Siedziała na tym krześle, kiedy w pomieszczeniu pojawił się ptak. Poznała go wczoraj, kojarzyła Samuela raczej z niedźwiedzią formą animaga, jednak wczoraj pokazał jej też tę wersję siebie. Wiedziała, że to on. W sumie ucieszyło ją nawet to, że wybrał tę wersję, a nie misia, który mógłby jej zniszczyć kuchnię. Może było to dosyć przyziemne myślenia, ale ledwie rozpoczęła swoją działalność w tym miejscu, wolała uniknąć póki co dewastacji, a kto wiedział, jak mogłoby się skończyć starcie kota z niedźwiedziem.
Wpatrywała się w krogulca, który wręczył jej piórko. Ptak był delikatny, wolała go nie uszkodzić, sięgnęła więc ostrożnie po to, co próbował jej wręczyć.
Chwilowy spokój przerwało ponowne pojawienie się w kuchni rudego kocura. Ledwie zdążyła złapać oddech, a Leo ponownie próbował polować na Sama.
- Odfruń stąd, bo jeszcze stanie ci się krzywda. - Mruknęła cicho, chociaż miała ochotę krzyczeć, bo nic nie szło po jej myśli. Rudy kot wariat zaczął skakać po szafkach, zdecydowanie miał chęć skrzywdzić ptasią wersję Samuela.
Do tego wszystkiego pojawiła się Mabel z Thomasem, którzy byli świadkami tego zamieszania. Panna Figg miała dość, nie do końca wiedziała, w jaki sposób powinna zakończyć te przedstawienie.
- Mabel, zostaw. - Nie miała zbyt wiele do powiedzenia, przeniosła wzrok na brata szukając ratunku, bo nikt inny chyba nie był w stanie jej w tej chwili pomóc.
- Mama na narzeczonego, a nie chłopaka. - Uśmiechnęła się dosyć niemrawo do Thomasa, bo zdecydowanie nie był to odpowiedni sposób na dzielenie się taką informacją, ale co innego miała zrobić, kiedy znajdowała się pod ścianą? Może i najchętniej by po prostu stała i wyszła, ale nie do końca było to w jej stylu.