26.06.2024, 21:57 ✶
Po zostaniu nazwaną słonecznikiem, przystawiła rękę do ust w próbie zakrycia parsknięcia. Tak, już na samym wejściu zdołał nieco poprawić jej humor. Rozbawione iskierki zagościły w oczach i na moment, na tę jedną chwilę, wróciła do lat młodzieńczych. Cztery sekundy później cały urok minął, a dusza Aurélie przypomniała sobie o niezaleczonych ranach. - Ça te va bien, monsieur oncle. Une nouvelle vêtement? - skoro mówił po francusku, to w ten sam sposób go pochwaliła. Była to bardziej gra słowna, bo doskonale wiedziała, że szata Anthonego nie opuściła tyle co sklepu krawieckiego. Te miłe słowa potrafiły nieco rozładować atmosferę i przygotować na to, co miało nadejść. Szkoda tylko, że sytuacja miała się okazać o wiele bardziej upiorna, niżby sobie wcześniej wyobrażała.
Cała ta sytuacja była mocno niepokojąca. Sama do tej pory wiedziała bardzo niewiele, jedynie małe strzępki wiadomości jakie docierały i to bardziej na zasadzie, że mają sprawdzić, co się będzie opłacało. Zero szczegółów, zero konkretnych poleceń czy zadań, a tu nagle jakaś redaktorka wie więcej niż pracownik oddziału. - Ale...jak? Mówił wujek komuś o tym? - zdecydowała się na bardziej bezpośrednie pytanie, chociaż nie spodziewała się do końca szczerej odpowiedzi. Nawet jeśli komuś by powiedział, to na dobrą sprawę mogła być to osoba, z którą lepiej nie zaczynać. Jeśli był to ktoś spoza ich działu, to można by było mówić tu o próbie zszargania reputacji i jakiejś chorej politycznej wojnie. Jeśli natomiast mieli kreta wewnątrz swojego kręgu, to mieli wtedy o wiele większy problem. - Inspektor Bumfuzzle... - w jej głosie dość dobrze było słychać niezadowolenie. Niezbyt przepadała za mężczyzną, niejednokrotnie zamiast pomóc w pracy to jeszcze bardziej ją utrudniał. Obdarzyła Shafiq'a wzrokiem niezadowolonej panny, co w jej sytuacji było największą formą sprzeciwu, na jaką mogła sobie pozwolić. Ten przydział to nie była prośba, a oficjalne polecenie, w cholernie ważnym temacie. - Francuski? Myślałam, że jako stara francuska kolonia będą stronili od tego języka. - nutka kąśliwości wkradła się w jej melodyjny ton, po czym cicho prychnęła. Dla niej nie stanowiło to żadnego problemu, jednak z uwagi na kraj w jakim przebywali, wysyłanie dokumentacji w obcym języku zakrawało o nieprofesjonalność. - Na wrzesień... - zrobiła kolejną przerwę, podczas której upiła nieco herbaty. Gorący, nieco gorzkawy napój, w idealny sposób opisywał ich obecną sytuację. - No dobra, załatwię to. - odparła, kiwając krótko głową. Otrzymała właśnie kolejną ogromną kolumnę papierologii i zawalony spotkaniami grafik na następne dwa miesiące, ale dobrze wiedziała, że skoro mężczyzna przyszedł z tym do niej, i tylko do niej, to wymagało to pewnego stopnia dyskrecji i możliwości wejścia w wiele miejsc bez przyciągania uwagi dziennikarzy.
Wysłuchawszy mężczyznę do końca, zrobiła krótką przerwę na przemyślenia. Przez cały czas patrzyła się w okolice jego twarzy, na zmianę przymrużając i otwierając szerzej oczy. Niezależnie od odpowiedzi, jaką usłyszała wcześniej, postanowiła zapytać się po raz drugi, jednak w inny sposób. - Jakie jest prawdopodobieństwo, że to strona Kambodżańska puściła informację do redakcji? - zakrawało to o teorię spiskową, co nie oznaczało, że taki scenariusz nie mógł wchodzić w grę. Wystarczyło, że któryś z przeciwników arcymaga dowiedział się o tej misji dyplomatycznej i postanowił napsuć krwi obydwu stronom. - W razie czego mogę ją przenocować u siebie w rezydencji. Mamy nieużywany pokój gościnny. - zaproponowała, co by te szuje z gazety nie miały kolejnej gorącej sensacji, jakby księżniczka zatrzymała się u Shafiq'a.
Cała ta sytuacja była mocno niepokojąca. Sama do tej pory wiedziała bardzo niewiele, jedynie małe strzępki wiadomości jakie docierały i to bardziej na zasadzie, że mają sprawdzić, co się będzie opłacało. Zero szczegółów, zero konkretnych poleceń czy zadań, a tu nagle jakaś redaktorka wie więcej niż pracownik oddziału. - Ale...jak? Mówił wujek komuś o tym? - zdecydowała się na bardziej bezpośrednie pytanie, chociaż nie spodziewała się do końca szczerej odpowiedzi. Nawet jeśli komuś by powiedział, to na dobrą sprawę mogła być to osoba, z którą lepiej nie zaczynać. Jeśli był to ktoś spoza ich działu, to można by było mówić tu o próbie zszargania reputacji i jakiejś chorej politycznej wojnie. Jeśli natomiast mieli kreta wewnątrz swojego kręgu, to mieli wtedy o wiele większy problem. - Inspektor Bumfuzzle... - w jej głosie dość dobrze było słychać niezadowolenie. Niezbyt przepadała za mężczyzną, niejednokrotnie zamiast pomóc w pracy to jeszcze bardziej ją utrudniał. Obdarzyła Shafiq'a wzrokiem niezadowolonej panny, co w jej sytuacji było największą formą sprzeciwu, na jaką mogła sobie pozwolić. Ten przydział to nie była prośba, a oficjalne polecenie, w cholernie ważnym temacie. - Francuski? Myślałam, że jako stara francuska kolonia będą stronili od tego języka. - nutka kąśliwości wkradła się w jej melodyjny ton, po czym cicho prychnęła. Dla niej nie stanowiło to żadnego problemu, jednak z uwagi na kraj w jakim przebywali, wysyłanie dokumentacji w obcym języku zakrawało o nieprofesjonalność. - Na wrzesień... - zrobiła kolejną przerwę, podczas której upiła nieco herbaty. Gorący, nieco gorzkawy napój, w idealny sposób opisywał ich obecną sytuację. - No dobra, załatwię to. - odparła, kiwając krótko głową. Otrzymała właśnie kolejną ogromną kolumnę papierologii i zawalony spotkaniami grafik na następne dwa miesiące, ale dobrze wiedziała, że skoro mężczyzna przyszedł z tym do niej, i tylko do niej, to wymagało to pewnego stopnia dyskrecji i możliwości wejścia w wiele miejsc bez przyciągania uwagi dziennikarzy.
Wysłuchawszy mężczyznę do końca, zrobiła krótką przerwę na przemyślenia. Przez cały czas patrzyła się w okolice jego twarzy, na zmianę przymrużając i otwierając szerzej oczy. Niezależnie od odpowiedzi, jaką usłyszała wcześniej, postanowiła zapytać się po raz drugi, jednak w inny sposób. - Jakie jest prawdopodobieństwo, że to strona Kambodżańska puściła informację do redakcji? - zakrawało to o teorię spiskową, co nie oznaczało, że taki scenariusz nie mógł wchodzić w grę. Wystarczyło, że któryś z przeciwników arcymaga dowiedział się o tej misji dyplomatycznej i postanowił napsuć krwi obydwu stronom. - W razie czego mogę ją przenocować u siebie w rezydencji. Mamy nieużywany pokój gościnny. - zaproponowała, co by te szuje z gazety nie miały kolejnej gorącej sensacji, jakby księżniczka zatrzymała się u Shafiq'a.