27.06.2024, 11:38 ✶
The Linnet miała trochę racji, ale nie mógł jej przecież tej racji przyznać. Uniósł się na rękach i wydął policzki w świętym oburzeniu, a potem wskazał na kobietę paluchem.
- Słuchaj no, ten wóz to był przypadek, okej? Skąd miałem wiedzieć, że w instrukcji były podane dwie różne miary? Każdy normalny człowiek pisze całą w jednej miarze, a nie w dwóch różnych, każdemu by się zdarzyło - wyjaśnił oburzony, chociaż doskonale wiedział, że gdyby tylko był uważniejszy, to do wypadku by nie doszło. Zresztą dostał już za swoje od reszty, teraz naprawdę uważał i dwa razy czytał instrukcje. I to prawie zawsze. A tę, o której mówił teraz, to robił sam, a nie był aż takim idiotą, by zapisywać składniki "na oko".
Sięgnął po kukurydzę i wpakował ją sobie do gęby.
- Będziesz miał, i to takie które nie spalą ci gaci na tyłku. Kolorowe, tylko musisz mi powiedzieć który barwnik dorzucić, bo nie wiem czy wolisz róż, czy może wściekły pomarańcz - ten róż był, kurde, problematyczny. Najlepiej wychodził czerwony, ale pomarańczowy też był dość naturalny. Miał nadzieję, że Flynn wybierze jakiś inny kolor, bo być może faktycznie będzie trzeba potem latać z wiadrami z wodą. - Który auror?
Przeniósł spojrzenie na The Beast, unosząc brwi tak wysoko, że niemal kociej mordy dostał. Był na Lithe, ale był wtedy z Elaine i był zbyt zajęty kradnięciem dla niej ślicznych kolczyków i zawieszki, którą teraz z dumą nosiła. No i potem odrobinę oszukiwał, by wygrać dla niej pluszaka. Cośtam słyszał, że Edge i Beast się poszarpali z jakimś starym dziadem, ale jakoś dziwnym trafem nikt mu nic nie mówił o tym więcej. I pewnie teraz też nie powie, bo mimo swojego upośledzenia emocjonalnego wyraźnie czuł, że Alexander nie jest w nastroju do żartów.
- Mmm faktycznie. Mogliby się wystraszyć, zwłaszcza jak się coś dziwnego tam odpierdoli - przyznał rację Fiery, robiąc nieco zakłopotaną minę. Nie pomyślał o tym, że jej bracia mogą się zestresować tłumem. Zwłaszcza że tak chyba miały być dzieciaki? A one lubiły pchać łapy w paszczę lwa. - Karty...
Mruknął z pełnymi ustami, przenosząc spojrzenie na Alexandra. To nie było jakoś specjalnie porywające, tak szczerze. On by się pewnie zanudził na śmierć. Chciał zaproponować wypad do Londynu, ale przypomniało mu się, że ostatnio jak tam polazł, to spotkał jednego z dawnych kolegów w szkole. Westchnął.
- Ja nie wiem, pójdę i zrobię to, co wy. Tylko może niech to będzie coś fajnego, co? Porzucałbym nożami do celu - tylko nie żywego, bo wtedy to będą wzywać nie aurorów, a uzdrowicieli.
- Słuchaj no, ten wóz to był przypadek, okej? Skąd miałem wiedzieć, że w instrukcji były podane dwie różne miary? Każdy normalny człowiek pisze całą w jednej miarze, a nie w dwóch różnych, każdemu by się zdarzyło - wyjaśnił oburzony, chociaż doskonale wiedział, że gdyby tylko był uważniejszy, to do wypadku by nie doszło. Zresztą dostał już za swoje od reszty, teraz naprawdę uważał i dwa razy czytał instrukcje. I to prawie zawsze. A tę, o której mówił teraz, to robił sam, a nie był aż takim idiotą, by zapisywać składniki "na oko".
Sięgnął po kukurydzę i wpakował ją sobie do gęby.
- Będziesz miał, i to takie które nie spalą ci gaci na tyłku. Kolorowe, tylko musisz mi powiedzieć który barwnik dorzucić, bo nie wiem czy wolisz róż, czy może wściekły pomarańcz - ten róż był, kurde, problematyczny. Najlepiej wychodził czerwony, ale pomarańczowy też był dość naturalny. Miał nadzieję, że Flynn wybierze jakiś inny kolor, bo być może faktycznie będzie trzeba potem latać z wiadrami z wodą. - Który auror?
Przeniósł spojrzenie na The Beast, unosząc brwi tak wysoko, że niemal kociej mordy dostał. Był na Lithe, ale był wtedy z Elaine i był zbyt zajęty kradnięciem dla niej ślicznych kolczyków i zawieszki, którą teraz z dumą nosiła. No i potem odrobinę oszukiwał, by wygrać dla niej pluszaka. Cośtam słyszał, że Edge i Beast się poszarpali z jakimś starym dziadem, ale jakoś dziwnym trafem nikt mu nic nie mówił o tym więcej. I pewnie teraz też nie powie, bo mimo swojego upośledzenia emocjonalnego wyraźnie czuł, że Alexander nie jest w nastroju do żartów.
- Mmm faktycznie. Mogliby się wystraszyć, zwłaszcza jak się coś dziwnego tam odpierdoli - przyznał rację Fiery, robiąc nieco zakłopotaną minę. Nie pomyślał o tym, że jej bracia mogą się zestresować tłumem. Zwłaszcza że tak chyba miały być dzieciaki? A one lubiły pchać łapy w paszczę lwa. - Karty...
Mruknął z pełnymi ustami, przenosząc spojrzenie na Alexandra. To nie było jakoś specjalnie porywające, tak szczerze. On by się pewnie zanudził na śmierć. Chciał zaproponować wypad do Londynu, ale przypomniało mu się, że ostatnio jak tam polazł, to spotkał jednego z dawnych kolegów w szkole. Westchnął.
- Ja nie wiem, pójdę i zrobię to, co wy. Tylko może niech to będzie coś fajnego, co? Porzucałbym nożami do celu - tylko nie żywego, bo wtedy to będą wzywać nie aurorów, a uzdrowicieli.