Norka coraz bardziej zdawała sobie sprawę, że nieco przeceniła swoje możliwości. Prowadzenie cukierni było naprawdę bardzo pracochłonne, praktycznie nie miała czasu dla siebie, sypiała coraz mniej. Prędzej, czy później przestanie dawać radę fizycznie. Biegała między stolikami, obsługiwała klientów, pilnowała wypieków w kuchni, do tego wcześniej je przygotowywała, miała na głowie zamówienia, jeszcze obsługę klientów. Powinna znaleźć jakieś wsparcie. Tego była pewna.
- Cieszy mnie to, zależy mi na zadowoleniu naszych klientów. - Rzekła zgodnie z prawdą, a ważne dla niej było, aby każdy człowiek, który przekroczy próg tego miejsca czuł się naprawdę zaopiekowany. Wolała więc uprzedzić, że czasem może zejść jej trochę dłużej. Uważała, że warto po prostu mówić, jak jest. Ludzie cenili szczerość.
Dokończyła wszystkie sprawy w kuchni i mogła na spokojnie wrócić do głównej sali, do swojej herbaty, która nie była już niestety ciepła. Przyzwyczaiła się właściwie, że raczej pijała zimną. - Ciężki, właściwie jak każdy inny, trochę zbyt wiele wzięłam na siebie, nie przemyślałam sprawy, gdy otwierałam to miejsce. - Czy powinna się tym dzielić z nieznajomym? Może i nie, jednak sam zapytał, było to tylko potwierdzeniem tego o czym myślała od jakiegoś czasu, potrzebowała ludzi, na już.
- Czyli standardowo, tylko ja jestem taka naiwna, wiecznie się na tym łapie. - Westchnęła ciężko, no już taki był jej żywot. Nora Figg wszystkim dawała szanse, wierzyła w przemiany, co jak widać nie zawsze się sprawdzało. Dostrzegła zapalniczkę i papierosa, którego wyjął mężczyzna, kiwnęła w jego stronę z przyzwoleniem, postawiła nawet tuż przed nim popielniczkę.
- Mogę być szczera? - Nie czekała na odpowiedź na to pytanie. - Myślę, że najprawdopodobniej nikt by nie czekał. Jack chyba nie jest jednym z tych artystów, którzy porywają tłumy, postanowiłam dać mu szansę, ale chyba na tej jednej się skończy. - Nie zrobił na niej dobrego wrażenia, było wręcz zupełnie przeciwnie. To miejsce nie potrzebowało beznadziejnych muzyków, mieli ściągnąć tu klientów, może i Jack ściągnął Theona, jednak poza nim nie widziała nikogo nowego, raczej te same twarze.
Nazwisko Yaxley obiło jej się o uszy. Na pewno kiedy uczyła się w Hogwarcie było też tam uczniowie właśnie z tej rodziny. Nie znała ich osobiście, słyszała o nich jedynie tyle, że zabijają stworzenia bez najmniejszych oporów. Gdyby opowiedziała o tym Salemowi, zapewne by go to poruszyło. Norka miała świadomość, że ją kojarzył mało kto - jedyne osiągnięcie z czasów szkolnych to to, że została prefektem. - Chyba zbyt wcześnie go skreśliłam, powinnam mieć więcej wiary. - Odparła obserwując Jacka. Faktycznie mężczyzna po chwili zaczął grać. Dźwięki gitary rozchodziły się po pomieszczeniu, a po chwili zaczął śpiewać jakąś smutną piosenkę. Norka nie do końca tego się spodziewała, na jej twarzy można było zauważyć lekką konsternację.