25.06.2024, 19:40 ✶
– Zły pomysł, Atri. Mama prawdopodobnie je znajdzie i jeszcze gotowa zacząć grać o nie w karty – powiedziała Florence, modląc się, aby ograniczyła się do tego, a nie rozpaliła je przypadkiem w salonie. Enida była w końcu damą… Niestety też taką, którą na wiele było stać. Dobrze, że uzdrowicielka nie była świadoma nasycenia tych świeczek afrodyzjakiem, bo chyba załamałaby ręce nad tym zakupem, nad samą sobą i nad tym okropnym dniem.
– Prędzej chyba na dachu, ale mam nadzieję, że nie liczysz, że ja będę go pielęgnować – oświadczyła. Jej stosunek z naturą można by określić jako „to skomplikowane”: lubiła czasem wypocząć w domku letniskowym rodziców i mogła wybrać się na spacer po parku, ale nie była osobą, która założyłaby kalosze oraz ogrodowe rękawice i ruszyła radośnie plewić.
Jej uwagę od przydomowych ogródków szybko przyciągnęło jednak pojawienie się Laurenta. Skierowała na niego spojrzenie, już układając sobie w głowie przebieg rozmowy, gdy jej uwagę odciągnął kot. Brwi Florence powędrowały w górę, ale nie wydawała się zła: co najwyżej odrobinę zaskoczona. Prewetta jednak ostatecznie zawsze otaczały zwierzęta, a Bulstrode chociaż sama ich poza sową nie trzymała, to raczej z powodu braku czasu na dbanie o nie i dokładne sprzątanie niż ze względu na jakąś antypatię.
– Nowy podopieczny? – spytała, śledząc kociaka spojrzeniem. Nie zamierzała ganić Laurenta za sprowadzenie go tutaj, bo przecież sprawę postawili już jasno: ich dom był jego domem, nie musiał więc dopraszać się o zgodę na przyniesienie do kamienicy kota. O ile Atreusa czy Oriona upomniałaby, że mają sami o takiego zwierzaka dbać, bo chociaż w budynku mnóstwo było miejsca, to wciąż wymagał dopilnowania, o tyle Prewett na pewno doskonale to wiedział. – Ten strach na wróble to autorski wytwór Jokera. Obawiam się, że matka zażyczyła sobie dekoracji na Lammas, a on nie był pewny, jak powinny wyglądać. Jeżeli macie lepszą ideę, jak udekorować salon, nie krępujcie się – zachęciła ich, chociaż sama nie ruszyła się z miejsca. – Dobry wieczór, mój drogi. Czy chcecie czegoś się napić?
Zanim przejdą do rozmowy na poważniejsze tematy: napaści fizycznej za pomocą świeczki o zdecydowanie nietypowym kształcie. Florence martwiła się, jak Laurent na tę opowieść zareaguje, tak samo jak martwiło ją, czy Atreus przypadkiem nie zostanie za to zawieszony w pracy. Miała obawy, że wtedy jego agresja i brawura tylko by eskalowały, szukając innych źródeł ujścia. Zwłaszcza, gdy nie musiałby już martwić się o to, jak wypadnie w Biurze.
– Prędzej chyba na dachu, ale mam nadzieję, że nie liczysz, że ja będę go pielęgnować – oświadczyła. Jej stosunek z naturą można by określić jako „to skomplikowane”: lubiła czasem wypocząć w domku letniskowym rodziców i mogła wybrać się na spacer po parku, ale nie była osobą, która założyłaby kalosze oraz ogrodowe rękawice i ruszyła radośnie plewić.
Jej uwagę od przydomowych ogródków szybko przyciągnęło jednak pojawienie się Laurenta. Skierowała na niego spojrzenie, już układając sobie w głowie przebieg rozmowy, gdy jej uwagę odciągnął kot. Brwi Florence powędrowały w górę, ale nie wydawała się zła: co najwyżej odrobinę zaskoczona. Prewetta jednak ostatecznie zawsze otaczały zwierzęta, a Bulstrode chociaż sama ich poza sową nie trzymała, to raczej z powodu braku czasu na dbanie o nie i dokładne sprzątanie niż ze względu na jakąś antypatię.
– Nowy podopieczny? – spytała, śledząc kociaka spojrzeniem. Nie zamierzała ganić Laurenta za sprowadzenie go tutaj, bo przecież sprawę postawili już jasno: ich dom był jego domem, nie musiał więc dopraszać się o zgodę na przyniesienie do kamienicy kota. O ile Atreusa czy Oriona upomniałaby, że mają sami o takiego zwierzaka dbać, bo chociaż w budynku mnóstwo było miejsca, to wciąż wymagał dopilnowania, o tyle Prewett na pewno doskonale to wiedział. – Ten strach na wróble to autorski wytwór Jokera. Obawiam się, że matka zażyczyła sobie dekoracji na Lammas, a on nie był pewny, jak powinny wyglądać. Jeżeli macie lepszą ideę, jak udekorować salon, nie krępujcie się – zachęciła ich, chociaż sama nie ruszyła się z miejsca. – Dobry wieczór, mój drogi. Czy chcecie czegoś się napić?
Zanim przejdą do rozmowy na poważniejsze tematy: napaści fizycznej za pomocą świeczki o zdecydowanie nietypowym kształcie. Florence martwiła się, jak Laurent na tę opowieść zareaguje, tak samo jak martwiło ją, czy Atreus przypadkiem nie zostanie za to zawieszony w pracy. Miała obawy, że wtedy jego agresja i brawura tylko by eskalowały, szukając innych źródeł ujścia. Zwłaszcza, gdy nie musiałby już martwić się o to, jak wypadnie w Biurze.