26.06.2024, 03:27 ✶
Była jedną z tych dziewczyn, które obiecywały swoim koleżankom na peronie, że będą w kontakcie. I trzeba było jej przyznać, że należała nawet do tych całkiem słownych, które początkowo starały się pisać listy w miarę regularnie. Ale nawet ją zweryfikowało życie. Brutalna rzeczywistość, która kładła się na jej życie długim cieniem w postaci Borginów. Ostatnią kroplą były chyba zeszłe wakacje, kiedy na korytarzami Munga spotkała się ze Stanleyem. Było coś takiego w całej jego osobie tamtego dnia, co prześladowało ją do tego dnia. Ale tak samo jak Dora potrafiła być przejęta rodziną swojej matki, tak samo była w stanie był absolutnie naiwna i beztroska.
Może dlatego właśnie siedziała dzisiaj w tej kawiarni z Jessiem, nie powiedziawszy wcześniej o tym Brennie i nie prosząc jej, by poprawiła jej twarz. Bo jak to tak, spotykać się ze znajomymi i patrzyć na nich obcymi oczami? Nie wypadało.
Właśnie próbowała dopić swoją herbatę, kiedy dotarła do niej tak kąsająca kapusta i prawie się zatchnęła. Prychnęła prosto w filiżankę, kaszlnęła i odchrząknęła na tyle dyskretnie, na ile tylko potrafiła.
- To byłoby okropne - westchnęła, wyraźnie tą wizją przejęta. Nigdy nie była przesadną fanką Quidditcha, głównie dlatego jak brutalna potrafiła to być gra. Niby jak każdy inny sport i były te całe zasady fair-play ale w końcu tłuczkami celowało się specjalnie w innych graczy a upadek z miotły nigdy nie należał do najprzyjemniejszych. - Wszyscy nie dość, że poobijani, to jeszcze byliby cali pogryzieni. Latająca kąsająca kapusta, na Matkę - pokręciła głową. - Już z turlającą się jest okropny problem. Wiesz, w sumie zabawne że o niej wspominasz, bo jakiś czas temu posadziłam w ogródku własną i rośnie sobie całkiem ładnie. Nie mogę się doczekać aż już dojrzeje... Chociaż jak tak teraz to mówię to nie wiem czy nie wypadałoby nałożyć lepsze zaklęcia na płot. Jeszcze by się z psami pogryzła.
Może dlatego właśnie siedziała dzisiaj w tej kawiarni z Jessiem, nie powiedziawszy wcześniej o tym Brennie i nie prosząc jej, by poprawiła jej twarz. Bo jak to tak, spotykać się ze znajomymi i patrzyć na nich obcymi oczami? Nie wypadało.
Właśnie próbowała dopić swoją herbatę, kiedy dotarła do niej tak kąsająca kapusta i prawie się zatchnęła. Prychnęła prosto w filiżankę, kaszlnęła i odchrząknęła na tyle dyskretnie, na ile tylko potrafiła.
- To byłoby okropne - westchnęła, wyraźnie tą wizją przejęta. Nigdy nie była przesadną fanką Quidditcha, głównie dlatego jak brutalna potrafiła to być gra. Niby jak każdy inny sport i były te całe zasady fair-play ale w końcu tłuczkami celowało się specjalnie w innych graczy a upadek z miotły nigdy nie należał do najprzyjemniejszych. - Wszyscy nie dość, że poobijani, to jeszcze byliby cali pogryzieni. Latająca kąsająca kapusta, na Matkę - pokręciła głową. - Już z turlającą się jest okropny problem. Wiesz, w sumie zabawne że o niej wspominasz, bo jakiś czas temu posadziłam w ogródku własną i rośnie sobie całkiem ładnie. Nie mogę się doczekać aż już dojrzeje... Chociaż jak tak teraz to mówię to nie wiem czy nie wypadałoby nałożyć lepsze zaklęcia na płot. Jeszcze by się z psami pogryzła.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.