27.06.2024, 14:15 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 14:22 przez Charlotte Kelly.)
- Jestem oburzona samą sugestią, że gdybym zechciała zrobić mu krzywdę, zdołałby się przede mną obronić - oświadczyła Charlotte, która nie miała wstydu, i żadne wyciąganie żenujących historyjek nie zdołałaby jej poruszyć. Opowieści o wywoływaniu ducha babci albo zmuszania urzędnika do przenoszenia rzeczy? Była raczej z nich dumna! - Ja, skarbie, planuję żyć wiecznie. A gdyby ten plan nie zadziałał, zapiszę moje ciało nauce, żeby nie marnowało się w jakimś tam grobowcu - odparła z żelaznym spokojem i w tym wypadku ciężko było powiedzieć, na ile mówiła poważnie. Niewykluczone, że całkiem, bo Charlotte nigdy nie była szczególnie sentymentalna (co nie oznaczało jednak bezuczuciowej, przecież bardzo lubiła swoich przyjaciół oraz swoje dzieci), od lat pracowała w Komnacie Śmierci i na pewne rzeczy patrzyła... inaczej.
Na pogawędki na ten temat skończył się jednak czas, ponieważ rośliny postanowiły ich zabić.
I pół biedy, kiedy chciały po prostu złapać ją za rękę albo atakowały z furią tarczę. Jedna z nich postanowiła ukraść jej dziecko. Jej dziecko! I to najstarszego syna! Niech sobie kradną pierworodnych jakimś mugolkom, co ich przyhandlowują za garść złotej słomy!
Charlotte syknęła z wściekłością, celując w rośliny, by za pomocą transmutacji sprawić, że zaczną usychać, a chwilę później machnęła różdżką, otaczając syna ochronną tarczą. I było to protego iście popisowe, z gatunku tych, przez które przedarłaby się co najwyżej avada: Kelly może i nie celowała szczególnie w pojedynkach, ale najwyraźniej kiedy była zła, potrafiła użyć paru naprawdę potężnych zaklęć. Gdy bluszcz zaczął usychać, ruszyła pośpiesznie w stronę Jessiego, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie uszkodził – naprawdę, nie po to męczyła się kilka miesięcy z ciążą, a potem z opieką nad niemowlakiem, żeby teraz tak po prostu sobie umarł, rozbijając głowę na jakimś cmentarzu!
– Jesteś cały, Jessie? – spytała, przyklękając przy nim i marszcząc czoło z wyraźnym niezadowoleniem. – Chyba odłożymy wizytę u ghula na później. To skandal, że Ministerstwo pozwala na to, by takie rośliny szalały po cmentarzu i atakowały absolutnie niewinnych przechodniów.
Pod edycję
Na pogawędki na ten temat skończył się jednak czas, ponieważ rośliny postanowiły ich zabić.
I pół biedy, kiedy chciały po prostu złapać ją za rękę albo atakowały z furią tarczę. Jedna z nich postanowiła ukraść jej dziecko. Jej dziecko! I to najstarszego syna! Niech sobie kradną pierworodnych jakimś mugolkom, co ich przyhandlowują za garść złotej słomy!
Charlotte syknęła z wściekłością, celując w rośliny, by za pomocą transmutacji sprawić, że zaczną usychać, a chwilę później machnęła różdżką, otaczając syna ochronną tarczą. I było to protego iście popisowe, z gatunku tych, przez które przedarłaby się co najwyżej avada: Kelly może i nie celowała szczególnie w pojedynkach, ale najwyraźniej kiedy była zła, potrafiła użyć paru naprawdę potężnych zaklęć. Gdy bluszcz zaczął usychać, ruszyła pośpiesznie w stronę Jessiego, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie uszkodził – naprawdę, nie po to męczyła się kilka miesięcy z ciążą, a potem z opieką nad niemowlakiem, żeby teraz tak po prostu sobie umarł, rozbijając głowę na jakimś cmentarzu!
– Jesteś cały, Jessie? – spytała, przyklękając przy nim i marszcząc czoło z wyraźnym niezadowoleniem. – Chyba odłożymy wizytę u ghula na później. To skandal, że Ministerstwo pozwala na to, by takie rośliny szalały po cmentarzu i atakowały absolutnie niewinnych przechodniów.
Pod edycję
Rzut O 1d100 - 64
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!