27.06.2024, 02:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 02:19 przez Jonathan Selwyn.)
– Oh, zawsze mogłabyś mnie zamordować, a potem zażyć truciznę. Jakże byłoby to wtedy szalenie dramatycznie – powiedział do niej z uśmiechem, czując wewnętrzną ulgę na jej słowa. Nah... Każde z nich dożyje późnej starości. Tak, tak będzie na pewno.
Obserwując to jak Charlotte droczyła się nie tylko ze stażystą, ale i nim samym, Jonathan doszedł do wniosku, że gdyby musiał wybrać jeden trunek, jako godną personifkację samej Lottie, zdecydowanie wybrałby miód pitny. Słodki, niepozorny, ale i zasadzający na ludzi podłą pułapkę, tak że w pierwszej chwili się nim zachwycałeś, a w drugiej, gdy już było za późno, orientowałeś się, jak duży błąd popełniłeś wpadając w jego objęcia, bo teraz w twojej głowie panował chaos, który następnego dnia miał przerodzić się w potężny ból.
Musiał jednak przyznać, że było coś pięknego w patrzeniu, jak na twarzy chłopaka pojawiał się szereg kolejnych emocji w zależności od tego co Charlotte właśnie mówiła. I prawdę mówiąc sam Selwyn w pewnym momencie przestraszył się, że pijana przyjaciółką przesadzi. Najwyraźnie jednak nawet w pijaną Charlotte nie powinno się nigdy przestawać wierzyć.
Liam, pobladły, cofnął się o krok patrząc to na czarownicę, to na swojego przełożonego.
– Ja... Ja... – wymamrotał, wyraźnie zmieszany. – Ja... W takim razie bardzo przepraszam. Nie wiedziałem. Jeszcze raz przepraszam. Miłego dnia. – I z tymi słowami, nie czekając, aż ktokolwiek coś jeszcze powie i w akompaniamencie kolejnego grzmotu, wyszedł z pomieszczenia, najwyraźniej zupełnie zapominając o tym, że przecież ambasador Francji czegoś chciał.
Jonathan opadł na kanapę i zerknął na przyjaciółkę.
– Charlotte przysięgam, gdyby nie to, że sprawiłoby to, że nasz ślub straciłby wtedy na wydźwięku, wyszedłbym za ciebie naprawdę tylko po to, bym zobaczył do jakiej zguby by mnie to zaprowadziło – powiedział, machnięciem różdżki przywołując w jej stronę złotą popielniczkę w kształcie łabędzie, którą trzymał specjalnie dla niej, bo przecież sam nie palił. Jakoś nigdy nie mógł się do tego przekonać, nie ważne jak dobrze by wyglądał z papierosem w dłoni. – Mam prosić o naszykowanie ci pościeli pod kolor twoich oczu, czy w jakieś bardziej odpowiednie do twojego wieku różowe kwiatki?
***
Obserwując to jak Charlotte droczyła się nie tylko ze stażystą, ale i nim samym, Jonathan doszedł do wniosku, że gdyby musiał wybrać jeden trunek, jako godną personifkację samej Lottie, zdecydowanie wybrałby miód pitny. Słodki, niepozorny, ale i zasadzający na ludzi podłą pułapkę, tak że w pierwszej chwili się nim zachwycałeś, a w drugiej, gdy już było za późno, orientowałeś się, jak duży błąd popełniłeś wpadając w jego objęcia, bo teraz w twojej głowie panował chaos, który następnego dnia miał przerodzić się w potężny ból.
Musiał jednak przyznać, że było coś pięknego w patrzeniu, jak na twarzy chłopaka pojawiał się szereg kolejnych emocji w zależności od tego co Charlotte właśnie mówiła. I prawdę mówiąc sam Selwyn w pewnym momencie przestraszył się, że pijana przyjaciółką przesadzi. Najwyraźnie jednak nawet w pijaną Charlotte nie powinno się nigdy przestawać wierzyć.
Liam, pobladły, cofnął się o krok patrząc to na czarownicę, to na swojego przełożonego.
– Ja... Ja... – wymamrotał, wyraźnie zmieszany. – Ja... W takim razie bardzo przepraszam. Nie wiedziałem. Jeszcze raz przepraszam. Miłego dnia. – I z tymi słowami, nie czekając, aż ktokolwiek coś jeszcze powie i w akompaniamencie kolejnego grzmotu, wyszedł z pomieszczenia, najwyraźniej zupełnie zapominając o tym, że przecież ambasador Francji czegoś chciał.
Jonathan opadł na kanapę i zerknął na przyjaciółkę.
– Charlotte przysięgam, gdyby nie to, że sprawiłoby to, że nasz ślub straciłby wtedy na wydźwięku, wyszedłbym za ciebie naprawdę tylko po to, bym zobaczył do jakiej zguby by mnie to zaprowadziło – powiedział, machnięciem różdżki przywołując w jej stronę złotą popielniczkę w kształcie łabędzie, którą trzymał specjalnie dla niej, bo przecież sam nie palił. Jakoś nigdy nie mógł się do tego przekonać, nie ważne jak dobrze by wyglądał z papierosem w dłoni. – Mam prosić o naszykowanie ci pościeli pod kolor twoich oczu, czy w jakieś bardziej odpowiednie do twojego wieku różowe kwiatki?