25.06.2024, 14:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.06.2024, 19:14 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte nie miała pojęcia, że istnieje jakiś nielegalny ruch oporu ani że Jonathan Selwyn dał się uwieść francuskiemu, psychopatycznemu wampirowi. Ale znała go za długo, aby uwierzyć, że w dobie wojny nie robił niczego niebezpiecznego, poza tym aż za dobrze wiedziała, że był typowym Gryfonem: pełnym odwagi, graniczącej z głupotą, brawury i jeszcze w dodatku wiary we własną nieśmiertelność.
– Powiedziałabym, że ja sama pewnego dnia nie wytrzymam i cię zamorduję, ale wtedy zaistniałby błąd logiczny w zdaniu o niebraniu trucizny samej i podawaniu jej tym, którzy zawinią.
*
Charlotte z pewnym rozbawieniem spojrzała na Liama, który podszedł do kanapy, a potem odrzuciła pustą butelkę dźwignęła się (nieco chwiejnie) i dmuchnęła mu dymem prosto w twarz.
– A na ile ci wyglądam, skarbie? - wymruczała, wolną dłonią przesuwając po jego klatce piersiowej, bardzo wolnym gestem, odległość między nimi zmniejszając do minimum.
Ostatecznie jednak nie chciała przecież niszczyć reputacji Jonathana Selwyna. Nie miałaby oporów wobec kogoś innego, to jednak on był jej przyjacielem i dość namieszała w jego życiu te dwadzieścia parę lat temu. Poza tym ten chłopak był jakieś piętnaście lat młodszy od niej. Po prostu nie mogła oprzeć się temu, by tak odrobinkę Selwyna pomęczyć - ale tylko odrobinkę.
Dlatego po chwili cofnęła się po prostu i z powrotem opadła na kanapę, wygodnie się na niej układając.
– Kobiet nie pyta się o wiek. Gdybym ci odpowiedziała, musiałabym cię zabić – poinformowała, już bardzo rzeczowym tonem, bez uśmiechu, a jej jasne oczy stały się jakby chłodniejsze. Przejście pomiędzy "jestem słodką blondyneczką" a "jestem złą wiedźmą" wymagało u niej zaledwie sekundy. – Charlotte Crouch - Kelly, Departament Tajemnic, Komnata Śmierci i będę bardzo, bardzo niezadowolona, jeśli jakieś plotki o tym drobnym wypadku dotrą do moich dzieci – dodała i przesunęła między palcami papierosa. – Chociaż hm, mogłoby być zabawne, gdyby dotarło do mojej matki... - stwierdziła zaraz z pewnym zamyśleniem. - Johny, do diabła, daj mi popielniczkę, trochę szkoda gasić papierosa o tę kanapę, wyjątkowo wybrałeś naprawdę udatny kolor. Może zawołasz skrzata, żeby naszykował mi pokój, co? Inaczej, obawiam się, będę musiała przejąć twoje łóżko.
– Powiedziałabym, że ja sama pewnego dnia nie wytrzymam i cię zamorduję, ale wtedy zaistniałby błąd logiczny w zdaniu o niebraniu trucizny samej i podawaniu jej tym, którzy zawinią.
*
Charlotte z pewnym rozbawieniem spojrzała na Liama, który podszedł do kanapy, a potem odrzuciła pustą butelkę dźwignęła się (nieco chwiejnie) i dmuchnęła mu dymem prosto w twarz.
– A na ile ci wyglądam, skarbie? - wymruczała, wolną dłonią przesuwając po jego klatce piersiowej, bardzo wolnym gestem, odległość między nimi zmniejszając do minimum.
Ostatecznie jednak nie chciała przecież niszczyć reputacji Jonathana Selwyna. Nie miałaby oporów wobec kogoś innego, to jednak on był jej przyjacielem i dość namieszała w jego życiu te dwadzieścia parę lat temu. Poza tym ten chłopak był jakieś piętnaście lat młodszy od niej. Po prostu nie mogła oprzeć się temu, by tak odrobinkę Selwyna pomęczyć - ale tylko odrobinkę.
Dlatego po chwili cofnęła się po prostu i z powrotem opadła na kanapę, wygodnie się na niej układając.
– Kobiet nie pyta się o wiek. Gdybym ci odpowiedziała, musiałabym cię zabić – poinformowała, już bardzo rzeczowym tonem, bez uśmiechu, a jej jasne oczy stały się jakby chłodniejsze. Przejście pomiędzy "jestem słodką blondyneczką" a "jestem złą wiedźmą" wymagało u niej zaledwie sekundy. – Charlotte Crouch - Kelly, Departament Tajemnic, Komnata Śmierci i będę bardzo, bardzo niezadowolona, jeśli jakieś plotki o tym drobnym wypadku dotrą do moich dzieci – dodała i przesunęła między palcami papierosa. – Chociaż hm, mogłoby być zabawne, gdyby dotarło do mojej matki... - stwierdziła zaraz z pewnym zamyśleniem. - Johny, do diabła, daj mi popielniczkę, trochę szkoda gasić papierosa o tę kanapę, wyjątkowo wybrałeś naprawdę udatny kolor. Może zawołasz skrzata, żeby naszykował mi pokój, co? Inaczej, obawiam się, będę musiała przejąć twoje łóżko.