25.06.2024, 18:11 ✶
Gdyby Brenna była jednostką bardziej upartą, przypomnialaby mu, że to on kusił los, bo był zupełnie mokry i szedł piechotą od szpitala bez parasola. Ale choć bywała krnąbrna, rzadko zależało jej na tym, aby mieć ostatnie słowo czy pokazać, że zawsze ma rację - takie podejście rezerwowała głównie dla brata czy Vincenta. Dlatego puściła jego słowa pomimo uszu, nie chcąc kruszyć kopii, za to uśmiechnęła się, kiedy wspomniał o cieście.
- Cedricu, jeśli kiedykolwiek odmówiłabym szarlotki, to by oznaczało, że jestem umierająca – zapewniła więc tylko, chociaż pomyślała, że jest coś absurdalnego w rozmawianiu o ruchu oporu nad szarlotką i pewnie robiła tutaj coś nie według procedur. Chwilę później jednak jej uśmiech zamienił się w grymas, jeden z tych trochę teatralnych. – Sprawdziłeś wpisy Basiliusa Prewetta, tak? Jestem pewna, że cokolwiek tam wpisał, mocno przesadził. Wszyscy, ty, on, Danielle bardzo lubicie uważać, że dolegają mi poważniejsze rzeczy niż jest faktycznie - zapewniła, kierując się za nim w stronę zaplecza.
– Jasne, na szarlotkę zawsze warto czekać.
Zanim wrócił wyciągnęła różdżkę i za pomocą strumienia ciepłego powietrza osuszyła włosy oraz ubrania. Ledwo Lupin stanął z powrotem na progu, zmierzyła go spojrzeniem, upewniając się, że pamiętał, że sam jest mokry - zapomnienie o tym, bo gość czekał ma herbatę nie byłoby u niego zaskakujące, ma całe szczęście zdążył zmienić ciuchy na suche.
- Dzięki – powiedziała, sięgając po filiżankę. - Każdemu teraz grozi niebezpieczeństwo, kiedy ten wariat biega po kraju, a Ministerstwo jest równie bliskie złapania go jak wynalezienia samoczarujących różdżek – stwierdziła. Ocena brutalna, której nie powinna wyrażać pracownica BUM, ale przecież nie przyszła tutaj jako detektyw, a jeden z ludzi Dumbledore'a: którzy zbierali się właśnie z powodu słabości w Ministerstwie.
I zupełnie nie wiedziała, jak właściwie zacząć.
Ale, jak zwykle, nie dała tego po sobie poznać.
– Powiem wprost, Cedrick. Dumbledore nie siedział z założonymi rękami za Grindewalda, i teraz też nie zamierza. Możemy kontynuować temat albo po prostu zjem szarlotkę i opowiesz mi, jak upłynął ci dzień w pracy.
- Cedricu, jeśli kiedykolwiek odmówiłabym szarlotki, to by oznaczało, że jestem umierająca – zapewniła więc tylko, chociaż pomyślała, że jest coś absurdalnego w rozmawianiu o ruchu oporu nad szarlotką i pewnie robiła tutaj coś nie według procedur. Chwilę później jednak jej uśmiech zamienił się w grymas, jeden z tych trochę teatralnych. – Sprawdziłeś wpisy Basiliusa Prewetta, tak? Jestem pewna, że cokolwiek tam wpisał, mocno przesadził. Wszyscy, ty, on, Danielle bardzo lubicie uważać, że dolegają mi poważniejsze rzeczy niż jest faktycznie - zapewniła, kierując się za nim w stronę zaplecza.
– Jasne, na szarlotkę zawsze warto czekać.
Zanim wrócił wyciągnęła różdżkę i za pomocą strumienia ciepłego powietrza osuszyła włosy oraz ubrania. Ledwo Lupin stanął z powrotem na progu, zmierzyła go spojrzeniem, upewniając się, że pamiętał, że sam jest mokry - zapomnienie o tym, bo gość czekał ma herbatę nie byłoby u niego zaskakujące, ma całe szczęście zdążył zmienić ciuchy na suche.
- Dzięki – powiedziała, sięgając po filiżankę. - Każdemu teraz grozi niebezpieczeństwo, kiedy ten wariat biega po kraju, a Ministerstwo jest równie bliskie złapania go jak wynalezienia samoczarujących różdżek – stwierdziła. Ocena brutalna, której nie powinna wyrażać pracownica BUM, ale przecież nie przyszła tutaj jako detektyw, a jeden z ludzi Dumbledore'a: którzy zbierali się właśnie z powodu słabości w Ministerstwie.
I zupełnie nie wiedziała, jak właściwie zacząć.
Ale, jak zwykle, nie dała tego po sobie poznać.
– Powiem wprost, Cedrick. Dumbledore nie siedział z założonymi rękami za Grindewalda, i teraz też nie zamierza. Możemy kontynuować temat albo po prostu zjem szarlotkę i opowiesz mi, jak upłynął ci dzień w pracy.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.