24.06.2024, 22:12 ✶
Jonathan tak naprawdę zrozumiał, jak bardzo można lubić cudze dzieci dopiero w momencie, gdy Charlotte wreszcie raczyła uczynić go wujkiem. Selwyn naprawdę miał słabość do swojego chrześniaka, jak i jego rodzeństwa w tym oczywiście właśnie wobec samej Rity. Ta trójka była chyba jedynymi istotami na tej planecie, wobec których nie czepiałby się, że założyli nietwarzowy szalik, a jedynie dyskretnie kupiłby im niby od niechcenia nowy. No i naprawdę strasznie zależało mu na tym, by młoda nie była zawiedziona, że obrała akurat tę ścieżkę kariery. Wiedział, że w OMSHMu mogło bywać nudno, lub nieco frustrująco, nawet jeśli oboje z Anthonym dbali o to, by chrześniaczka Shafiqa nie musiała za bardzo narzekać na brak ciekawych zadań.
– Witasz mnie, jakby ktoś puścił plotkę, że umarłem, a teraz cudownie ożyłem – zauważył z rozbawieniem, odwzajemniając uścisk, bo przecież pracowali w tym samym biurze, nawet jeśli on dzisiaj rzeczywiście cały dzień siedział w gabinecie zawalony papierami. Ale nie narzekał na taką reakcję. To było miłe.
– Hm, jest kilka magicznych kawiarni w Londynie, o których ostatnio słyszałem, a które podobno są warte uwagi – oznajmił, gdy już ruszyli przed siebie. Nie powiedziałby, że w pracy zachowywał jakiś szalony dystans wobec Rity, ale mimo wszystko rzeczywiście starał się utrzymywać profesjonalną postawę. Nawet jeśli młodej Kelly nie przeszkadzałyby gadania o byciu faworyzowaną, to Jonathan nie chciał utrudniać jej zawodowego życia i kontaktów w pracy. Teraz jednak dał się jej złapać pod rękę, gdy ruszyli dalej. – O! Jest taki jeden lokal w niewielkim czarodziejskim teatrze w Notting Hill. Prawdopodobnie bardziej utrzymują się ze sprzedaży ciastek, niż biletów, ale zdecydowanie to miejsce ma duszę. I mówiąc duszę mam na myśli, że jest to artystyczne miejsce na widok, którego twoja matka wywróciłaby oczami.
Przez te wszystkie lata przyjaźni, jakoś nigdy nie udało mu się rozbudzić w Charlotte ducha artysty i powoli zaczynał mieć wrażenie, że na jakiekolwiek próby reformowania Kelly w tym zakresie było już niestety za późno.
– Witasz mnie, jakby ktoś puścił plotkę, że umarłem, a teraz cudownie ożyłem – zauważył z rozbawieniem, odwzajemniając uścisk, bo przecież pracowali w tym samym biurze, nawet jeśli on dzisiaj rzeczywiście cały dzień siedział w gabinecie zawalony papierami. Ale nie narzekał na taką reakcję. To było miłe.
– Hm, jest kilka magicznych kawiarni w Londynie, o których ostatnio słyszałem, a które podobno są warte uwagi – oznajmił, gdy już ruszyli przed siebie. Nie powiedziałby, że w pracy zachowywał jakiś szalony dystans wobec Rity, ale mimo wszystko rzeczywiście starał się utrzymywać profesjonalną postawę. Nawet jeśli młodej Kelly nie przeszkadzałyby gadania o byciu faworyzowaną, to Jonathan nie chciał utrudniać jej zawodowego życia i kontaktów w pracy. Teraz jednak dał się jej złapać pod rękę, gdy ruszyli dalej. – O! Jest taki jeden lokal w niewielkim czarodziejskim teatrze w Notting Hill. Prawdopodobnie bardziej utrzymują się ze sprzedaży ciastek, niż biletów, ale zdecydowanie to miejsce ma duszę. I mówiąc duszę mam na myśli, że jest to artystyczne miejsce na widok, którego twoja matka wywróciłaby oczami.
Przez te wszystkie lata przyjaźni, jakoś nigdy nie udało mu się rozbudzić w Charlotte ducha artysty i powoli zaczynał mieć wrażenie, że na jakiekolwiek próby reformowania Kelly w tym zakresie było już niestety za późno.