Była szczera z Thomasem, żeby wiedział, czego się spodziewać. Nie chciała opowiadać o tym, jakim jest cudownym mówcą, zdawała sobie sprawę, że w starciu z matkami Brytyjkami może wypaść blado. Nie powodowało to jednak tego, że zamierzała odpuścić, skoro już się zaangażowała w ten problem, to zamierzała doprowadzić sprawę do końca. Najwyżej się zbłaźni, bo to pierwszy raz...
Nie miała w zwyczaju zostawiać problemów niewyjaśnionych, czuła się odpowiedzialna za to, co zrobił jej brat. Ktoś musiał posprzątać ten bałagan, oczywiście padło na nią. Była już trochę tym wszystkim zmęczona, ale to nie spowodowało olania przez nią tematu. Wiedziała, że wypada się nim zainteresować. Im szybciej będzie miała z głowy to spotkanie, tym lepiej. To był czas w którym musiała wybrać między tym, co dla niej dobre, a łatwe. Pewnie i tak za niedługo wyniknie kolejny problem spowodowany przez Thorana, ostatnio było tego aż nadto, miała wrażenie, że chciał zrazić do ich rodziny wszystkich czarodziejów, nie miała pojęcia jaką metodą działał, w jaki sposób dobierał swoje ofiary, ale były to naprawdę osoby z różnych środowisk.
Próbowała sobie zwizualizować miejsce docelowe, jednak chyba nie do końca była pewna, gdzie dokładnie się ono znajduje. Lokalizacja nic jej nie mówiła, westchnęła więc jedynie cicho, bo zrobiło jej się trochę głupio, że nie jest samodzielna. Czasem trzeba było jednak poprosić innych o wsparcie.
- Nie mam pojęcia, gdzie to jest, dziwi mnie, że ty wiesz, czyżbyś miał małego potworka, który chodzi tam do szkoły? - To było jej pierwsze skojarzenie, chociaż w sumie Thomas musiałby szybko zacząć, jeśli miałby już dziecko w wieku szkolnym, wyglądał jej na osobę, która miała podobną ilość wiosen co ona.
Skorzystała z wyciągniętej dłoni, wspólna teleportacja mogła pomóc we wspólnym dostaniu się do szkoły.