28.06.2024, 15:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2024, 15:59 przez Bard Beedle.)
Z roztoczonej przez Erika zasłony dobył się wrzask irytacji, a gdy hebanowa różdżka przeciwniczki trafiła w jego dłonie, dopiero wtedy zza ciemnej chmury wyłoniła się rozczapierzona biała dłoń czołgającej się ku niemu Phoenix.
Uniósł obie różdżki w górę, przeciwnik został rozbrojony. Pojedynek zakończony.
Kobieta dźwignęła się, jej ciało było naprężone, jakby gotujące się do skoku, jakby dla niej wyzwanie wciąż trwało, nawet jeśli nie na magię, to na siłę mięśni. Nawet jeżeli pod tym względem nie miała z Longbottomem najmniejszych szans. Mężczyzna mógł być pewien, że sekundy dzieliły ich od ponownego ataku.
A wtedy rozbrzmiał głośny sygnał oznaczający koniec pojedynku. W sali wybrzmiewał wzmocniony głos sędziego ogłaszający zwycięstwo Longbottoma. Wzniósł się zwyczajowy rejwach, oklaski, pokrzykiwania uznania dla refleksu i szybkiego ciągu zaklęć. Tymczasem czarne źrenice pochylonej, wciąż wściekłej Black były utkwione w nim, nieprzerwanie. W końcu drgnęła i podeszła, ale nie po to by znów, zgodnie ze zwyczajem uścisnąć sobie dłoń. Gwałtownie wyrwała mu swoją różdżkę z dłoni.
– To nie koniec. Kiedyś... kiedyś spotkamy się znów, a wtedy pozostanie po Tobie tylko krwawa plama. – syknęła przez zaciśnięte zęby tak, że tylko Erik mógł ją usłyszeć, po czym odwróciła się i bez słowa opuściła Klub pojedynkowy, by nigdy więcej się w nim nie pojawić...
Uniósł obie różdżki w górę, przeciwnik został rozbrojony. Pojedynek zakończony.
Kobieta dźwignęła się, jej ciało było naprężone, jakby gotujące się do skoku, jakby dla niej wyzwanie wciąż trwało, nawet jeśli nie na magię, to na siłę mięśni. Nawet jeżeli pod tym względem nie miała z Longbottomem najmniejszych szans. Mężczyzna mógł być pewien, że sekundy dzieliły ich od ponownego ataku.
A wtedy rozbrzmiał głośny sygnał oznaczający koniec pojedynku. W sali wybrzmiewał wzmocniony głos sędziego ogłaszający zwycięstwo Longbottoma. Wzniósł się zwyczajowy rejwach, oklaski, pokrzykiwania uznania dla refleksu i szybkiego ciągu zaklęć. Tymczasem czarne źrenice pochylonej, wciąż wściekłej Black były utkwione w nim, nieprzerwanie. W końcu drgnęła i podeszła, ale nie po to by znów, zgodnie ze zwyczajem uścisnąć sobie dłoń. Gwałtownie wyrwała mu swoją różdżkę z dłoni.
– To nie koniec. Kiedyś... kiedyś spotkamy się znów, a wtedy pozostanie po Tobie tylko krwawa plama. – syknęła przez zaciśnięte zęby tak, że tylko Erik mógł ją usłyszeć, po czym odwróciła się i bez słowa opuściła Klub pojedynkowy, by nigdy więcej się w nim nie pojawić...