Cóż, nie zamierzała udzielać praktycznie obcej osobie informacji na temat tego, jak bardzo pojebane było jej życie aktualnie. Im mniej osób o tym wiedziało - tym lepiej. Mogła uniknąć plotek na temat swojej rodziny, przynajmniej tych bardziej szczegółowych. Zdawała sobie sprawę, że nie uniknie gadania o Thoranie, bo zbyt wielu osobom rzucił się w oczy, żeby wszyscy o tym milczeli, mimo wszystko próbowała sprzątać bałagan który powodował. Miała chyba zadatki na głowę rodziny, bo naprawdę mocno angażowała się w to, jak wyglądała ich sytuacja na tle innych. Przejmowała się tym, niosła ciężar na swoich barkach, mimo, że to na nią polował jej bliźniak i to chyba przede wszystkim tym powinna się przejmować. Jak widać nie do końca potrafiła olać całą resztę.
- Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć. - Cóż, wiedziała, że prędzej, czy później dojdzie do ich starcia, wiedziała, że nie będzie to łatwe, dobre słowo na pewno się przyda.
- Wiem, gdzie go szukać, albo on wie, gdzie mnie szukać, kiedy faktycznie go potrzebuję. - Dziwna to była więź, no ale byli bliźniakami, chyba powinno to dokładnie tak działać.
Dostrzegła talię kart, którą położył na stole. Przewróciła przy tym oczami, bo właściwie, powinna się tego spodziewać, był w końcu wróżbitą, ale po tym, jak Florence powiedziała jej, że nie widzi u niej żadnej przyszłości wolała nie kusić losu, nie sprawdzać tego ponownie. Za bardzo wtedy to wszystko przeżyła, aby do tego wracać. Nie mówiła jednak póki co nic na temat tych kart, może wypadałoby, aby schowała dumę do kieszeni i pozwoliła mu wróżyć.
- Zachowanie dyskrecji brzmi jak dobre rozwiązanie. - Najwyraźniej żadna ze stron nie chciała dzielić się z nikim tym incydentem, co było w sumie zrozumiałe. Lepiej dla nich, aby ludzie nie węszyli wokół tej sprawy, szczególnie, że dotyczyło to jakichś prywatnych zapisków Dołohova, ciekawe, czego chciał chronić, z drugiej strony nie było to szczególnie dla niej istotne. Nie obchodzili jej wróżbici, ani ich tajemnice.