Niektóre matki zabierały swoich dorosłych synów na obiad do restauracji. Niektóre zabierały swoich dorosłych synów na wycieczkę po mieście. Zobaczyć jakieś zabytki, może jakiś występ, jeżeli akurat jakiś miał miejsce w mieście. Niektóre matki zabierały swoich synów do parku albo nad rzekę, żeby spędzić z nimi czas, bo przecież praca, znajomi, ewentualna rodzina tychże dzieci, którą trzeba było się przecież zaopiekować. Większość matek spotkała się ze swoimi dorosłymi dziećmi po to, by się z nimi zobaczyć, by mieć pewność, że niczego im nie brakuje, że zostały dobrze przygotowane do wejścia w dorosłość. Że matka spełniła swoją powinność i wychowała swoje dzieci do bitwy, którą była właśnie dorosłość.
Gdzie Charlotte Kelly zabrała swojego najstarszego syna pewnego dnia na spacer? Hm?
Na Cmentarz.
I to nie jakiś bardzo stary, gdzie spoczywały legendy świata czarodziejów albo świata mugoli. Nie jakiś malowniczy, który to miejsce spoczynku wielu uczyniło dziełem sztuki. I z pewnością nie był to cmentarz, na którym Jessie mógłby znaleźć nagrobki jakichś krewnych, o których istnieniu mógł nawet nie wiedzieć i Charlotte mogłaby opowiedzieć mu jakąś niesamowitą historię o swoim kuzynie, czy stryjecznej.
Nie, nie i nie. To był zwykły (może trochę upiorny) cmentarz w Little Hangleton, z ponurymi alejkami, ponurymi pomnikami, na których stały zapalone, równie ponure znicze, i ponurymi grobowcami, do których najpewniej mądrze byłoby za bardzo się nie zbliżać.
Właśnie w takie miejsce Charlotte zabrała swojego syna na "spacer". Czyż nie był to uroczy sposób spędzenia czasu matki z dzieckiem?
-Wręcz wspaniały - powiedział bez większego entuzjazmu. -I naprawdę wspaniałe miejsce. Cmentarz. Jeszcze pomyślę, że szczerze mówiłaś o tym dzieciobójstwie. Pozwolisz mi jeszcze wybrać sobie miejsce spoczynku?
Miał pewne wątpliwości co do całej tej "wyprawy". Wejście do grobowca, w którym podobno pochowano ghula, nie brzmiało, jak coś, co powinni robić, jeżeli nie chcieli problemów z prawem. Tym bardziej że na grobowiec nałożono klątwę, co dla wielu stanowiłoby jasny przekaz: NIE ZBLIŻAĆ SIĘ!
No ale kim był Jessie, żeby odmawiać matce, gdy chciała zobaczyć ghula?
Dopóki nich ich nie zobaczy.