27.06.2024, 07:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2024, 15:56 przez Brenna Longbottom.)
rzut komu stanie się kuku, tak pro forma, bo każdy przecież wie, na kogo padniexd
Nie było różdżki.
Expelliarmus Mildred zadziałało poprawnie, ale nic się nie stało i tylko wiatr szarpnął ciemnym płaszczem, przypominającym całun, w który zakuta była osoba na brzegu. Mimo upału nawet kaptur narzuciła na głowę. Było coś dziwnego w tej sylwetce, w sposobie, w jaki stała. Nie odwróciła się, kiedy Moody rzuciła zaklęcie, ani później, kiedy ta wylądowała.
Zamiast tego przechyliła się do przodu i runęła w wodę, jak bezwładna lalka.
*
Thomas zdecydował się podążyć za tropem wiodącym w bok i tym samym skierował się w tę samą stronę, co Jonathan. Brenna, która na słowa Selwyna już ruszała w las, zawahała się, zamarła na moment, niepewna, czy iść za nimi, bo Millie znikła im z oczu pomiędzy drzewami. Jeśli to byłoby tylko zwierzę, Mildred mogła zostać tam sama nad stawem.
Jonathan dostrzegł sylwetkę miedzy drzewami i jej aurę, w której splatały się szarość i czerń. Thomas wyczuwał zapach człowieka i mógł rozpoznać tę samą kobietę, którą spotkali nad stawem. Dzięki temu, że pozostawał w psiej formie, nie przyciągnął jej uwagi, chyba w ogóle go nie zauważyła.
Uniosła rękę, spoglądając w stronę Jonathana i Brenny.
Trudno powiedzieć, dlaczego to ją wybrała na cel - być może był to przypadek, może akurat zdecydowało ustawienie, a może coś w wyglądzie Brenny się jej nie spodobało. Najbliższe drzewo, powalone zaklęciem, pękło z głośnym trzaskiem, lecąc prosto na Longbottom, wciąż stojącą na ścieżce.
Huk przetoczył się po lesie - słyszalny bez wątpienia także dla Millie. Brenna szczęśliwie dla wszystkich zainteresowanych, a najbardziej dla niej, zdołała umknąć przed pniem, skoczyła w bok, przetoczyła się po ziemi i nakryły ją tylko gałęzie, kalecząc twarz i dłonie. Nie widziała jednak z tej pozycji ani Lydii, ani żadnego z mężczyzn, i oni jej nie widzieli, nie mając pojęcia, czy i jak mocno oberwała.
Lydia, która najwyraźniej umykała wcześniej od strony wody (być może się ich spodziewała, niewykluczone, że wypytywanie w wiosce ją zaalarmowało?), teraz zmieniła kierunek: pomknęła pomiędzy roślinami i krzewami, utrudniającymi zobaczenie jej i wycelowanie zaklęciami, ku stawowi.
Pod edycję, af
Termin do 1.07.72
Nie było różdżki.
Expelliarmus Mildred zadziałało poprawnie, ale nic się nie stało i tylko wiatr szarpnął ciemnym płaszczem, przypominającym całun, w który zakuta była osoba na brzegu. Mimo upału nawet kaptur narzuciła na głowę. Było coś dziwnego w tej sylwetce, w sposobie, w jaki stała. Nie odwróciła się, kiedy Moody rzuciła zaklęcie, ani później, kiedy ta wylądowała.
Zamiast tego przechyliła się do przodu i runęła w wodę, jak bezwładna lalka.
*
Thomas zdecydował się podążyć za tropem wiodącym w bok i tym samym skierował się w tę samą stronę, co Jonathan. Brenna, która na słowa Selwyna już ruszała w las, zawahała się, zamarła na moment, niepewna, czy iść za nimi, bo Millie znikła im z oczu pomiędzy drzewami. Jeśli to byłoby tylko zwierzę, Mildred mogła zostać tam sama nad stawem.
Jonathan dostrzegł sylwetkę miedzy drzewami i jej aurę, w której splatały się szarość i czerń. Thomas wyczuwał zapach człowieka i mógł rozpoznać tę samą kobietę, którą spotkali nad stawem. Dzięki temu, że pozostawał w psiej formie, nie przyciągnął jej uwagi, chyba w ogóle go nie zauważyła.
Uniosła rękę, spoglądając w stronę Jonathana i Brenny.
Trudno powiedzieć, dlaczego to ją wybrała na cel - być może był to przypadek, może akurat zdecydowało ustawienie, a może coś w wyglądzie Brenny się jej nie spodobało. Najbliższe drzewo, powalone zaklęciem, pękło z głośnym trzaskiem, lecąc prosto na Longbottom, wciąż stojącą na ścieżce.
Huk przetoczył się po lesie - słyszalny bez wątpienia także dla Millie. Brenna szczęśliwie dla wszystkich zainteresowanych, a najbardziej dla niej, zdołała umknąć przed pniem, skoczyła w bok, przetoczyła się po ziemi i nakryły ją tylko gałęzie, kalecząc twarz i dłonie. Nie widziała jednak z tej pozycji ani Lydii, ani żadnego z mężczyzn, i oni jej nie widzieli, nie mając pojęcia, czy i jak mocno oberwała.
Lydia, która najwyraźniej umykała wcześniej od strony wody (być może się ich spodziewała, niewykluczone, że wypytywanie w wiosce ją zaalarmowało?), teraz zmieniła kierunek: pomknęła pomiędzy roślinami i krzewami, utrudniającymi zobaczenie jej i wycelowanie zaklęciami, ku stawowi.
Pod edycję, af
Rzut PO 1d100 - 77
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Termin do 1.07.72
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.