Trzymanie fasady to jedno. Trzymanie odpowiedniej miny do podejmowanej gry - drugie. Victoria miała fasadę, ale nie miała miny do gry. Cain nie przykładał do tego aż tak wielkiej wagi - nie chciał zanadto angażować się w problemy ludzi dookoła siebie. Czy można być bohaterem wiecznie? Dziecięce pragnienia i marzenia w końcu umierały i chociaż nie można było zostawić człowieka w potrzebie to bawienie się w beznadziejnego bohatera tylko narażało wszystko na szwank. Dorośnij - ludzie lubili to powtarzać. Bądź dużym i grzecznym chłopcem, dojrzałą dziewczynką. Weź ślub, znajdź pracę, ustatkuj się. Spraw, żeby rodzice byli z ciebie dumni. Rodzice byli dumni... Człowiek przechodził od progu do progu - co pięć lat jego życie się nagle zmieniało, a potem przychodziło przekroczenie magicznej granicy 25, zbliżenie się do 30 i zupełnie jakby cię olśniło - nagle wszystko za plecami wydawało się niemal błahe, niemal głupie. Te troski lat dziecięcych, te niepewności dojrzałości, to szamotanie się u progu bycia człowiekiem dorosłym i odpowiedzialnym za życie własne i całego otoczenia.
Byli dziś tutaj - odpowiedzialni za życie swoje, otoczenia i za tych zmarłych, którzy już między nimi nie kroczyli. Smutek i weltscherz - Cain maksymalnie dystansował się od tego morza, od tej plaży i od ludzi wokół. Odpowiedzialność wzięta, ale nie przyjęta do serca. W końcu Bletchley starał się niewiele do tego serca przyjmować, a mimo to był narażony jak nikt inny na bodźce z zewnątrz. To miejsce było pełne złej aury i echa dawnych emocji, które czekały, żeby wskoczyć na głowę i rzucić się człowiekowi do gardła. Między tobą a bólem stałeś tylko ty sam - ty i twoja psychika. Mogłeś dać się jej uginać, mogłeś pozwalać jej tonąć, ale na koniec dnia i tak musiałeś odbudować mur z powrotem. Więc Cain mu nie pozwalał pękać - nawet kiedy musiałeś grzebać swoich przyjaciół. Osoby, które zdawały się przecież walczyć o dobrą sprawę. Victoria mogła się teraz łamać, ale na drugi dzień musiała znów stać na baczność i najlepiej - nie oglądać się za siebie. Tak było zdrowiej. Nie zapominaj, oj nie, ale nie pozwól, żeby fale pokryły cię od stóp do głów. Inaczej utoniesz. I chociaż tonięcie wydawało się takie proste, na równi z odebraniem sobie życia, to Cain wiedział lepiej - to nigdy łatwe nie było. Instynkt przetrwania był silniejszy. A wola życia pozwalała ci w końcu wypłynąć na powierzchnię.
- Przykro mi, że musiałaś to przeżywać. - Że nie byłem z tobą - prosiło się o dopowiedzenie, ale nie miał za co przepraszać, bo... nie miał na to wpływu. Czy mógł powiedzieć, że jest mu przykro rzeczywiście? Cała ta sytuacja była przykra, a przeżywanie koszmarów przy wszystkich problemach, jakie Lestrange musiała mieć na głowie... cóż. Taka praca. Trafiła się jej wyjątkowo parszywa, ale nie zmieniało to faktu, że właśnie taką pracę wybrała. Czasem świadomość podjętych decyzji wcale nie ułatwiała radzenia sobie z konsekwencjami. Niekiedy wręcz tylko to pogarszała - spotykamy się z rozczarowaniem, a potem są słowa: mogłem wiedzieć lepiej. Victoria nigdy nie wyglądała, jakby żałowała. Przychodziła do pracy z uniesioną głową i podchodziła do wszystkiego rzetelnie i nierzadko z ciekawością. Świetnie sobie radziła z presją i działaniem pod presją. Nie potrzebował wyciszonego Trzeciego Oka, żeby widzieć, że nie radziła sobie za to teraz. Z tym, ze wszystkim, z niczym. Wyciągnął dłoń, żeby dotknąć jej ramienia pocieszająco. Przynajmniej tyle mógł dla niej zrobić.