28.06.2024, 15:37 ✶
– Każda zmarszczka na mojej twarzy to więc sprawka twoja, twojego rodzeństwa i twoich wujków – oświadczyła Charlotte. Na jej twarzy były bardzo drobniutkie zmarszczki, niemal niewidoczne głównie dzięki specyfikom Potterów, i nie lubiła na nie patrzeć ani o nich myśleć. Ale też tak mocno wierzyła w swoją urodę, że nie przejmowała się specjalnie docinkami czy żartami na ten temat.
*
– Pokaż głowę – zażądała, sięgając ku rzeczonej głowie, by ostrożnie sprawdzić, czy na potylicy nie ma krwi, rozcięć ani wychodzącej opuchlizny. Charlotte może bardzo niewiele brakowało do psychopatki, ale jednak zdrowie pierworodnego syna było jedną z tych zaledwie paru rzeczy bardziej dla niej istotnych niż oględziny szczątek ghula. Nie była może medykiem, ale godziny spędzane w komnacie śmierci sprawiały, że doskonale wiedziała, jak bardzo kruche bywa ludzkie ciało, zwłaszcza w obliczu uderzeń w głowę. – Nie masz zaburzeń wzroku? – upewniła się jeszcze, zanim opuściła dłonie i nieco podejrzliwie spojrzała na pobliskie rośliny. Gdyby wzrok mógł zabijać, jak nic na cmentarzu nie zostałoby ani jedno żywe źdźbło trawy.
- Nie jestem pewna, czy to zabezpieczenia grobowca. Roślina, która cię zaatakowała, wyrasta obok sąsiedniego grobu – powiedziała w końcu, podnosząc się i wyciągając do niego rękę, by pomóc się mu dźwignąć. Była odrobinę zirytowana, bo to zjawisko psuło jej plany, ale też kariera naukowca uczyła odrobiny cierpliwość. – Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi szczątki ghula nigdzie sobie stąd nie pójdą, a mnie nie podoba się to, jak mocno uderzyłeś się w głowę. I chętnie pobiorę na razie próbkę tych roślin, chcę sprawdzić, dlaczego zachowywały się w ten sposób.
To znaczy, sama nie znała się na roślinach specjalnie, ale już w jej Komnacie były osoby, które się w tym specjalizowały, a samo zjawisko mogło równie dobrze być dziwnym zabezpieczeniem grobowca, jak i kolejnym z objawów przedziwnej magii Beltane.
– Ten cały Voldemort naprawdę jest niesamowicie irytujący – mruknęła, bardziej do siebie niż do syna. Zwykle nie wypowiadała się na tematy dotyczące śmierciożerców czy czystości krwi, ale naprawdę, jeżeli to znowu rośliny szalejące po tym, jak ten drań popsuł majowy sabat, to już przechodziło wszelkie granice! Żeby nie można było spokojnie szabrować cmentarzy, bo coś cię na nich spróbuje zeżreć.
*
– Pokaż głowę – zażądała, sięgając ku rzeczonej głowie, by ostrożnie sprawdzić, czy na potylicy nie ma krwi, rozcięć ani wychodzącej opuchlizny. Charlotte może bardzo niewiele brakowało do psychopatki, ale jednak zdrowie pierworodnego syna było jedną z tych zaledwie paru rzeczy bardziej dla niej istotnych niż oględziny szczątek ghula. Nie była może medykiem, ale godziny spędzane w komnacie śmierci sprawiały, że doskonale wiedziała, jak bardzo kruche bywa ludzkie ciało, zwłaszcza w obliczu uderzeń w głowę. – Nie masz zaburzeń wzroku? – upewniła się jeszcze, zanim opuściła dłonie i nieco podejrzliwie spojrzała na pobliskie rośliny. Gdyby wzrok mógł zabijać, jak nic na cmentarzu nie zostałoby ani jedno żywe źdźbło trawy.
- Nie jestem pewna, czy to zabezpieczenia grobowca. Roślina, która cię zaatakowała, wyrasta obok sąsiedniego grobu – powiedziała w końcu, podnosząc się i wyciągając do niego rękę, by pomóc się mu dźwignąć. Była odrobinę zirytowana, bo to zjawisko psuło jej plany, ale też kariera naukowca uczyła odrobiny cierpliwość. – Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi szczątki ghula nigdzie sobie stąd nie pójdą, a mnie nie podoba się to, jak mocno uderzyłeś się w głowę. I chętnie pobiorę na razie próbkę tych roślin, chcę sprawdzić, dlaczego zachowywały się w ten sposób.
To znaczy, sama nie znała się na roślinach specjalnie, ale już w jej Komnacie były osoby, które się w tym specjalizowały, a samo zjawisko mogło równie dobrze być dziwnym zabezpieczeniem grobowca, jak i kolejnym z objawów przedziwnej magii Beltane.
– Ten cały Voldemort naprawdę jest niesamowicie irytujący – mruknęła, bardziej do siebie niż do syna. Zwykle nie wypowiadała się na tematy dotyczące śmierciożerców czy czystości krwi, ale naprawdę, jeżeli to znowu rośliny szalejące po tym, jak ten drań popsuł majowy sabat, to już przechodziło wszelkie granice! Żeby nie można było spokojnie szabrować cmentarzy, bo coś cię na nich spróbuje zeżreć.