Było wiele elementów tego otoczenia i tej sytuacji wpływających na to, że skupienie było problematyczne. Im dłużej i dalej płynęli tym Laurent miał coraz większą ochotę zawrócić. No bo co z Cyrilem? Co z Esme i Geraldine? Czy oni byli bezpieczni? Zawracanie mądre nie było - ta trójka miała większe szanse na bezpieczeństwo, jeśli zabezpieczą sytuację tutaj. Mugol w bańce też wcale nie prezentował się zachęcająco, żeby go zostawiać. Zabrać go ze sobą, pomóc mu, wydobyć ponad powierzchnię... lecz znów - dopóki sytuacja tutaj nie zostanie uporządkowana próby wyrywania go z tego miejsca były bez sensu. Perseus miał rację: później. Wszystko trzeba było zostawić na później w obliczu sprawy, jaką mieli się zająć. Wypłynął nieco bardziej do przodu, bliżej Leartesa. Miał ochotę mu mówić, żeby zaczął się śpieszyć. Żeby przyśpieszył, żeby wywiązał się ze swojego zadania, żeby w końcu wypełnili część tego, co zrobić mieli. Czy to naprawdę jakaś mara dręczyła to miejsce i Adrię, czy to jej własny umysł zawiózł ją na próg zdrady? Perseus mógł im to powiedzieć. Mógł przekonać się, czy ten fiolet, czymkolwiek był, chronił ją, czy może czerń przynosiła jej takie same myśli, jakie przynosiła Laurentowi? Łudził się, że to było to. Powinien dawno wyleczyć się z naiwności, ale ona ciągle i uparcie wracała.
Niepokój uderzył w jego serce jak dzwon, gdy pojawiło się poruszenie. Niecierpliwość i napięcie rozpłynęły się po jego żyłach. Szybciej. Nie wiemy, co się dzieje, nie wiemy dokładnie, gdzie jesteśmy, nie wiemy, co czeka nas na końcu drogi. Pod wyspą - być może. W zasadzie to była bardzo trafna uwaga i spostrzeżenie od Victorii. Czy to nie na wyspie był Owen? Szukał czegoś, badał, może miało to coś wspólnego z trytonami? Tylko gdzie się podział, skoro zniknął? Teraz bardziej przejmował się tym, gdzie Esme i Geraldine zniknęli i się podziali.