Laurent mógłby szukać słów co do Enidy, że z każdym Prewettem coś było nie tak. Tylko co? Potem jednak dochodziłeś do wniosku, że to wcale nie chodzi o Prewettów - nie o nazwisko i chociaż krew była gęstsza niż woda to to, co siedziało w ludziach, było ultymatywną częścią ich zachowań. Przewidywalny? Szalony? Narwany? Nastawiony na zysk i pieniądze? Spoglądając na Edwarda jakoś nie miało się wątpliwości, czym oddychała ich rodzina. A jednak troska o siebie wzajem przecież nie przemijała. Troska o rodzinę i przeświadczenie, że pieniądz był ważny, ale rodziny za pieniądze nie byłeś w stanie kupić. Jedno tylko stało na przeszkodzie sielanki (zgoda, nie jedno, chyba że ująć to jako: charakterek Edwarda) - odwieczny spór tytanów między Edwardem a Florence.
Gdyby Florence zdecydowała się na założenie ogrodu bardzo by się zdziwił. Miała mnóstwo zajęć, którym się poświęcała, a mnóstwo też czasu zawsze okienkowała niemal na wszelkie wydarzenia, w których musiała reagować. Nie pojmował tylko zawsze tego, skąd ona brała na to energię. Byli do siebie podobni - Edward i Florence. Pod względem tego charakteru i tego, jak nosili swoje korony. Król i Królowa, z tą różnicą, że ta druga wcale korony nie chciała, złota nie potrzebowała i za żadną królową siebie nie uważała. I to sprawiało, że czyniło ją najlepszą z władców. Ci, którzy najbardziej władzy pragnęli najmniej się do niej nadawali. Wiedział o tym najlepiej - w końcu sam w pewnym momencie płomiennie pragnął być godnym następcą swojego ojca.
- Chyba bratnia dusza, która nie toleruje fałszu w śpiewaniu i rozkochała się w biżuterii i perłach. - Podobno to koty wybierały sobie właściciela, a nie na odwrót, ale chyba nie było o to trudno - Laurent zawsze miał na sobie biżuterię - subtelną i delikatną, ale miał. Najbardziej charakterystyczna była ta jedna perła, która zwisała z jego ucha. A teraz instynktownie bawił się nowym pierścionkiem na palcu - miał ich jednak tyle, że nowy to on był raczej tylko dla niego. Z bratnią duszą jednak żartował. Kochał wszystkie stworzenia, ale był zdecydowanie bardziej miłośnikiem psów niż kotów. - Schronisko Figgów rozdawało koty, które ucierpiały w wyniku nieudanych zaklęć i innych... - Pewnie, że mógłby przejść obojętnie bo jakoś nie wątpił, że ktoś by tę piękną kicię zabrał. A jednocześnie... co jeśli by rzeczywiście NIE zabrał? - Ma na imię Diva. - Zakończył przedstawianie orientując się, że w sumie to peplał swoim zwyczajem, a nie powiedział tego, co chyba mogło być względnie najbardziej interesujące.
Cicho się zaśmiał, kiedy usłyszał o nowej dziewczynie Oriona - rzeczywiście, godna dama... Przebiegło mu to przez myśl, zanim Florence odpowiedziała z... z kim?
- Jokera? - Może jego mózg był już za bardzo przyćmiony tym całym syfem, ale jakoś nie potrafił dopasować tego imienia, czy też pseudonimu, do żadnej twarzy ani osobistości. - Dekoracja salonu strachem na wróble..? - Mruknął prawie sam do siebie, pełen wątpliwości. Chociaż przynajmniej ten strach wniósł trochę skonfundowania i kroplę radości..? Zawsze coś..? I ewidentnie pasował do Atreusa, więc może to jednak nie Oriona dziewczyna..? - Ładnie razem wyglądacie. - Pochwalił na głos, stojąc ciągle z boku salonu. - Herbatę poproszę. Dziękuję. - Odpowiedział na pytanie Florence. I przez moment się wahał, kiedy ci tak nie wiedzieli ewidentnie za co się zabrać jeśli o dekorowanie chodzi. Chyba był po prostu... zniechęcony.
- Zdobione koszyki z warzywami i owocami, wiązanki z suszonych roślin, głównie z motywem zboża, teraz jest sezon na słoneczniki, które są doskonałym symbolem Lammas... Są różne dynie ozdobne, które same w sobie ładnie wyglądają...