29.06.2024, 14:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.06.2024, 15:23 przez Jonathan Selwyn.)
W sali balowej z Lorraine
– Klątwą ludzi kultury – rzucił obdarzając ją kolejnym uśmiechem. – Wychodzimy na snobów, tylko przez wzgląd na naszą wiedzę. A gdy już się nią chwalimy w odpowiedzi słyszymy, że podobną artystyczną wartość miałoby powieszenie na ścianie obrazka z półnagich celebrytów. – To znaczy rozumiałby doskonale zachwyt, gdyby ktoś uznawał jego własne zdjęcie za wysoką wartość artystyczną. Zwłaszcza, że przecież dopiero co dostał wiadomość od Brenny, zapraszającą go do wzięcia udziału w sesji do kalendarza charytatywnego i Jonathan nie miał żadnej wątpliwości, które zdjęcie będzie najchętniej przeglądane, ale jednak i tak ubolewał nad podejściem niektórych do sztuki.
– Hm… – zamyślił się na chwilę, nieco spowalniając kroku, nie zamierzając tak łatwo odpowiedzieć na jej wyzwanie. – A czy to nie jest trochę tak, droga pani Malfoy, że nie po to człowiek ma wiele różnych oblicz, by wybierać tą ulubioną, bo przecież to tylko ich mieszanina tworzy go w całości? – zagadał, nie dając się ani przez chwilę wytrącić z powolnego rytmu, który narzuciła im muzyka. – Ale gdybym miał już zgadywać powiedziałbym, że ciągnie panią raczej do królewskości i triumfu.
Nie znał Lorraine tak dobrze, by być tego pewnym, swoją opinię bazował jedynie na dzisiejszym wrażeniu odnośnie jej osoby, ale przecież nie zawsze chodziło o to, aby mieć rację, a o to, by wypowiedzieć pewne rzeczy z całkowitą pewnością siebie. Zresztą lubił bawić się w takie zgadywanki. Gadanie przychodziło mu naturalnie z łatwością, nigdy szczególnie się w tym nie ćwiczył, a jedynie z czasem rozwijał swoje talenty, gdy używał ich w pracy i życiu codziennym.
Ciasteczka z wróżbą.
Roześmiał się cicho.
– Oh, czyżby życzyły pani samych nieszczęść, czy rzeczy zbyt oczywistych? – Prawdę mówiąc sam nie sięgnął, po ciasteczka, głównie z tego powodu, że był zbyt zajęty drinkami, ale wiedział, że te wypieki miały tendencję do rzucania nudnych prawd o życiu, lub też zawiłych wskazówek. Zdecydowanie do tych spraw lepiej nadawał się Morpheus ze swoim tarotem. Niektórzy i tak chcieli go schrupać. – Domyślam się, że raczej nie wróżyły pani przyjemnego tańca z przystojnym czarodziejem, ale jeżeli tak było to proszę mi tego nie mówić. Wolę uznawać, że byłem dla pani dzisiaj miłą niespodzianką.
Już miał coś jeszcze dodać, gdy nagle zamieszanie z sali obok, skierowało jego uwagę w inne miejsce.
Oh…
Czy ktoś się dziwił, że przyprowadzanie na wesele dzikiej istoty, to znaczy Amerykanki, mogło skończyć się inaczej, niż jej wybuchem?
– Tak, ewidentnie te londyńskie mgły przysłoniły jej na chwilę głowę – skomentował, nie mogąc się powstrzymać by nie uśmiechnąć się nieznacznie na komentarz Lorraine. Zawoalowane złośliwości były jednymi z jego ulubionych.
– Myślę, że nie możemy pozbawić naszej widowni, tak wspaniałego tańca pani Malfoy – odpowiedział, przenosząc spojrzenie z zamieszania z powrotem na swoją partnerkę. Shafiq radził sobie z gorszymi sytuacjami. Dopóki ich ukochana amerykańską ambasadorką nie próbowała go zamordować, powinien sobie poradzić. A zawsze byli przecież jedynie salę obok. Ponownie podał kobiecie swoją dłoń. Tango przecież nie mogło czekać.
Jonathan bez wątpienia uwielbiał być w centrum uwagi, ale podczas tego konkretnego tańca był w stanie zrobić niewielki wyjątek, kierując się zasadą by tańczyć tango tak, by jedynie dawać swojej partnerce podstawę, do tego, by to na nią zwrócone były spojrzenia. Nie, że sam tańczyć źle, lub przeciętnie, to by było rzecz jasna niemożliwe, a parkiet niewątpliwie w tej chwili należał do ich dwójki. Ah, aż żałował, że nie założyła wcześniej na siebie płaszcza, który mógłby dramatycznym gestem z niej zrzucić, ukazując jej piękną suknie.
A potem niestety krojenie ciasta bezczelnie przerwało im ich tańce. Ukłonił się Lorraine.
– Mam nadzieję, że nie będzie za słodki – zwrócił się w kierunku swojej partnerki, uznając że jest to najlepszy moment, by dowiedzieć się więcej na temat jej charakteru, patrząc wokół jakich kolorów wiruje. Prawdę mówiąc zależało mu na tym, by znaleźć się przy państwie młodych, aby zobaczyć jakie to też nici ich tak naprawdę wiążą, ale to dopiero za chwilę.
Rzut na aurowidzenie
– Klątwą ludzi kultury – rzucił obdarzając ją kolejnym uśmiechem. – Wychodzimy na snobów, tylko przez wzgląd na naszą wiedzę. A gdy już się nią chwalimy w odpowiedzi słyszymy, że podobną artystyczną wartość miałoby powieszenie na ścianie obrazka z półnagich celebrytów. – To znaczy rozumiałby doskonale zachwyt, gdyby ktoś uznawał jego własne zdjęcie za wysoką wartość artystyczną. Zwłaszcza, że przecież dopiero co dostał wiadomość od Brenny, zapraszającą go do wzięcia udziału w sesji do kalendarza charytatywnego i Jonathan nie miał żadnej wątpliwości, które zdjęcie będzie najchętniej przeglądane, ale jednak i tak ubolewał nad podejściem niektórych do sztuki.
– Hm… – zamyślił się na chwilę, nieco spowalniając kroku, nie zamierzając tak łatwo odpowiedzieć na jej wyzwanie. – A czy to nie jest trochę tak, droga pani Malfoy, że nie po to człowiek ma wiele różnych oblicz, by wybierać tą ulubioną, bo przecież to tylko ich mieszanina tworzy go w całości? – zagadał, nie dając się ani przez chwilę wytrącić z powolnego rytmu, który narzuciła im muzyka. – Ale gdybym miał już zgadywać powiedziałbym, że ciągnie panią raczej do królewskości i triumfu.
Nie znał Lorraine tak dobrze, by być tego pewnym, swoją opinię bazował jedynie na dzisiejszym wrażeniu odnośnie jej osoby, ale przecież nie zawsze chodziło o to, aby mieć rację, a o to, by wypowiedzieć pewne rzeczy z całkowitą pewnością siebie. Zresztą lubił bawić się w takie zgadywanki. Gadanie przychodziło mu naturalnie z łatwością, nigdy szczególnie się w tym nie ćwiczył, a jedynie z czasem rozwijał swoje talenty, gdy używał ich w pracy i życiu codziennym.
Ciasteczka z wróżbą.
Roześmiał się cicho.
– Oh, czyżby życzyły pani samych nieszczęść, czy rzeczy zbyt oczywistych? – Prawdę mówiąc sam nie sięgnął, po ciasteczka, głównie z tego powodu, że był zbyt zajęty drinkami, ale wiedział, że te wypieki miały tendencję do rzucania nudnych prawd o życiu, lub też zawiłych wskazówek. Zdecydowanie do tych spraw lepiej nadawał się Morpheus ze swoim tarotem. Niektórzy i tak chcieli go schrupać. – Domyślam się, że raczej nie wróżyły pani przyjemnego tańca z przystojnym czarodziejem, ale jeżeli tak było to proszę mi tego nie mówić. Wolę uznawać, że byłem dla pani dzisiaj miłą niespodzianką.
Już miał coś jeszcze dodać, gdy nagle zamieszanie z sali obok, skierowało jego uwagę w inne miejsce.
Oh…
Czy ktoś się dziwił, że przyprowadzanie na wesele dzikiej istoty, to znaczy Amerykanki, mogło skończyć się inaczej, niż jej wybuchem?
– Tak, ewidentnie te londyńskie mgły przysłoniły jej na chwilę głowę – skomentował, nie mogąc się powstrzymać by nie uśmiechnąć się nieznacznie na komentarz Lorraine. Zawoalowane złośliwości były jednymi z jego ulubionych.
– Myślę, że nie możemy pozbawić naszej widowni, tak wspaniałego tańca pani Malfoy – odpowiedział, przenosząc spojrzenie z zamieszania z powrotem na swoją partnerkę. Shafiq radził sobie z gorszymi sytuacjami. Dopóki ich ukochana amerykańską ambasadorką nie próbowała go zamordować, powinien sobie poradzić. A zawsze byli przecież jedynie salę obok. Ponownie podał kobiecie swoją dłoń. Tango przecież nie mogło czekać.
Jonathan bez wątpienia uwielbiał być w centrum uwagi, ale podczas tego konkretnego tańca był w stanie zrobić niewielki wyjątek, kierując się zasadą by tańczyć tango tak, by jedynie dawać swojej partnerce podstawę, do tego, by to na nią zwrócone były spojrzenia. Nie, że sam tańczyć źle, lub przeciętnie, to by było rzecz jasna niemożliwe, a parkiet niewątpliwie w tej chwili należał do ich dwójki. Ah, aż żałował, że nie założyła wcześniej na siebie płaszcza, który mógłby dramatycznym gestem z niej zrzucić, ukazując jej piękną suknie.
A potem niestety krojenie ciasta bezczelnie przerwało im ich tańce. Ukłonił się Lorraine.
– Mam nadzieję, że nie będzie za słodki – zwrócił się w kierunku swojej partnerki, uznając że jest to najlepszy moment, by dowiedzieć się więcej na temat jej charakteru, patrząc wokół jakich kolorów wiruje. Prawdę mówiąc zależało mu na tym, by znaleźć się przy państwie młodych, aby zobaczyć jakie to też nici ich tak naprawdę wiążą, ale to dopiero za chwilę.
Rzut na aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!
Sukces!