Gerry spotykała się z szykanowaniem raczej ze strony żeńskiej, powodowało to jednak to, że czuła się dość niepewnie we wszystkich relacjach. Zawsze gdzieś tam trzymała gardę, nie do końca dopuszczając do siebie wszystkich, nie zauważała przez to czasem dość oczywistych i całkiem prostych znaków. Na całe szczęście to wszystko już minęło, aktualnie zdecydowanie dużo mniej przejmowała się takimi pierdołami, jak swoją aparycja. Mieli z Thomasem wbrew pozorom dużo wspólnego, każde z nich w pewien sposób było przewrażliwione i nie ma się co dziwić, w końcu spotkało ich sporo nieprzyjemności.
- Dobra, z tego, co mówisz, to wychodzi na to, że ja mam bardziej wesoło. Wystarczy, że łapię, czy zabiję i mogę szukać następnych zleceń. Nie muszę wypełniać żadnych papierków, chyba jednak mam więcej szczęścia. Jednak te przesłuchania mnie zaciekawiły… - Spoglądała na niego uważnie, wydawał się być takim ciepłym człowiekiem, jednak skoro potrafił przesłuchiwać przestępców pewnie posiadał też inną stronę. Próbowała go sobie wyobrazić w takiej sytuacji, szło jej to jednak średnio. - Chciałabym Cię zobaczyć kiedyś takiego stanowczego, masz magiczne kajdanki? - Ciekawość związana z jego pracą była ogromna, nie miała w końcu w rodzinie żadnego BUMowca, a że te pytania brzmiały dość specyficznie, to już przez to, że nie do końca panowała nad tym, co mówiła.
To, że Thomas miał kogoś na sumieniu, nieszczególnie poruszyło Geraldine, w końcu sama pozbawiła życia wiele niewinnych istnień, może nie człowieczych, ale też miała na sporo na sumieniu. - Taka praca, ma swoje wady, jak każda.- Miała jednak wrażenie, że mimo wszystko była dużo bardziej obciążająca psychicznie.
- Mieliśmy wtedy dużo determinacji, jak na takie dzieciaki, całkiem nieźle potrafiliśmy się zorganizować, żeby wygrać. W sumie nie wiem, co bym robiła w szkole, gdyby nie quidditch. - Tak naprawdę to on i szermierka pochłaniały jej niemalże cały wolny czas, no i ewentualne wędrówki do Zakazanego Lasu, kiedy nikt nie patrzył.
- Nie da się ukryć, że mieliśmy bardzo ogniste charaktery, mam wrażenie, że z wiekiem trochę udało nam się je okiełznać, jednak wtedy, jeszcze jak buzowały w nas hormony… Całe szczęście, że nas nie wyrzucił z drużyny. - Yaxley starała się pracować nad swoim dość niewygodnym charakterem, bo przystwarzał jej ogrom kłopotów, wychodziło jej to różnie, ale próbowała.
Śmiech Thomasa powodował, że i Geraldine nie przestawała chichotać, najwyraźniej również ją bawiły te wspominki. Poczuła, że policzki coraz bardziej pieką ją z gorąca, kiedy mężczyzna ją skomplementował. - Mam nadzieję, że mówisz prawdę! Czuję oddech trzydziestych urodzin powoli na karku… - Nie żeby one miały coś zmienić, ale rodzice też jej czasem wypominali, że jest już dość stara i tak dalej.
- Mój los można było przewidzieć od zawsze, w końcu poszłam w ślady rodziny. - Tak właściwie, to była jedyna rzecz, która tak silnie łączyła ją z rodziną. - Ty i mundur, i adrenalina to też musi być dobre połączenie, nie chciałabym wpaść na Ciebie gdzieś w nocy, w ciemnej alejce… - przemyślała chwilę to, co przed momentem powiedziała. - Znaczy, nie to, że nie chciałabym Cię spotkać w nocy, ale wiesz chodzi mi o to, że gdybym złamała prawo.- Próbowała wytłumaczyć o co jej chodzi.
- Będę na Ciebie czekać Thomas. Mam nadzieję, że szybko Ci pójdzie papierkowa robota.- Była zadowolona, że zgodził się wyjść z nią wieczorem. Pogawędzili jeszcze krótko, po czym Yaxley siadła na swoją miotłę i odfrunęła do swojego mieszkania. Musiała w końcu przygotować się na wieczorne spotkanie.