26.06.2024, 01:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 01:37 przez Norvel Twonk.)
Mężczyzna, którego dostrzegł Laurent z pewnością wyglądał na mugola. Całkiem możliwe, że podczas pobytu w Ośrodku Windermere, zdążył go już nawet zobaczyć wcześniej – wtedy w dziennym słońcu, stojącego na molo i przyglądającego się majaczącej w oddali wyspie.
Leartes nie okazywał żadnego zainteresowania mijanym miejscom, choć widać było, że z każdym kolejnym tunelem, stawał się jakiś taki… mniej pewny? Przytrzymywał się na dłużej. Rozglądał uważniej dookoła, szukając wskazówek, które mogłyby poprowadzić ich dalej. Dla Perseusa, Victorii i Laurenta – wszystkie korytarze wyglądały niemal tak samo, może tylko zdawali sobie coraz lepiej sprawę, że gdyby tylko ich magia przestała działać, utonęliby, zanim zdołaliby się wydostać na powierzchnię. Lestrange była zresztą, coraz bardziej pewna, że siedlisko zostało połączone z wyspą i częściowo musieli się poruszać już właściwie pod nią.
- Główna sala jest tam – powiedział cicho Leartes, wskazując na korytarz po lewej stronie. Na jego końcu widzieli coraz więcej jaśniejącego światła. – Adria… - zamyślił się. – Adria może tam być. Ale nie musi. Może siedzieć w swojej pracowni. Kiedy jeszcze żyliśmy w pokoju, to w niej spędzała większość czasu. Albo może być gdziekolwiek indziej – opisał, dalej zastanawiając się jaką decyzję podjąć. - Sprawdźmy salę. Tylko ostrożnie – pouczył ich.
Wyraźnie zwolnił, gdy tym razem kierował się w stronę skąd dochodziło jaśniejące światło. Perseusowi mogło się nawet wydawać, że dostrzega jak bardzo przypominająca ludzką część ciała trytona stała się spięta. Zanim jednak dotarli do samego końca korytarza, Leartes pokazał im jeszcze kolejny tunel, tym razem tak wąski, że on sam nie miał szans by się w nim zmieścić, ale oni tak. Byłby zupełnie ciemny, gdyby nie to, że miał malutkie otwory i to przez nie wpadało do środka trochę światła z głównej sali.
- Tak to rozwaga czyni nas tchórzami – wymamrotał, nakazując im, by skorzystali z tego tunelu.
Płynąc nim (może nawet wspinając się, biorąc pod uwagę szerokość) dostrzegali coraz więcej szczegółów pomieszczenia, od którego odgradzała ich cienka warstwa wapienia i kamieni. Rzeczywiście miało imponujące rozmiary. Było, mniej więcej, czterokrotnie większe od tego, w którym spotkali się z Ulthem. Przez małe otwory zobaczyli w nim trochę mebli przypominających ławy i stoły, nawet półki z regałami. Brakowało, naturalnie książek, ale były zastawione różnymi trytonimi przedmiotami. Dostrzegli wreszcie trytony. Przynajmniej dwanaście. Zajmowały się swoimi sprawami (jeden drzemał, dwójka siłowała się na ręce, czwórka grała w jakąś grę, w której główną rolę odgrywały malutkie muszelki, kilka jadło, kilka było pogrążonych w rozmowie). Żaden z tych, które zobaczyli, nie wyróżniał się na tle pozostałych. Może Leartes się mylił i Adrii tu nie było? Te tutaj trytony wyglądały na zupełnie zdrowe.
Laurent pierwszy usłyszał niepokojący dźwięk. Nie dochodził nawet z pomieszczenia, które obserwowali, ale jakby z zewnątrz? Brzmiał jakby wzbierały fale i te wzbierające fale uderzały w siedlisko.
Obserwowane wodne istoty też to usłyszały, bo zaczęły się poruszać niespokojnie, rozmawiać między sobą. Łapały się za trójzęby i piki. Szykowały się do walki?
@Victoria Lestrange @Perseus Black @Laurent Prewett
/zbliżamy się do kulminacji
kości
Leartes nie okazywał żadnego zainteresowania mijanym miejscom, choć widać było, że z każdym kolejnym tunelem, stawał się jakiś taki… mniej pewny? Przytrzymywał się na dłużej. Rozglądał uważniej dookoła, szukając wskazówek, które mogłyby poprowadzić ich dalej. Dla Perseusa, Victorii i Laurenta – wszystkie korytarze wyglądały niemal tak samo, może tylko zdawali sobie coraz lepiej sprawę, że gdyby tylko ich magia przestała działać, utonęliby, zanim zdołaliby się wydostać na powierzchnię. Lestrange była zresztą, coraz bardziej pewna, że siedlisko zostało połączone z wyspą i częściowo musieli się poruszać już właściwie pod nią.
- Główna sala jest tam – powiedział cicho Leartes, wskazując na korytarz po lewej stronie. Na jego końcu widzieli coraz więcej jaśniejącego światła. – Adria… - zamyślił się. – Adria może tam być. Ale nie musi. Może siedzieć w swojej pracowni. Kiedy jeszcze żyliśmy w pokoju, to w niej spędzała większość czasu. Albo może być gdziekolwiek indziej – opisał, dalej zastanawiając się jaką decyzję podjąć. - Sprawdźmy salę. Tylko ostrożnie – pouczył ich.
Wyraźnie zwolnił, gdy tym razem kierował się w stronę skąd dochodziło jaśniejące światło. Perseusowi mogło się nawet wydawać, że dostrzega jak bardzo przypominająca ludzką część ciała trytona stała się spięta. Zanim jednak dotarli do samego końca korytarza, Leartes pokazał im jeszcze kolejny tunel, tym razem tak wąski, że on sam nie miał szans by się w nim zmieścić, ale oni tak. Byłby zupełnie ciemny, gdyby nie to, że miał malutkie otwory i to przez nie wpadało do środka trochę światła z głównej sali.
- Tak to rozwaga czyni nas tchórzami – wymamrotał, nakazując im, by skorzystali z tego tunelu.
Płynąc nim (może nawet wspinając się, biorąc pod uwagę szerokość) dostrzegali coraz więcej szczegółów pomieszczenia, od którego odgradzała ich cienka warstwa wapienia i kamieni. Rzeczywiście miało imponujące rozmiary. Było, mniej więcej, czterokrotnie większe od tego, w którym spotkali się z Ulthem. Przez małe otwory zobaczyli w nim trochę mebli przypominających ławy i stoły, nawet półki z regałami. Brakowało, naturalnie książek, ale były zastawione różnymi trytonimi przedmiotami. Dostrzegli wreszcie trytony. Przynajmniej dwanaście. Zajmowały się swoimi sprawami (jeden drzemał, dwójka siłowała się na ręce, czwórka grała w jakąś grę, w której główną rolę odgrywały malutkie muszelki, kilka jadło, kilka było pogrążonych w rozmowie). Żaden z tych, które zobaczyli, nie wyróżniał się na tle pozostałych. Może Leartes się mylił i Adrii tu nie było? Te tutaj trytony wyglądały na zupełnie zdrowe.
Laurent pierwszy usłyszał niepokojący dźwięk. Nie dochodził nawet z pomieszczenia, które obserwowali, ale jakby z zewnątrz? Brzmiał jakby wzbierały fale i te wzbierające fale uderzały w siedlisko.
Obserwowane wodne istoty też to usłyszały, bo zaczęły się poruszać niespokojnie, rozmawiać między sobą. Łapały się za trójzęby i piki. Szykowały się do walki?
Czas na odpis do 28.06, godz. 21.00
@Victoria Lestrange @Perseus Black @Laurent Prewett
/zbliżamy się do kulminacji
kości