26.06.2024, 14:34 ✶
Z Laurencem, przy ciotkach, podchodzimy do Anthony'ego
Czy Camille czekałaby na pozwolenie Lestrange'a, skoro już podjęła decyzję? Co prawda ogromnie kusiło ją by odpowiedzieć, że nie każdy mężczyzna potrafi poradzić sobie z kobietą, tym bardziej jeśli tą kobietą jest furiatka, lecz... Powstrzymała się, wyginając usta w uśmiechu. Laurence odłożył kieliszek na tacę, podobnież jak i ona. Jednak w przeciwieństwie do niego, wzięła kolejny, pełny. Dlatego, że z jakichś nieznanych jej powodów wydawała się być odporna na działanie alkoholu. A że lubiła jego smak, jak na Delacour przystało, to rzadko kiedy można było ją spotkać bez kieliszka w dłoni, a przynajmniej w czasie wolnym.
- Chodźmy więc, panie Lestrange, ratować dyplomatów i świat magiczny - zacisnęła dłoń na jego przedramieniu i skierowała się w stronę Anthony'ego Shafiqa. Po drodze jednak oswobodziła dłoń, którą natychmiast włożyła do torebki, by wyjąć z niej jedwabną, białą chustkę, wyhaftowaną złotą nicią. - Panie Shafiq, czy wszystko w porządku?
Zapytała troskliwym głosem, wiedząc że mężczyzna raczej kojarzy ją z widzenia i kilku, może kilkudziesięciu zamienionych ze sobą słów przed laty i na korytarzach Munga. Ale to nie szkodzi - wystarczyło, że ona kojarzyła go znacznie lepiej niż on ją, bo któż by go nie kojarzył? I wystarczyło, by podać mu chustkę, a kobiecie stojącej przy mężczyźnie posłać pytające spojrzenie.