Trafienie w kawiarni na pistacjowe croissant nie było może spełnieniem jego najskrytszych marzeń, ale na jego twarzy pojawił się uśmiech na samą myśl o tym "następnym razem". Nie o croissant przecież w tym wszystkim chodziło, a o spędzenie wspólnego czasu, jak rodzina, którą poniekąd byli. Nie musiała ich do tego wcale wiązać krew.
Bywały klątwy poważne, bywały klątwy zabawne. Te drugie zdarzały się, niestety, o wiele za rzadko, więc i takie przypadki lepiej zapadały w pamięć. Niemniej jednak, klątwy to nie były przelewki, więc trzeba było zachować czujność bez względu na to, co stało się partnerowi. Niektórzy zdawali się o tym zapominać, dlatego ich szef coraz częściej zaczął na nich spoglądać swoim uważnym okiem, a to nigdy nie wróżyło nic dobrego - tak przynajmniej mówili ich przełożeni.
-Naprawdę? - powiedział, zaskoczony, a jego brwi uniosły się lekko. -Nigdy nie słyszałem tej historii. Dlaczego mama jej nie opowiadała?
A może opowiadała, tylko on o tym nie pamiętał? Nah, raczej by to zapamiętał. W końcu, kiedy słyszysz jakąś żenującą historię o kimś, kto nie jest tobą, trudno jest ją wyrzucić z głowy. Poza tym, czy nie byłaby to jedna z historii, którymi Charlotte chętnie by się podzieliła?
Przystanął obok Jonathana i oparł ręce o most, kręcąc głową. Zaraz jego twarzy lekko zbladła, wyraz twarz jakby spochmurniał, kiedy jego oczy zniżyły się na wodę, płynącą pod mostem. Nie było to morze, ani ocean, ale wciąż wywoływało to dyskomfort. Przywoływało niemiłe wspomnienia. Jessie odepchnął się od mostu, odetchnął nerwowo i skierował wzrok wyżej, byleby nie patrzeć na wodę. Wdech i wydech.
Pytanie Jonathana trochę go zaskoczyło, bo o co niby Jonathan go posądzał? Miałby komplementować wuja tylko dlatego, że coś chciał? Gdyby rzeczywiście tak było, nie mówiłby jedynie o Jonathanie? W końcu komplement dotyczył również jego matki, co można było wywnioskować po całej jego wypowiedzi, ale również Morpheusa i Anthony'ego, cze można, ale nie trzeba było się domyślać.
-Co? Oczywiście, że nie, wuju. Jak bym śmiał? Po prostu... Mówię, co widzę i tyle. Nie jestem aż tak podobny do mamy - zaśmiał się.
I to również był żart, bo czy Charlotte Kelly użyłaby pochlebstw, by coś zyskać?