Nie spodziewał się niczyich odwiedzin. Z jednej strony samotne życie nie było takie złe, ale miało też swoje dobijające strony. Na przykład takie, że nikt się o ciebie nie martwi, gdy coś ci się stanie. Leżąc na sali szpitalnej poczuł kilka razy ukłucie zazdrości, gdy widział rodziny innych pacjentów, którzy naprawdę troszczyli się o swoich bliskich. Czasem był to smutek, czasem śmiech, ale to wszystko było spowodowane tym, że komuś na kimś zależało. Peregrin nie miał jeszcze takiej osoby, a ostatnia kandydatka do tej roli, właśnie została wybita mu z głowy, i to dosłownie.
- To dłuższa historia, ale mówiąc w skrócie... - Nie chciał opowiadać jej od razu całej historii swojego życia, ale też nie wstydził się pobicia. Nie chciał się też zniżać do poziomu historii o upadku pod prysznicem, więc naprawdę zastanawiał się kilka długich sekund nad tym, jak krótko i zwięźle odpowiedzieć.
- Komuś nie spodobało się, że zadaję się z mugolami. - Nie zamierzał wspominać o tym, że te stosunki były dość zażyłe, bo to była już jego prywatna sprawa. Cały czas będąc w pozycji półsiedzącej, zrobił sobie przerwę na wgryzienie się w pączka.
- Szczerze mówiąc byłoby o wiele prościej, gdyby to rzeczywiście był jakiś niebezpieczny stwór, ale nie zawsze ma się to szczęście. - Zażartował i nawet sam się uśmiechnął. Starał się robić dobrą minę do złej gry, bo dopiero niedawno poukładał sobie to wszystko w głowie. Wciąż jeszcze nachodziły go wątpliwości, czy poddać się presji i zerwać znajomość, ale na razie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że to będzie najlepsza decyzja. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że gazety otwarcie pisały już o narastających antymugolskich nastrojach.
- No, patrzysz na żywy dowód tego, że to się dzieje. - Nie był to chwalebny tytuł, ale można było powiedzieć, że McGonagall był jedną z pierwszych ofiar radykałów, którzy dopiero zaczynali zaznaczać swoją obecność w czarodziejskim świecie.
- Nie chce mi się wierzyć, że ktoś taki znalazł tyle poparcia w społeczeństwie. - Pomimo tego, że Vodemort mocno spolaryzował magów na "za i przeciw", to nie był w swojej wizji odosobniony. Właśnie to, że udało mu się zebrać wokół siebie zwolenników swoich idei, spowodowało, że zrobiło się o nim głośno.
- Sam jestem półkrwi i co z tego? Powinien się gdzieś wynieść z tą swoją sektą, zamiast wtykać nos do łóżka innym ludziom. - Powiedział trochę zirytowany, bo dotyczyło go to nie tylko jako maga półkrwi właśnie, ale również kogoś, komu chciano ograniczyć wolność. W niemagicznym Londynie spędził już kawał swojego wolnego czasu i nie wyobrażał sobie tej wizji szaleńca, którą opisywano w gazetach.