24.06.2024, 22:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2024, 22:45 przez Erik Longbottom.)
Szczęście w nieszczęściu, że jego przeciwniczka zdecydowała się na owiązanie mu zaklętą liną jedynie kostek. Gdyby sięgnęła po coś mocniejszego pokroju zaklęcia Incarcerous, byłby w dużo większych tarapatach. A tak... Dalej mógł korzystać z różdżki, którą jakimś cudem udało mu się utrzymać w dłoniach pomimo niezbyt chwalebnego upadku. W przeciwieństwie do gości Klubu Pojedynków nie miał zbytnio czasu zerkać na Godryka, czy nawet odpyskować na prowokację ze strony kobiety.
Poczuł jednak w kościach, że gdyby popchnęła go nieco dalej, pobawiła się jego kosztem jeszcze dłuższą chwilę, zaczęłaby faktycznie igrać z ogniem. Może i obrastał futrem raz w miesiącu, ale potencjalnie mógł wytargać wilczego ducha na zewnątrz samą siłą woli. Wymagałoby to ogromnego zacietrzewienia i złości skierowanej ku kobiecie, ale mógłby to zrobić. Czy była jednak tego warta? Czy chwila zastraszenia i panika w oczach wszystkich zebranych była warta tego, aby pozwolić, żeby Phoenix poczuła oddech wilkołaka na swojej skórze?
Nie. Ale za to Erik wpadł na pomysł - ryzykowny bo ryzykowny, ale jednak. Zacisnął mocno palce na różdżce i szarpnął całym ciałem, próbując wycelować w linię, za którą ciągnęła Parkinson. Może nie uda mu się jej łatwo wyrwać, ale przy odrobinie szczęścia, mógłby spróbować sam się wyplątać z liny. Iskry. Modląc się w myślach o to, aby zaklęcie nie obróciło się przeciwko niemu, Longbottom wycelował w linę z zamiarem wyczarowania iskier, które miały przejechać po linie ku Phoenix, zmuszając ją do opuszczenia liny pod wpływem ładunku magicznego. A może i różdżki pomyślał Erik. Raz Longbottomowi śmierć.
Poczuł jednak w kościach, że gdyby popchnęła go nieco dalej, pobawiła się jego kosztem jeszcze dłuższą chwilę, zaczęłaby faktycznie igrać z ogniem. Może i obrastał futrem raz w miesiącu, ale potencjalnie mógł wytargać wilczego ducha na zewnątrz samą siłą woli. Wymagałoby to ogromnego zacietrzewienia i złości skierowanej ku kobiecie, ale mógłby to zrobić. Czy była jednak tego warta? Czy chwila zastraszenia i panika w oczach wszystkich zebranych była warta tego, aby pozwolić, żeby Phoenix poczuła oddech wilkołaka na swojej skórze?
Nie. Ale za to Erik wpadł na pomysł - ryzykowny bo ryzykowny, ale jednak. Zacisnął mocno palce na różdżce i szarpnął całym ciałem, próbując wycelować w linię, za którą ciągnęła Parkinson. Może nie uda mu się jej łatwo wyrwać, ale przy odrobinie szczęścia, mógłby spróbować sam się wyplątać z liny. Iskry. Modląc się w myślach o to, aby zaklęcie nie obróciło się przeciwko niemu, Longbottom wycelował w linę z zamiarem wyczarowania iskier, które miały przejechać po linie ku Phoenix, zmuszając ją do opuszczenia liny pod wpływem ładunku magicznego. A może i różdżki pomyślał Erik. Raz Longbottomowi śmierć.
(Kształtowanie) Wyczarowanie iskier x2
Rzut PO 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut PO 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞