26.06.2024, 20:52 ✶
Nie skomentował tego jego „przestań”, a przy drugiej części wypowiedzi... milczał chwilę. Wbrew pozorom wcale nie przez zadane mu pytanie - odpowiedź na nie była oczywista, przemyślał to już wiele razy i nie bał się mówić tego na głos. Po prostu Alexander nie powiedział nic więcej o tym, co sprawiłoby mu radość i... tak, sam to powiedział - nie zasługiwał na jego bliskość. Rozumiał, dlaczego miał już tego nie dostać, ale to wcale nie znaczyło, że potrafił to tak po prostu zaakceptować. Gdyby tak było, spałby teraz w innym łóżku. Jeżeli wolał go mieć jako brata - niech będzie, ale będzie go miał jako brata, tak? Tam nie było żadnej innej opcji. Miał go kochać. Jak kochanka albo jak rodzinę, ale miał go kochać.
Wciąż powoli, nieszczególnie nachalnie przesuwał palcami po jego włosach.
- Nie zamierzam się zabijać, jeżeli o to ci chodzi. A przedawkowanie heroiny to jeden z gorszych sposobów, jakie potrafię sobie wyobrazić - powiedział, po czym westchnął. - Ale nie przeraża mnie to tak jak większości ludzi. Jak zdechnę, to zdechnę. - Niby pamiętał tę noc sprzed największej potyczki na Ścieżkach, jaka czekała go w życiu. Zdawał sobie sprawę z bliskości śmierci i bał się, ale i tak tam poszedł. Nie chciał umierać, nie spanikował jednak, nie zmienił planów.
Zabrał rękę.
- Czasem o tym myślę. Jak dobrze mogłoby wyglądać twoje życie, gdybym się w nim nie pojawił. O ile lepiej, gdybym w odpowiednią porę zniknął - przyznał. - Dlatego nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się, co to miało być. Kocham cię? Koniec z nami? Oczywiście, że najpierw myślałem o sobie. - Odetchnął, przywołując do siebie paczkę papierosów. Wciąż leżąc, w dodatku w nie swojej pościeli, wetknął sobie jednego między usta. Wyglądał bardzo nonszalancko, ale to o czym mówił, rozdzierało mu serce. - Potem przychodziły mi pomysły z innej paczki, jakieś związane z tym co się stało. Heh. Nawet już nie pamiętam. Wszystko się rozmyło, bo spotkałem później koleżankę, która ryczała i zaczęła wymieniać mi, jak bliskie więzy krwi łączą ją z osobą, jaką kocha.
Wciąż powoli, nieszczególnie nachalnie przesuwał palcami po jego włosach.
- Nie zamierzam się zabijać, jeżeli o to ci chodzi. A przedawkowanie heroiny to jeden z gorszych sposobów, jakie potrafię sobie wyobrazić - powiedział, po czym westchnął. - Ale nie przeraża mnie to tak jak większości ludzi. Jak zdechnę, to zdechnę. - Niby pamiętał tę noc sprzed największej potyczki na Ścieżkach, jaka czekała go w życiu. Zdawał sobie sprawę z bliskości śmierci i bał się, ale i tak tam poszedł. Nie chciał umierać, nie spanikował jednak, nie zmienił planów.
Zabrał rękę.
- Czasem o tym myślę. Jak dobrze mogłoby wyglądać twoje życie, gdybym się w nim nie pojawił. O ile lepiej, gdybym w odpowiednią porę zniknął - przyznał. - Dlatego nie mogłem zasnąć. Zastanawiałem się, co to miało być. Kocham cię? Koniec z nami? Oczywiście, że najpierw myślałem o sobie. - Odetchnął, przywołując do siebie paczkę papierosów. Wciąż leżąc, w dodatku w nie swojej pościeli, wetknął sobie jednego między usta. Wyglądał bardzo nonszalancko, ale to o czym mówił, rozdzierało mu serce. - Potem przychodziły mi pomysły z innej paczki, jakieś związane z tym co się stało. Heh. Nawet już nie pamiętam. Wszystko się rozmyło, bo spotkałem później koleżankę, która ryczała i zaczęła wymieniać mi, jak bliskie więzy krwi łączą ją z osobą, jaką kocha.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.