29.06.2024, 11:43 ✶
Z Laurencem i Anthonym
Camille uśmiechnęła się lekko, ściskając nieznacznie przedramię Laurenca.
- Oczywiście, że jest, panie Shafiq. Czy sądził pan, że byłabym w stanie pić cokolwiek innego? - zapytała z rozbawieniem, unosząc nieznacznie dłoń z kieliszkiem, wypełnionym winem. Winem, którego smak rozpoznała niemal od razu, bo miała doskonałą pamięć do takich rzeczy. Było idealnie wyważone pomiędzy cierpkością a słodyczą. To nie mogło być dzieło nikogo innego, bo wina Delacourów rozpoznawała od razu, zanim jeszcze upijała pierwszy łyk. Camille płynnie przeszła na język francuski, który był przecież jej językiem ojczystym. Wydawało się, że nawet nie zwróciła uwagi na fakt, że przeszli z angielskiego na bardziej cywilizowane tony. - Wasze wina to jedyne, co trzyma mnie na tym przyjęciu. Być może powinien pan zaproponować kieliszek wzburzonej damie?
Zapytała, chociaż oczywistym było, że sama uważała ten pomysł za niedorzeczny.
- Kapibara... Trzeba przyznać, że Blackowie mają ciekawy stosunek do wesel, prawda? - tutaj nie mogła ukryć rozbawienia, chociaż było ono połączone z zażenowaniem. Na przyjęciach, wydawanych przez jej rodzinę, takie wydarzenia nigdy nie miałyby racji bytu. - Chociaż wydaje mi się, że biedny Perseus nie miał o tym pojęcia. Wydaje się zagubiony. Nie określiłabym tego jako spokojne przyjęcie, chociaż udało nam się uniknąć tajemniczych efektów, powodujących wylewanie na innych drinków czy... zmian w kapibary.
Taktycznie nie odpowiedziała, jak podobało jej się przyjęcie. Dopiero co przyszli, pokręcili się tu i tam, zerknęli na pierwszy taniec. Potem działo się tyle, że ciężko było to sklasyfikować tak, by ładnie dobrać słowa.
- Za to Vespera lśni mimo tych incydentów - szepnęła, tym razem po angielsku, wbijając oczy w kobietę, krojącą z mężem tort. Na twarzy Delacour pojawiło się coś na kształt rozrzewnienia. Czyżby sama myślała o małżeństwie i własnym ślubie?