27.06.2024, 07:32 ✶
- Nie planuję eksplodować, nie martw się - zapewniła Brenna, i poklepała ją... siebie... po ramieniu. Była zaniepokojona znacznie bardziej niż Millie, dla której to stanowiło dobrą zabawę, a obce ciało, do którego gospodarki hormonalnej nie nawykła, tylko to potęgowało, ale też Brenna nie miała w zwyczaju wpadać w panikę - przynajmniej póki nie było zagrożone niczyje zdrowie i życie. A chwilowo nie miały pojęcia, czy coś takiego się dzieje.
- Gwiazdko, naprawdę sądzisz, że mój brat nie uznałby, że coś jest nie tak, gdybym siedziała obok niego godzinę i milczała? - roześmiała się. Erik bywał odrobinę naiwny, miał też nadmierne skłonności do ufania ludziom, które Brenna z pewnym zaniepokojeniem zaczęła dostrzegać tak naprawdę dopiero po wybuchu wojny, ale znał swoją siostrę.
Godzinne milczenie nie było dla niej stanem naturalnym. Uznałby najmniej, że obraziłaby się na niego śmiertelnie.
Nie miała nic przeciwko skupianiu się na klątwie. Zresztą jeśli o jego życiu miłosnym nic dobrego nie dało się powiedzieć, tak jej nie istniało, no chyba że uznać by za randki te wyjścia z pracy czy Zakonu, gdy przyciskała kogoś do ziemi, by zakuć go w kajdanki, szkopuł w tym, że raczej potem następowało odczytanie praw albo cios w głowę, nie jakieś romantyczne spotkania. Odprowadziła Millie wzrokiem do lodówki, marszcząc lekko brwi, ale w końcu machnęła na to piwo ręką - zawsze potrzebowała podwójnej porcji eliksirów, jedzenia i alkoholu, więc nie powinno być tak źle po jednym.
- Hej, dzień jeszcze się nie skończył - rzuciła do Basiliusa z rozbawieniem, a potem opadła na wskazaną kanapę. Jakoś ulżyło jej, kiedy zapewnił, że to tymczasowe.
Od paru miesięcy raczej nie przyjmowała od ludzi napojów, a już ma pewno nie eliksirów i jeśli cokolwiek u kogokolwiek piła, to wodę. O tym, że do pewnego stopnia ufała Basiliusowi, najlepiej chyba świadczyło to, że nawet jeśli po sekundzie wahania, to miksturę przyjęła i wypiła.
- Gwiazdko, naprawdę sądzisz, że mój brat nie uznałby, że coś jest nie tak, gdybym siedziała obok niego godzinę i milczała? - roześmiała się. Erik bywał odrobinę naiwny, miał też nadmierne skłonności do ufania ludziom, które Brenna z pewnym zaniepokojeniem zaczęła dostrzegać tak naprawdę dopiero po wybuchu wojny, ale znał swoją siostrę.
Godzinne milczenie nie było dla niej stanem naturalnym. Uznałby najmniej, że obraziłaby się na niego śmiertelnie.
Nie miała nic przeciwko skupianiu się na klątwie. Zresztą jeśli o jego życiu miłosnym nic dobrego nie dało się powiedzieć, tak jej nie istniało, no chyba że uznać by za randki te wyjścia z pracy czy Zakonu, gdy przyciskała kogoś do ziemi, by zakuć go w kajdanki, szkopuł w tym, że raczej potem następowało odczytanie praw albo cios w głowę, nie jakieś romantyczne spotkania. Odprowadziła Millie wzrokiem do lodówki, marszcząc lekko brwi, ale w końcu machnęła na to piwo ręką - zawsze potrzebowała podwójnej porcji eliksirów, jedzenia i alkoholu, więc nie powinno być tak źle po jednym.
- Hej, dzień jeszcze się nie skończył - rzuciła do Basiliusa z rozbawieniem, a potem opadła na wskazaną kanapę. Jakoś ulżyło jej, kiedy zapewnił, że to tymczasowe.
Od paru miesięcy raczej nie przyjmowała od ludzi napojów, a już ma pewno nie eliksirów i jeśli cokolwiek u kogokolwiek piła, to wodę. O tym, że do pewnego stopnia ufała Basiliusowi, najlepiej chyba świadczyło to, że nawet jeśli po sekundzie wahania, to miksturę przyjęła i wypiła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.