To jedno z ostatnich spotkań u Laurenta w posiadłości, ta pamiętna rozmowa uświadomiły Traversa bardziej w przekonaniu, że powinien znacznie bardziej uważać na relację, jaką zbudował z Prewettem. Odcięcie się, ograniczenie kontaktu nie wchodziło w grę. Za bardzo zwróciłby sobą uwagę, sugerując, że coś mogło się stać. Nie mógł na to sobie pozwolić.
Kiedy więc dostał dość szybko list z zaproszeniem na randkę, nie ukrywał zaskoczenia. Początkowo myślał, że to musi być jakiś chory żart. Ale nie był. Nic mu się w tym liście nie podobało. Lecz poszedł. Pokazał Laurentowi dosłownie, jakie ma podejście do tego typu spotkań. Jeżeli mieli się spotykać, na zasadzie bliższych relacji, to nie mogą być to miejsca publiczne. Pokazał mu, że nie umiał w uczucia, w czułość taką, jaką by oczekiwał po nim Laurent. Chłód tego lata, nie topniał u Nicholasa tak szybko, jak śnieg na wiosnę.
Miałoby się przeczucie, że na tym będzie koniec. Że zrobią sobie przerwę. Ale nie. Laurent Prewett nie dał o sobie tak szybko zapomnieć. Najpewniej współlokator Nicholasa dostrzegł go, kiedy widział Traversa czytającego kolejny list Laurenta z prośbą o spotkanie. Tutaj jednak, sprawa wyglądała na pilną. Czytając treść listu, Niewymowny zmarszczył brwi, decydując się ostatecznie go przyjąć do swojego mieszkania. Bezpieczna przestrzeń dla jego samego. Jakoś nie uśmiechało mu się pojawiać ponownie na ziemiach Abraksanów i Selkie, gdzie nie wiadomo, czego się teraz spodziewać.
Nicholas uprzedził Rodolphusa wcześniej o tym, że będzie miał dzisiejszego dnia gościa. Nie stanowiło to problemu, aby na te kilka godzin, Lestrange wypełnił sobie ten czas w innym miejscu. Była to właśnie niedziela. Dzień wolny od pracy. Ten dzień tygodnia Laurent wybrał na spotkanie.
- Laurent.Przywitał oczekiwanego gościa, otwierając drzwi. Punktualnie. Jakby z zegarkiem czekał pod drzwiami, żeby w odpowiednim momencie dać znać o swojej obecności. Nicholas dostrzegł w jego słowach wypowiedzianą ulgę? Adresu nie pomylił. Travers wciąż mieszkał tutaj.
Otworzył drzwi szerzej, gestem dłoni zapraszając do środka. Sądził, że znając jego gust, podejście do surowości wnętrza i nie posiadania roślin, było już zakodowane w umyśle Laurenta. Ale nie. Musiał wręczyć mu Słonecznika. Czy lubił słoneczniki?
- Tylko na cmentarzu.
Odparł bez cienia żartu. Kwiat dekoracyjny, wyglądem przypominający słońce, jakby chciał rozświetlić ponure miejsca. Mógł próbować tego dokonać na samotnie pozostawianych nagrobkach zmarłych. Zwracając na siebie uwagę.
Kultura nakazywała przyjąć prezent, więc to uczynił Nicholas. Nie wypowiadając tych słów "Dziękuję, nie trzeba było". Może gdyby miał tego nieszczęsnego konia od Rodolphusa, miałby czym go nakarmić.
- Dla spokojności Twojej głowy. Nie musisz przynosić mi prezentu, skoro sam nim jesteś. Wejdź.
Odpowiedział zwyczajnie, odbierając tego słonecznika i czekając aż Laurent wejdzie. Gdy tak się stało, Nicholas zamknął drzwi za nim. Skierował się do części kuchennej, aby wyjąć jedną z wysokich szklanek, żeby nalać wody i wsadzić do niego słonecznika. "Oby szybko zwiędło." – pomyślał. Ale nie okazywał po sobie niczego takiego związanego z niechęcią do posiadania roślin w mieszkaniu. Ostatnio za często się tutaj pojawiały. Nie zapomni tego pierdolonego bukietu, jaki Rodolphus dostał pół miesiąca temu. Dobrze, że szybko zniknął z tego mieszkania.
- Napijesz się czegoś? Herbata? Czy może ze względu na dyskretnie wspomniany przypadek w liście, wolisz coś mocniejszego?
Zapytał uprzejmie, opierając dłonie o biodra czarnych spodni. Na sobie miał czarną koszulę z krótkim rękawem. A mroczny znak, spoczywał ukryty pod zaklęciem maskującym. Tak. U Traversa wciąż dominowała czerń w odzieży, bądź inne zimne kolory. To się nie zmieniło. Podobnie jak samo wnętrze mieszkania. Wciąż zimne barwy, bez dekoracji.