24.06.2024, 09:19 ✶
– Oh, nie kochana, bycie słodkim snem to akurat moja rola w życiu każdego, kto mnie spotkał na swojej drodze – odpowiedział jakże skromnie, ale prawdę mówiąc z ich dwójki to jednak on miał większe szanse na pojawianie się w dobrych snach ludzi. Charlotte natomiast idealnie pasowała do roli koszmarów i mówił to jako komplement.
– Po pierwsze nie obrażaj Shakespeara, Lottie, to że nie miał magii, zrekompensował sobie geniuszem słowa, po drugie kiedy musieliśmy być zaręczeni próbowałem cię zabrać na tę sztukę, a ty daład się dopiero namówić jakimś Amerykanom, a po trzecie mam więc rozumieć, że nawet przez myśl ci nie przejdzie, aby zażyć truciznę jeśli kiedyś umrę? – spytał drocząc się z nią, w tonie sugerującym, że oczekiwał od niej jedynie kolejnych złośliwości, a nie poważnych przemyśleń na ten temat.
Sam nie był wielkim fanem akurat tej sztuki angielskiego dramaturga, bo nawet jeśli Jonathan może i w życiu bywał nieco dramatyczny, to jednak należał do grupy romantyków, którzy woleli psuć własne śluby, bo ktoś inny się zakochał, niż wspierać umieranie.
Już miał coś jeszcze powiedzieć na temat tych dziesięciu lat, gdy nagle w drzwiach, wraz z kolejnym hukiem pioruna dla podkreślenia dramatyzmu tej sytuacji, stanął jego skrzat wraz ze stażystą.
– Ja... – wymamrotał młody mężczyzna, patrząc na Charlotte nie wiadomo czy bardziej zakłopotany jej słowami, czy tą całą scenką, a Jonathan już widział te nagłówki gazet Najbardziej czarujący zastępca OMSHMu rozpija nieletnie dziewczyny w kłusych sukienkach. Po tym już raczej w opinii publicznej taki urokliwy nie będzie. – Czy... Ona potrzebuje pomocy?
Zdecydowanie – pomyślał Jonathan, ale oczywiście nie powiedział tego na głos, a zamiast tego szybko wstał ze swojego miejsca i podszedł do stażysty. Liam. Tak mu było na imię.
— Liamie – zaczął, starając się ostrożnie dobierać słowa. Że też naprawdę ambasador Francji potrzebował czegoś akurat dzisiaj. Czego? Jonathan w pełni zdawał sobie sprawę z faktu, że nigdy wcześniej nie było, ani nigdy później nie będzie tak wprawnego ambasadora w kraju przeklętych croissantów, jak on sam i oczywiście był gotowy dzielić się wiedzą ze swoimi następcami, ale czy naprawdę musiał robić to akurat dzisiaj? – To... Moja przyjaciółka z Departamentu Tajemnic. – Zwalaj wszystko na Departament Tajemnic. Ludzie zaskakująco zaczynali mieć mniej pytań kiedy zwala się wszystko na Departament Tajemnic. – Dotknęła ją klątwą regresu wieku, nie wiadomo czy to uleczalne i jak widzisz dość mocno to przeżywa.
– Po pierwsze nie obrażaj Shakespeara, Lottie, to że nie miał magii, zrekompensował sobie geniuszem słowa, po drugie kiedy musieliśmy być zaręczeni próbowałem cię zabrać na tę sztukę, a ty daład się dopiero namówić jakimś Amerykanom, a po trzecie mam więc rozumieć, że nawet przez myśl ci nie przejdzie, aby zażyć truciznę jeśli kiedyś umrę? – spytał drocząc się z nią, w tonie sugerującym, że oczekiwał od niej jedynie kolejnych złośliwości, a nie poważnych przemyśleń na ten temat.
Sam nie był wielkim fanem akurat tej sztuki angielskiego dramaturga, bo nawet jeśli Jonathan może i w życiu bywał nieco dramatyczny, to jednak należał do grupy romantyków, którzy woleli psuć własne śluby, bo ktoś inny się zakochał, niż wspierać umieranie.
Już miał coś jeszcze powiedzieć na temat tych dziesięciu lat, gdy nagle w drzwiach, wraz z kolejnym hukiem pioruna dla podkreślenia dramatyzmu tej sytuacji, stanął jego skrzat wraz ze stażystą.
– Ja... – wymamrotał młody mężczyzna, patrząc na Charlotte nie wiadomo czy bardziej zakłopotany jej słowami, czy tą całą scenką, a Jonathan już widział te nagłówki gazet Najbardziej czarujący zastępca OMSHMu rozpija nieletnie dziewczyny w kłusych sukienkach. Po tym już raczej w opinii publicznej taki urokliwy nie będzie. – Czy... Ona potrzebuje pomocy?
Zdecydowanie – pomyślał Jonathan, ale oczywiście nie powiedział tego na głos, a zamiast tego szybko wstał ze swojego miejsca i podszedł do stażysty. Liam. Tak mu było na imię.
— Liamie – zaczął, starając się ostrożnie dobierać słowa. Że też naprawdę ambasador Francji potrzebował czegoś akurat dzisiaj. Czego? Jonathan w pełni zdawał sobie sprawę z faktu, że nigdy wcześniej nie było, ani nigdy później nie będzie tak wprawnego ambasadora w kraju przeklętych croissantów, jak on sam i oczywiście był gotowy dzielić się wiedzą ze swoimi następcami, ale czy naprawdę musiał robić to akurat dzisiaj? – To... Moja przyjaciółka z Departamentu Tajemnic. – Zwalaj wszystko na Departament Tajemnic. Ludzie zaskakująco zaczynali mieć mniej pytań kiedy zwala się wszystko na Departament Tajemnic. – Dotknęła ją klątwą regresu wieku, nie wiadomo czy to uleczalne i jak widzisz dość mocno to przeżywa.