26.06.2024, 08:20 ✶
Charlotte nie wstydziła się przyzwania ducha babci jednego ze współpracowników. W ogóle rzadko wstydziła się czegokolwiek, a jeśli kiedykolwiek czegoś żałowała, to były to pojedyncze rzeczy i nie przyznawała się do tego głośno. Mimo to zacmokała z pewnym niezadowoleniem. Ot tak pro forma, bo przecież musiała ponarzekać, skoro już pojawiła się okazja.
– Twój chrzestny znowu nie umiał utrzymać języka za zębami, tak? Chętnie opowiedziałabym ci o nim kilka żenujących historii, ale obawiam się, że on byłby z nich co najwyżej dumny. Jak z tego dnia, gdy namawiał pierwszaków do przebrania się za niuchacze – odparła, po czym zatrzymała się, przypatrując grobowców uważnie. Szukała oznak jakichś innych zabezpieczeń poza klątwą, ale nie zauważyła run, pieczęci ani niczego podejrzanego. Na pierwszy rzut oka przynajmniej.
- Uschlibyście z żalu - odparła bez mrugnięcia okiem na pytanie chłopca. Biedny dzieciak, większość matek prawdopodobnie nie rozmawiała z dziećmi w taki sposób. Większość matek też prawdopodobnie nie była tak zainteresowana ghulimi zwłokami jak ona. – Bez obaw, słyszałam, że miał dość życia i zakończył je ostatecznie, nic więc mnie nie zje – zapewniła. Charlotte była daleka od brawury właściwej Jonathanowi, ale bała się naprawdę niewielu rzeczy i wizyty na cmentarzach nie należały do jednej z nich. Grobowiec i ciało ghula nie wzbudzały w niej ani odrobiny lęku, a klątwa ciążącą na wejściu była zaledwie drobną niedogodnością. - Oczywiście, że nie będę żałować - zapewniła jeszcze, a potem cofnęła się odrobinę, by dać mu pole do działania, uniosła jednak różdżkę, w razie potrzeby gotowa otoczyć ich tarczą.
Klątwa jednak nie była najwyraźniej silna, bo zaklęcia młodego Kelly’ego szybko podziałały, i nie pojawił się żaden rykoszet. Charlotte pokiwała głową z zadowoleniem, i machnęła różdżką, chcąc odsunąć bluszcz, by upewnić się jeszcze raz, że nie ma żadnych zabezpieczeń…
A wtedy jeden z pędów wystrzelił ku niej i owinął się wokół jej ręki.
– No, no, takie rzeczy nie przed pierwszą randką – zirytowała się, błyskawicznie przekładając różdżkę do drugiej dłoni. Od jakiegoś czasu trenowała z powrotem magię bezróżdżkową, ale jednak wolała spróbować pozbyć się pędów czarując drugą, nawet jeśli miało to być trudniejsze niż prawą.
Bluszcz przy wejściu do grobowca zadrżał złowieszczo. Jessie był pewien, że zdjął klątwę broniącą przystępu do drzwi, to musiało być więc coś innego.
– Twój chrzestny znowu nie umiał utrzymać języka za zębami, tak? Chętnie opowiedziałabym ci o nim kilka żenujących historii, ale obawiam się, że on byłby z nich co najwyżej dumny. Jak z tego dnia, gdy namawiał pierwszaków do przebrania się za niuchacze – odparła, po czym zatrzymała się, przypatrując grobowców uważnie. Szukała oznak jakichś innych zabezpieczeń poza klątwą, ale nie zauważyła run, pieczęci ani niczego podejrzanego. Na pierwszy rzut oka przynajmniej.
- Uschlibyście z żalu - odparła bez mrugnięcia okiem na pytanie chłopca. Biedny dzieciak, większość matek prawdopodobnie nie rozmawiała z dziećmi w taki sposób. Większość matek też prawdopodobnie nie była tak zainteresowana ghulimi zwłokami jak ona. – Bez obaw, słyszałam, że miał dość życia i zakończył je ostatecznie, nic więc mnie nie zje – zapewniła. Charlotte była daleka od brawury właściwej Jonathanowi, ale bała się naprawdę niewielu rzeczy i wizyty na cmentarzach nie należały do jednej z nich. Grobowiec i ciało ghula nie wzbudzały w niej ani odrobiny lęku, a klątwa ciążącą na wejściu była zaledwie drobną niedogodnością. - Oczywiście, że nie będę żałować - zapewniła jeszcze, a potem cofnęła się odrobinę, by dać mu pole do działania, uniosła jednak różdżkę, w razie potrzeby gotowa otoczyć ich tarczą.
Klątwa jednak nie była najwyraźniej silna, bo zaklęcia młodego Kelly’ego szybko podziałały, i nie pojawił się żaden rykoszet. Charlotte pokiwała głową z zadowoleniem, i machnęła różdżką, chcąc odsunąć bluszcz, by upewnić się jeszcze raz, że nie ma żadnych zabezpieczeń…
A wtedy jeden z pędów wystrzelił ku niej i owinął się wokół jej ręki.
– No, no, takie rzeczy nie przed pierwszą randką – zirytowała się, błyskawicznie przekładając różdżkę do drugiej dłoni. Od jakiegoś czasu trenowała z powrotem magię bezróżdżkową, ale jednak wolała spróbować pozbyć się pędów czarując drugą, nawet jeśli miało to być trudniejsze niż prawą.
Bluszcz przy wejściu do grobowca zadrżał złowieszczo. Jessie był pewien, że zdjął klątwę broniącą przystępu do drzwi, to musiało być więc coś innego.