26.06.2024, 17:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 18:06 przez Charlotte Kelly.)
– Nie jestem pewna, czy uznać za komplement, że uważasz, że trzeba go przede mną bronić czy raczej martwić się, że aż tak ci na nim zależy – oświadczyła Charlotte. Tylko w połowie szczerze: o tyle, że czasem wietrzyła, że ta dwójka może zawierać jakieś pakty, by ukrywać przed nią pewne rzeczy, o których przecież wiedzieć powinna, na przykład gdy Jonathan (znowu) zrobi coś bardzo głupiego. Ale zaskoczona tak naprawdę nie była, wiedziała przecież doskonale, że łączy ich głęboka więź. Związki Rity i Jessiego z chrzestnymi wzmacniało to, że wcześnie stracili ojca, a ten i wcześniej, choć był najmilszym z ludzi, bardzo wiele energii i czasu poświęcał wytwórstwu, i że ich chrzestni z kolei nie mieli ani dzieci, ani żon. Rozpieszczali więc bliźniaki niemożebnie, zwłaszcza że pieniędzy im nie brakowało, a od wychowania była jednak głównie Charlotte (oraz hogwartcy nauczyciele, pod opieką których dzieci spędzały ponad połowę czasu przez siedem lat swojego życia).
– To urocze z twojej strony, kochanie, ale ten ghul i tak już nie żyje. Nie zrobię mu przecież krzywdy – zapewniła Kelly łagodnym niemalże tonem, być może nawet trochę rozczulona (na ile u niej w ogóle możliwe było rozczulenie) tym, że syn chce ją bronić przed ghulami. Nie żeby tego potrzebowała, oczywiście…
Chwilę później Jessie miał jednak okazję faktycznie wesprzeć matkę. Bluszcz opleciony wokół jej ręki pękł pod wpływem zaklęcia, zanim sama zdążyła rzucić własne: część oplatająca nadgarstek opadła na ziemię, a ta druga, ucięta, zwinęła się jak wąż na chwilę przed atakiem.
Kelly uniosła w tym momencie różdżkę i pomiędzy nimi a grobowcem pojawiła się półprzezroczysta tarcza, o którą z furią zaczęły uderzać rośliny.
– Doprawdy – powiedziała, z odrobiną irytacji, bo to przedziwne zjawisko krzyżowało jej plany na ten wieczór. – Albo to znów te dziwne zjawiska po Beltane, albo zabezpieczył grobowiec dodatkowo: jakby miało mu to w tej chwili robić jakąś różnicę, czy ktoś do niego wejdzie…
Choć bluszcz został zatrzymany czarem Charlotte, Jessie dostrzegł, że jakaś inna zaczyna się wić w pobliżu jego nogi…
– To urocze z twojej strony, kochanie, ale ten ghul i tak już nie żyje. Nie zrobię mu przecież krzywdy – zapewniła Kelly łagodnym niemalże tonem, być może nawet trochę rozczulona (na ile u niej w ogóle możliwe było rozczulenie) tym, że syn chce ją bronić przed ghulami. Nie żeby tego potrzebowała, oczywiście…
Chwilę później Jessie miał jednak okazję faktycznie wesprzeć matkę. Bluszcz opleciony wokół jej ręki pękł pod wpływem zaklęcia, zanim sama zdążyła rzucić własne: część oplatająca nadgarstek opadła na ziemię, a ta druga, ucięta, zwinęła się jak wąż na chwilę przed atakiem.
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
Kelly uniosła w tym momencie różdżkę i pomiędzy nimi a grobowcem pojawiła się półprzezroczysta tarcza, o którą z furią zaczęły uderzać rośliny.
– Doprawdy – powiedziała, z odrobiną irytacji, bo to przedziwne zjawisko krzyżowało jej plany na ten wieczór. – Albo to znów te dziwne zjawiska po Beltane, albo zabezpieczył grobowiec dodatkowo: jakby miało mu to w tej chwili robić jakąś różnicę, czy ktoś do niego wejdzie…
Choć bluszcz został zatrzymany czarem Charlotte, Jessie dostrzegł, że jakaś inna zaczyna się wić w pobliżu jego nogi…