25.06.2024, 19:14 ✶
– Hm... Nie? To może w takim razie nie powinienem był jej opowiadać – powiedział puszczając konspiracyjnie oczko w stronę chrześniaka. Oczywiście były rzeczy, o których nigdy, ale to nigdy by mu nie powiedział, a tym bardziej bez zgody jego matki. Niech Jessie ma ich chociaż trochę za poważnym dorosłych. – A opowiadała jak kiedyś pomyliła jakiegoś ważnego urzędnika z dostawcą i kazała mu przestawiać pudła, a ten się nawet nie zająknął?
A to było gdy Charlotte pracowała w Wizengamocie. Aż strach pomyśleć co się działo teraz, gdy przesiadywała całe dnie w Komnacie Śmierci.
Zerknął na lekko pobladłą twarz Jessiego i uśmiech lekko mu zgasł. No tak. Woda. Powinni szybko stąd odejść i iść dalej.
– Spokojnie. Żartuję tylko – zapewnił go obejmując chrześniaka ramieniem. — To znaczy jeśli i tak coś chcesz to mów, oczywiście. Może nawet udałoby mi się załatwić ci smoka pod warunkiem, że byłby w jakimś rezerwacie i obiecałbyś wujkowi Anthony'emu, że wiesz, że smoki to nie zabawka i podpisał kilka papierów, że nigdy nie będziesz żartował na temat polowania na nie. – W sumie to już był w trakcie rozmów z paroma osobami w tej sprawie, ale nic jeszcze nie było pewne.
Już miał ruszyć dalej, by zabrać Jessiego daleko od wody, nawet jeśli zakrywała ją mgła, kiedy nagle z drugiej strony mostu usłyszał hałas, a potem zobaczył jego źródło. Pies. Nie jakiś szczególnie wielki, dość młody, może jeszcze szczeniak, lub psi "nastolatek" stał na moście i szczekał na coś. Jonathan zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, czy pies tylko tak szczeka, bo szczeka, czy też coś się działo. I wtedy zwierzak zrobił coś, czego nikt nie powinien robić, to znaczy skoczył w oddzielającą ich od przepaści mgłę.
Nie, nie, nie.
– Jak spadnę to mnie nie ratuj. Poradzę sobie! Nie mów matce!– wykrzyknął w stronę Jessiego i rzucił się do miejsca, w którym skoczył pies, wyciągając różdżkę i rzucając w jego stronę Leviosę, uznając, że jeśli to nie podziała, to naprawdę skoczy i coś wykombinuje po drodze.
A to było gdy Charlotte pracowała w Wizengamocie. Aż strach pomyśleć co się działo teraz, gdy przesiadywała całe dnie w Komnacie Śmierci.
Zerknął na lekko pobladłą twarz Jessiego i uśmiech lekko mu zgasł. No tak. Woda. Powinni szybko stąd odejść i iść dalej.
– Spokojnie. Żartuję tylko – zapewnił go obejmując chrześniaka ramieniem. — To znaczy jeśli i tak coś chcesz to mów, oczywiście. Może nawet udałoby mi się załatwić ci smoka pod warunkiem, że byłby w jakimś rezerwacie i obiecałbyś wujkowi Anthony'emu, że wiesz, że smoki to nie zabawka i podpisał kilka papierów, że nigdy nie będziesz żartował na temat polowania na nie. – W sumie to już był w trakcie rozmów z paroma osobami w tej sprawie, ale nic jeszcze nie było pewne.
Już miał ruszyć dalej, by zabrać Jessiego daleko od wody, nawet jeśli zakrywała ją mgła, kiedy nagle z drugiej strony mostu usłyszał hałas, a potem zobaczył jego źródło. Pies. Nie jakiś szczególnie wielki, dość młody, może jeszcze szczeniak, lub psi "nastolatek" stał na moście i szczekał na coś. Jonathan zmarszczył brwi, próbując zrozumieć, czy pies tylko tak szczeka, bo szczeka, czy też coś się działo. I wtedy zwierzak zrobił coś, czego nikt nie powinien robić, to znaczy skoczył w oddzielającą ich od przepaści mgłę.
Nie, nie, nie.
– Jak spadnę to mnie nie ratuj. Poradzę sobie! Nie mów matce!– wykrzyknął w stronę Jessiego i rzucił się do miejsca, w którym skoczył pies, wyciągając różdżkę i rzucając w jego stronę Leviosę, uznając, że jeśli to nie podziała, to naprawdę skoczy i coś wykombinuje po drodze.