28.06.2024, 02:03 ✶
Uśmiechnął się na jego słowa i gdyby nie to, że w obecnej chwili nic więcej nie przychodziło mu do głowy, to zdecydowanie opowiedziałby jeszcze kolejne historie o Charlotte, która pewnie potem wyrzuciłaby mu, że znowu gada o wszystkim jak popadnie, ale było to poświęcenie na jakie był gotowy.
– Jakbyś chciał, to nie widzę powodu czemu nie. Ludzie w ten sposób podobno adoptują też pszczoły, a na dobrą sprawę smoki mają z pszczołami naprawdę dużo wspólnego. – Na przykład miały skrzydła. Merlinie, jak dobrze, że Anthony nie potrafił grzebać mu w myślach, bo za takie stwierdzenie już z pewnością straciłby pracę. – Twoja matka? Hm... Pewnie coś, że cię rozpieszczam i do reszty zwariowałem – powiedział rozbawiony. Oczywiście, że rozpieszczał chrześniaka i jego rodzeństwo. Od tego przecież był. Ale był też wręcz przekonany, że gdyby on sam miał dzieci, Charlotte zachowywałaby się wobec nich w taki sam sposób, jak on teraz, ale jednak nie zamierzał zrobić dziecka tylko po to, by przekonać się, czy naprawdę miał rację.
Wołania chrześniaka nie powstrzymały go przed ruszeniem na misję ratunkową. W końcu, chociaż Hogwart skończył już lata temu, na zawsze pozostał Gryfonem z delikatnym kompleksem bohatera. Nawet nie zauważył, jak bardzo wychylił się do przodu w próbie złapania czworonoga, ale... Udało. Po chwili dostrzegł unoszącego się coraz wyżej psa, którego szybko złapał i uśmiechnięty odwrócił się w chrześniaka z triumfem w oczach. Zwierzak był chyba na razie zbyt zszokowany wszystkim co się działo, aby jakkolwiek się wyrywać.
– Jessie, czy hm... – zaczął idąc w stronę młodszego Kelly, tak by oboje znaleźli się nieco dalej od mostu i otaczającej go ponurej mgły. Nie miał pojęcia na co tak szczekał pies, ani czemu postanowił rzucić się w objęcia śmierci, ale nie miał zamiaru ryzykować, że nagle coś takiego stanie się z nim samym, czy też przede wszystkim z samym Jessim czego już by sobie nigdy nie wybaczył. – Mógłbyś wyczarować jakąś obrożę i smycz? Nie chciałbym powtórki z sytuacji sprzed chwili.
– Jakbyś chciał, to nie widzę powodu czemu nie. Ludzie w ten sposób podobno adoptują też pszczoły, a na dobrą sprawę smoki mają z pszczołami naprawdę dużo wspólnego. – Na przykład miały skrzydła. Merlinie, jak dobrze, że Anthony nie potrafił grzebać mu w myślach, bo za takie stwierdzenie już z pewnością straciłby pracę. – Twoja matka? Hm... Pewnie coś, że cię rozpieszczam i do reszty zwariowałem – powiedział rozbawiony. Oczywiście, że rozpieszczał chrześniaka i jego rodzeństwo. Od tego przecież był. Ale był też wręcz przekonany, że gdyby on sam miał dzieci, Charlotte zachowywałaby się wobec nich w taki sam sposób, jak on teraz, ale jednak nie zamierzał zrobić dziecka tylko po to, by przekonać się, czy naprawdę miał rację.
Wołania chrześniaka nie powstrzymały go przed ruszeniem na misję ratunkową. W końcu, chociaż Hogwart skończył już lata temu, na zawsze pozostał Gryfonem z delikatnym kompleksem bohatera. Nawet nie zauważył, jak bardzo wychylił się do przodu w próbie złapania czworonoga, ale... Udało. Po chwili dostrzegł unoszącego się coraz wyżej psa, którego szybko złapał i uśmiechnięty odwrócił się w chrześniaka z triumfem w oczach. Zwierzak był chyba na razie zbyt zszokowany wszystkim co się działo, aby jakkolwiek się wyrywać.
– Jessie, czy hm... – zaczął idąc w stronę młodszego Kelly, tak by oboje znaleźli się nieco dalej od mostu i otaczającej go ponurej mgły. Nie miał pojęcia na co tak szczekał pies, ani czemu postanowił rzucić się w objęcia śmierci, ale nie miał zamiaru ryzykować, że nagle coś takiego stanie się z nim samym, czy też przede wszystkim z samym Jessim czego już by sobie nigdy nie wybaczył. – Mógłbyś wyczarować jakąś obrożę i smycz? Nie chciałbym powtórki z sytuacji sprzed chwili.