29.06.2024, 12:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2024, 12:43 przez Charlotte Kelly.)
Charlotte lubiła dobrą muzykę, także klasyczną – zwłaszcza gdy grała jej córka, bo oczywiście Rita była najbardziej utalentowana pod słońcem – lubiła dobrą książkę, polubiła amerykańskie musicale, ale nigdy nie miała stać się wielbicielką Szekspira czy klasycznych oper. Oglądając je marszczyła często czoło w niezadowoleniu, myśląc sobie, ile dałoby się rozwiązać problemów, gdyby tylko potrząsnąć tym i owym, żeby okazał trochę charakteru. A w niektórych przypadkach nawet ten charakter nie był koniecznie potrzebny, wystarczyłoby, aby bohaterowie czasem powiedzieli, co naprawdę myślą.
Wiedziała, że to pewna konwencja, ale rzadko powstrzymywało ją to przed złośliwymi komentarzami. Tym razem jednak przynajmniej naprawdę dobrze śpiewali, okazała więc odrobinę wyrozumiałości sprawom fabularnym.
– Twoja skromność jest wręcz porażająca, Jonathanie – powiedziała Charlotte, spoglądając na niego znad swojego zimnego deseru, ale oczywiście, że wyłapała, że jest w tym jego uśmiechu odrobina fałszu: znali się trochę za długo, aby łatwo było ją zwieść. Umiał tkać piękne kłamstwa, a oklumencja dodawała dodatkowej warstwy do otaczających prawdę murów obronnych, ale widziała, że coś Selwyna dręczyło i nie było to chyba ani to, że oznajmiła, że idą na randkę. Czy aż tak przejął się zachowaniem części obsługi? A może naprawdę zrobili coś w Mediolanie w tych latach, gdy ona wiodła nudne życie za oceanem, tracąc całą masę dobrej zabawy na rzecz uwolnienia się od matki? – Ty i Jezus? Prędzej nadawałbyś się do roli diabła, któremu znudziło się przesiadywanie w czeluściach piekielnych i postanowił odwiedzić ziemię – roześmiała się. Ach, te wszystkie religie mugoli straszliwie ją bawiły: bardziej nawet niż Romeo i Julia, którzy w teorii powinni poruszać jej duszę, skoro sama porzuciła rodzinę na rzecz nieaprobowanego przez tę rodzinę kandydata… Pozostawała jednak zainteresowanie mugolskimi bóstwami Morpheusowi, pewnie to od niego Jonathan usłyszał o tym całym Erosie.
Może drążyłaby dalej sprawę tego nieco dziwnego nastroju Jonathana albo domniemanych przygód we Włoszech, gdyby nie dostrzegła czegoś… kogoś… przy wejściu do budynku. Zapatrzyła się w tamtą stronę z pewnym zamyśleniem, kiedy wsuwała do ust łyżeczkę z grandiolą, a słodki deser rozpływał się na języku.
– Będę musiała sięgnąć po broń cięższego kalibru, żeby wyciągnąć z ciebie informacje, deser jest bardzo dobry, aż dziwne, że nie mam na co narzekać i czy też widzisz tego ducha? – zapytała.
Duch, niewidzialny dla mugolskiej obsługi i większości równie mugolskich gości, stał sobie w pobliżu jednego z wejść hotelowych. I Charlotte, która z duchami miała do czynienia całkiem dużo, może w ogóle by się tym nie przyjęła, ale do tego diabła, co go Jonathan mógł z powodzeniem odgrywać w mugolskich produkcjach – był do Selwyna naprawdę mocno podobny.
Wiedziała, że to pewna konwencja, ale rzadko powstrzymywało ją to przed złośliwymi komentarzami. Tym razem jednak przynajmniej naprawdę dobrze śpiewali, okazała więc odrobinę wyrozumiałości sprawom fabularnym.
– Twoja skromność jest wręcz porażająca, Jonathanie – powiedziała Charlotte, spoglądając na niego znad swojego zimnego deseru, ale oczywiście, że wyłapała, że jest w tym jego uśmiechu odrobina fałszu: znali się trochę za długo, aby łatwo było ją zwieść. Umiał tkać piękne kłamstwa, a oklumencja dodawała dodatkowej warstwy do otaczających prawdę murów obronnych, ale widziała, że coś Selwyna dręczyło i nie było to chyba ani to, że oznajmiła, że idą na randkę. Czy aż tak przejął się zachowaniem części obsługi? A może naprawdę zrobili coś w Mediolanie w tych latach, gdy ona wiodła nudne życie za oceanem, tracąc całą masę dobrej zabawy na rzecz uwolnienia się od matki? – Ty i Jezus? Prędzej nadawałbyś się do roli diabła, któremu znudziło się przesiadywanie w czeluściach piekielnych i postanowił odwiedzić ziemię – roześmiała się. Ach, te wszystkie religie mugoli straszliwie ją bawiły: bardziej nawet niż Romeo i Julia, którzy w teorii powinni poruszać jej duszę, skoro sama porzuciła rodzinę na rzecz nieaprobowanego przez tę rodzinę kandydata… Pozostawała jednak zainteresowanie mugolskimi bóstwami Morpheusowi, pewnie to od niego Jonathan usłyszał o tym całym Erosie.
Może drążyłaby dalej sprawę tego nieco dziwnego nastroju Jonathana albo domniemanych przygód we Włoszech, gdyby nie dostrzegła czegoś… kogoś… przy wejściu do budynku. Zapatrzyła się w tamtą stronę z pewnym zamyśleniem, kiedy wsuwała do ust łyżeczkę z grandiolą, a słodki deser rozpływał się na języku.
– Będę musiała sięgnąć po broń cięższego kalibru, żeby wyciągnąć z ciebie informacje, deser jest bardzo dobry, aż dziwne, że nie mam na co narzekać i czy też widzisz tego ducha? – zapytała.
Duch, niewidzialny dla mugolskiej obsługi i większości równie mugolskich gości, stał sobie w pobliżu jednego z wejść hotelowych. I Charlotte, która z duchami miała do czynienia całkiem dużo, może w ogóle by się tym nie przyjęła, ale do tego diabła, co go Jonathan mógł z powodzeniem odgrywać w mugolskich produkcjach – był do Selwyna naprawdę mocno podobny.