-Oh, oczywiście, że nie powinieneś - oczywiście, że powinien. -Nie wiem, co moja mama by zrobiła, gdyby dowiedziała się, jakich rzeczy się o niej dowiaduję - może opowiedziałaby więcej?
Historii o tym ważnym urzędniku, który bez zająknięcia podjął się pracy dostawcy tylko dlatego, że Charlotte Crouch - Kelly mu kazała, również nie kojarzył, ale och, to było tak bardzo podobne do jego matki. W jakiś sposób, słysząc to, Jasper poczuł się dumny, że to właśnie ta kobieta wydała go na świat i wciąż mógł mówić do niej "mamo".
Nawet, jeżeli czasami się ze sobą nie zgadzali.
Na szczęście nie znajdowali się na tyle blisko wody, żeby zaczęła ogarniać go panika, więc dyskomfort był jedynym objawem strachu przed wodą, z jakim musiał sobie w tej chwili poradzić. Bliskość Jonathana pomagała, ale... Ugh! To było tak bardzo frustrujące - reagować w ten sposób, nawet kiedy po prostu stał niedaleko jakiejś rzeki.
-Naprawdę dałbyś mi smoka? Dobra, w rezerwacie, ale SMOKA? Jak myślisz, wuju, co by mama na to powiedziała? - spytał z lekkim śmiechem.
Nawet jeśli nie miał zamiaru prosić o smoka (nawet takiego, który musiałby zostać w rezerwacie i nie można byłoby żartować o polowaniu na smoki), samo zapewnienie Jonathana, że właściwie dałby radę to załatwić, gdyby Jessie go poprosił, trochę mu humor poprawiło. Ciekawe, czy wuj Anthony byłby równie chętny, żeby załatwić mu smoka...
Hałas z drugiej strony mostu wyrwał go z negatywnych rozmyślań o wypadku z dzieciństwa i poprawiających humor przemyśleniach, czy by sobie na urodziny nie zażyczyć właśnie smoka.
-Co to? - spytał. -Czy to... pies? Czekaj, co? Czek- Jona- - gdzieś z tyłu jego głowy obijała się myśl, że przecież powinni przynajmniej spróbować uratować psa, skoro ten postanowił skoczyć w przepaść właśnie przed ich oczami, ale pierwszym odruchem była próba zatrzymania chrzestnego, kiedy ten zdecydował rzucić się za młodym czworonogiem.
I co niby miało znaczyć "...to mnie nie ratuj"? Resztkę zmysłów postradał? "Nie mów matce"?
A jeśli faktycznie by spadł, coś by sobie zrobił i Jessie nie dałby rady mu pomóc? Co by miał powiedzieć matce? Ricie? Anthony'emu i Morpheusowi? "Wasz przyjaciel, a mój ojciec chrzestny wyszedł po mleko"?
-Wuju? - zawołał, zaniepokojony.
Lepiej, żeby Jonathan jednak nie skakał.