Dekorowanie własnego domu jakoś nie było mu w głowie. Bliżej mu było do niszczenia tego domu - gdzieś na pograniczy własnego zdrowia psychicznego drzemały myśli, żeby rozlać wszędzie oliwę, zapalić zapałkę i przekonać się, jak szybko to miejsce mogło spłonąć. Tylko myśl - bo przecież nie zrobiłby tego... prawda? Sam sobie tłumaczył, że to tylko straszne obrazy przywodzone do głowy przez zmęczenie i serię nieszczęśliwych porażek, których nie potrafił unikać. Dopowiadał: sam żeś sobie winien. Niektórych ludzi należało unikać, tak jak nie przechodziłeś przez pole bitwy nad którym krążyły kruki i wrony. Sęk w tym, że jedna Wrona kręciła się koło niego, a jemu topornie przychodziła myśl, żeby się od niej odsunąć i zniknąć jej z pola widzenia. W końcu nie potrafił też odsunąć od siebie Philipa.
W głowie więc nie było mu też wracanie do tego domu po felernym sabacie. Towarzystwo Florence i kto wie, może i Atreusa i Oriona, jeśli Matka pozwoli, było znacznie bardziej kuszące od ścian, gdzie czekał na niego tylko Duma i Migotek. Chociaż i tak nastawiał się na to, że będzie musiał tam wrócić. W końcu niósł w koszyku prawdziwą damę, długowłosą kotkę o wdzięcznym imieniu Diva. Potrzebowała odpowiedniego miejsca i przestrzeni, a wcale nie był chętny puszczać ją na dwór, żeby spacerowała sobie po ulicach. Poza tym już widział Florence, kiedy Diva będzie zostawiać gdzieś swoje długie kłaki.
- Ciągnie cię do ogrodnictwa? - Zapytał wkraczając do salonu, a koło jego nóg wspomniana kotka ocierająca się o jego beżowe spodnie. Zabawnie było pierwsze co to usłyszeć o tym, że Atreusowi marzy się przydomowy ogród. Zaraz miał zobaczyć, że po prostu mają w salonie znak prosto z Niebios, że tylko tego tutaj brakuje. Postawił koszyk z boku, żeby nie przeszkadzał - ze zdobyczami z Lammas. Jego wzrok zamiast błądzić od Atreusa do Florence to spoczął na... strachu na wróble. I chociaż zmęczenie okrywało właśnie płachtą całą tę trójkę, to z Laurenta wybiło mocniej zaskoczenie - bo co on tu robił? Strach na Wróble? Jasne, Lammas, święto zbiorów... - Czy to zdobycz Oriona? - Bo chyba nie Florence? Tym bardziej nie Atreusa? Nie musiał pokazywać palcem (zresztą to niekulturalne), bo chyba wiadome było, o co pyta. - Mam mały kawałek terenu, myślę, że dałoby się stamtąd wygospodarować metr kwadratowy na ogród twoich marzeń, Atreusie. - Zażartował i nawet spróbował się uśmiechnąć wesoło do tego, ale ten uśmiech wyszedł taki... po prostu zmęczony. - Dobry wieczór. - Przywitał się w końcu, jakoś zapominając się przez to wspaniałe hasło, jakie usłyszał na wejściu.