29.06.2024, 02:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2024, 02:31 przez Thomas Figg.)
Thomas za to nie był zaskoczony wyglądem domu, wręcz przeciwnie, wydawał mu się idealnie dopasowany do zachowania kobiet - był tak samo tragiczny i pozbawiony smaku. Ale cóż, postawili już pierwszy krok i wycofywać się teraz byłoby no głupotą- chociaż.
Zerknął na Geraldine czy w ostatniej chwili nie woli jednak uciec, przecież zawsze mogli wrócić tu kiedy indziej.
Mia też odrobinę wrażenie, że po prostu podąża za nim bo już ruszyli, ale nadal się waha. Z jednej strony chciał aby czuła się komfortowo, ale z drugiej, to chyba było niemożliwe biorąc pod uwagę, że musiała sprzątać bałagan po swoim bracie.
- Nie maja zabezpieczeń antyteleportacyjnych - zdążył jeszcze ją poinformować nim zjawiły się one. Szanowne matrony, przedstawicielki Matek Brytyjek, aż wzdrygnął się kiedy tak siedziały i spoglądały na nich, czuł się jakby przed nim na żerdzi siedziały wygłodniałe wrony chcące tylko rzucić się na dogorywającą ofiarę.
Wokół kobiet zapanowało poruszenie i niezrozumiałe szepty, po pytaniu Geraldine, zupełnie jakby zostały śmiertelnie obrażone i teraz szykowały się od odpowiedzi. Wszystko jednak ustało, gdy ta w samym środku uniosła dłoń i odezwała się.
- Nie są już pijane, ale ich tragicznego przeżycia nic nie wymaże - odpowiedziała kobiecie i skrzyżowała ręce na piersi. - Nie ma tu czego wyjaśniać, wszystko jest jasne. Thoran wraz z tym tutaj - wskazał na Thomasa - Uknuli spisek, aby odurzyć na szerokim biedne dzieci!
- Hola, hola! Powtarzałem wam, że nie wiedziałem że to dla dzieci - jęknął zmęczony tym, że za każdym razem musiał im to tłumaczyć, był to chyba piętnasty raz już. Ale matrona tylko machnęła na niego lekceważąco dłonią.
- Zatem dziecko jak zamierzasz zadośćuczynić za to co zrobił twój brat? I nie myśl, że wystarczy rzucić w nas galeonami, domagamy się oficjalnych przeprosin - potakiwanie głowami pozostałych kobiet wskazywało jasno, tego chciały od początku - pazerne i żądne uwagi - niby z wyglądu przypominały kwoki, ale z zachowania sprytne niczym wrony i kruki.
Zerknął na Geraldine czy w ostatniej chwili nie woli jednak uciec, przecież zawsze mogli wrócić tu kiedy indziej.
Mia też odrobinę wrażenie, że po prostu podąża za nim bo już ruszyli, ale nadal się waha. Z jednej strony chciał aby czuła się komfortowo, ale z drugiej, to chyba było niemożliwe biorąc pod uwagę, że musiała sprzątać bałagan po swoim bracie.
- Nie maja zabezpieczeń antyteleportacyjnych - zdążył jeszcze ją poinformować nim zjawiły się one. Szanowne matrony, przedstawicielki Matek Brytyjek, aż wzdrygnął się kiedy tak siedziały i spoglądały na nich, czuł się jakby przed nim na żerdzi siedziały wygłodniałe wrony chcące tylko rzucić się na dogorywającą ofiarę.
Wokół kobiet zapanowało poruszenie i niezrozumiałe szepty, po pytaniu Geraldine, zupełnie jakby zostały śmiertelnie obrażone i teraz szykowały się od odpowiedzi. Wszystko jednak ustało, gdy ta w samym środku uniosła dłoń i odezwała się.
- Nie są już pijane, ale ich tragicznego przeżycia nic nie wymaże - odpowiedziała kobiecie i skrzyżowała ręce na piersi. - Nie ma tu czego wyjaśniać, wszystko jest jasne. Thoran wraz z tym tutaj - wskazał na Thomasa - Uknuli spisek, aby odurzyć na szerokim biedne dzieci!
- Hola, hola! Powtarzałem wam, że nie wiedziałem że to dla dzieci - jęknął zmęczony tym, że za każdym razem musiał im to tłumaczyć, był to chyba piętnasty raz już. Ale matrona tylko machnęła na niego lekceważąco dłonią.
- Zatem dziecko jak zamierzasz zadośćuczynić za to co zrobił twój brat? I nie myśl, że wystarczy rzucić w nas galeonami, domagamy się oficjalnych przeprosin - potakiwanie głowami pozostałych kobiet wskazywało jasno, tego chciały od początku - pazerne i żądne uwagi - niby z wyglądu przypominały kwoki, ale z zachowania sprytne niczym wrony i kruki.