28.06.2024, 20:03 ✶
- Czasami to są wbrew pozorom synonimy - odpowiedział, ale nie zamierzał drążyć dalej tematu, nie czuł się w jakiejkolwiek pozycji aby móc wygłaszać kazania Brennie na temat mszczenia się. Sam nie był pewien czy nie odpłaciłby piękny za nadobne tym, którzy zabili Jasona. Zdawał sobie sprawę, że oni powinni być tymi dobrymi, którzy nie szukają sposobu jak tylko kogoś zabić. Ale czy faktycznie można było przejść całą wojnę i zmienić mrok w jasność za pomocą kilku ogłuszaczy i wrzucając wszystkich do Azkabanu?
W obliczu zagrożenia nic nie było czarno-białe, wszystko zaczynało się zlewać w jedno i coś co jeszcze kiedyś wydawało się tak proste do rozróżnienia, teraz już takie nie było.
W cieniu tej wojny żyli oni, nie będący czystą manifestacją jasności, którą był Dumbledore ale tacy jak i Brenna? Idealne osoby, które były zdolne ryzykować swoje życie aby walczyć w imię dobra. Czasami miał wrażenie, że byli tylko pionkami rzuconymi na planszę bez żadnego planu, gotowi do poświęcenia. Z jednego zdawał sobie za to sprawę, że wojna nie pozostawi ich tak niewinnymi jak mogłoby się im wydawać, ale nie była to cena, której nie był gotów zapłacić za ochronę swoich bliskich przed najgorszym. Czymże było ubrudzić sobie ręce, byleby tylko innym pozwolić przeżyć bez doświadczenia okrucieństwa wojny? Niska cena, którą był gotów zapłacić.
Popatrzył jeszcze raz na grób przez chwilę nim odwrócił wzrok ku niebu. Kiedyś wszystko było prostsze, największym zmartwieniem było to czy zdąży się napisać wypracowanie na eliksiry czy transmutację. Dzisiaj? Wszystko było o wiele trudniejsze, czasami chętnie by wrócił do młodzieńczych lat, właśnie dla tego poczucia beztroski.
I tak stali oni, muszący poradzić sobie z utratą przyjaciela - zapewne nie jedynego w czasie trwania tej wojny. Miał świadomość, że nie była to droga bez wyrzeczeń ani bezpieczna - chyba każdy biorący aktywny udział w działaniach Zakonu zdawał sobie z tego sprawę. Nijak to nie ułatwiało faktu pogodzenia się ze stratą jednego z nich.
- Widziałem niedaleko pub - mruknął jakby chcąc w miarę nieinwazyjnie przerwać ciszę, dobrze znał siebie i wiedział ,ze jeśli potrwa ona choć trochę dłużej to palnie jakiś żart - zawsze to robił w najmniej odpowiednich momentach. Ale cóż mógł poradzić, tak radził sobie z niezręcznymi sytuacjami. - Moglibyśmy wypić kufel czy szklankę za Jasona - dodał po kilku sekundach bo przecież Brenna mogła nie zrozumieć jego skrótu myślowego.
W obliczu zagrożenia nic nie było czarno-białe, wszystko zaczynało się zlewać w jedno i coś co jeszcze kiedyś wydawało się tak proste do rozróżnienia, teraz już takie nie było.
W cieniu tej wojny żyli oni, nie będący czystą manifestacją jasności, którą był Dumbledore ale tacy jak i Brenna? Idealne osoby, które były zdolne ryzykować swoje życie aby walczyć w imię dobra. Czasami miał wrażenie, że byli tylko pionkami rzuconymi na planszę bez żadnego planu, gotowi do poświęcenia. Z jednego zdawał sobie za to sprawę, że wojna nie pozostawi ich tak niewinnymi jak mogłoby się im wydawać, ale nie była to cena, której nie był gotów zapłacić za ochronę swoich bliskich przed najgorszym. Czymże było ubrudzić sobie ręce, byleby tylko innym pozwolić przeżyć bez doświadczenia okrucieństwa wojny? Niska cena, którą był gotów zapłacić.
Popatrzył jeszcze raz na grób przez chwilę nim odwrócił wzrok ku niebu. Kiedyś wszystko było prostsze, największym zmartwieniem było to czy zdąży się napisać wypracowanie na eliksiry czy transmutację. Dzisiaj? Wszystko było o wiele trudniejsze, czasami chętnie by wrócił do młodzieńczych lat, właśnie dla tego poczucia beztroski.
I tak stali oni, muszący poradzić sobie z utratą przyjaciela - zapewne nie jedynego w czasie trwania tej wojny. Miał świadomość, że nie była to droga bez wyrzeczeń ani bezpieczna - chyba każdy biorący aktywny udział w działaniach Zakonu zdawał sobie z tego sprawę. Nijak to nie ułatwiało faktu pogodzenia się ze stratą jednego z nich.
- Widziałem niedaleko pub - mruknął jakby chcąc w miarę nieinwazyjnie przerwać ciszę, dobrze znał siebie i wiedział ,ze jeśli potrwa ona choć trochę dłużej to palnie jakiś żart - zawsze to robił w najmniej odpowiednich momentach. Ale cóż mógł poradzić, tak radził sobie z niezręcznymi sytuacjami. - Moglibyśmy wypić kufel czy szklankę za Jasona - dodał po kilku sekundach bo przecież Brenna mogła nie zrozumieć jego skrótu myślowego.