, jakby był pozostałością po walce. Raczej albo po szukaniu czegoś i ogólnym bałaganiarstwie, albo po pośpiesznym pakowaniu.
- Mam zamiar się tutaj rozejrzeć, bo skoro śledztwo prowadzili pod gotową teorię, to może coś przegapili. Rozumiem, że to też twój plan, więc… po prostu zróbmy to razem? – dodała, widząc, że już pochylił się nad książkami, po czym skierowała różdżkę w stronę okna, aby je zaciemnić i nie zwracać przypadkiem uwagi kogoś z zewnątrz, że w środku zapłonęły dwa lumosy.
Nie podejrzewała dotąd Oriona o konszachty że śmierciożercami, ale uważała go już za kogoś, kto bardzo ściśle trzyma się litery prawa i jest bardzo oddany Ministerstwu, a przez to myśl o jego werbunku do ruchu oporu nie powstała nawet w jej głowie. Jego pojawienie tutaj wywołało już podejrzliwości, bo nie znając dobrze Harta i jego kontaktów, nie miała pojęcia, co Bulstrode mógł tutaj robić. Najwyraźniej jednak wpadli na ten sam pomysł: skoro śledztwa nie prowadzono w kierunku porwania czy zabójstwa, skoro nie uznano, że to sprawa dostatecznie poważna dla aurorów, mogło być tutaj coś, co przegapiono.
Całe szczęście, że żadne z nich nie wypaliło odruchowo zaklęciem.
- Gdyby był mugolakiem, może prędzej uznano by, że warto to sprawdzić dokładniej pod kątem zaangażowania… osób trzecich - powiedziała, wahając się przez moment, ile mu powiedzieć. Bo przy okazji mogła niechcący pokazać, że sama o pewnych sprawach wie znacznie więcej niż powinna. - Uważał, że ktoś z jego współpracowników donosi drugiej stronie. Jakieś braki w dokumentach wzbudziły w nim podejrzenia - wyznała w końcu. - Nie zgłosił tego oficjalnie, bo cóż, jeśli ktoś z nich faktycznie donosi drugiej stronie, to mógłby tak jakby się o tym zgłoszeniu dowiedzieć i Hart znikłby w tajemniczych okolicznościach... dokładnie jak ostatecznie się stało - dodała, z pewnym trudem powstrzymując grymas, który omal nie wypłynął na jej twarz.
Basil zaufał złej osobie.
I miała tu na myśli także siebie, bo gdyby uparła się tamtego dnia mu towarzyszyć albo być chociaż w pobliżu, może skończyłoby się to inaczej.
Mężczyzna był już pewną podpowiedzią, podobnie jak to, że wiedziała, że pracował w sądownictwie. Wciąż jednak potencjalnie podejrzanych było zbyt wielu.
- Moim zdaniem miał rację, ale chciał wyciągnąć informacje z kogoś, kto był za to odpowiedzialny. Może trzasnął go zaklęciem, może coś mu podał, może ktoś podszył się pod tę osobę, ale skoro nie ma śladów włamania i przemocy... wpuścił tu kogoś sam - mruknęła, rozglądając się po pomieszczeniu. Panował tu bałagan, ale nie wyglądał, jakby był pozostałością po walce. Raczej albo po szukaniu czegoś i ogólnym bałaganiarstwie, albo po pośpiesznym pakowaniu.
- Mam zamiar się tutaj rozejrzeć, bo skoro śledztwo prowadzili pod gotową teorię, to może coś przegapili. Rozumiem, że to też twój plan, więc… po prostu zróbmy to razem? – dodała, widząc, że już pochylił się nad książkami, po czym skierowała różdżkę w stronę okna, aby je zaciemnić i nie zwracać przypadkiem uwagi kogoś z zewnątrz, że w środku zapłonęły dwa lumosy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.